Reklama

Pytania do... Marca Chandlera, stratega walutowego w amerykańskim banku Brown Brothers Harriman

Publikacja: 08.02.2010 00:09

Pytania do... Marca Chandlera, stratega walutowego w amerykańskim banku Brown Brothers Harriman

Foto: Bloomberg

[b]Od paru dni pojawiały się raporty banków inwestycyjnych sugerujące, że wzrost cen polskich obligacji i złotego sięgnął już swojego kresu. Także i pan ostrzegł swoich klientów przed przeceną. Jak długo ona potrwa?[/b]

Od grudnia pieniądze inwestorów płynęły na rynki wschodzące, również do Polski. To poszło za daleko. Analiza techniczna wskazywała na możliwość korekty, szczególnie że złoty pokonał poziom 4 EUR/PLN. Jednakże wciąż doradzamy inwestorom długoterminowym utrzymywanie długich pozycji na złotym, z uwagi na relatywnie dobrą kondycję gospodarki.

[b]Korekta nie będzie długa?[/b]

Złoty jest na rynkach międzynarodowych bardziej płynny, niż wiele walut regionu. Widzimy wielu tzw. momentum-traders, którzy reagują na informacje z rynków wschodzących. Z tego powodu wahania mogą być silniejsze. Ale w długim okresie spodziewamy się trendu aprecjacyjnego.

[b]Inwestorzy zwracają uwagę na sytuację fiskalną Polski, czy na różnice w oprocentowaniu i wycenie długu między krajami?[/b]

Reklama
Reklama

Obie rzeczy są ważne. Ceny polskich obligacji od końca 2009 r. wydawały się niedoszacowane, stąd ich wzrost.

[b]Czy Ministerstwo Finansów wciąż może liczyć na pożyczanie na rynkach po dobrej cenie?[/b]

Pewne rzeczy są poza kontrolą urzędników. Ważne będą warunki na rynkach globalnych. Obecna niechęć do ryzyka spowodowała przecenę, ale o ile ceny akcji zniżkowały o około 10 proc., o tyle rynek długu wciąż ma się nieźle, nawet mimo wyprzedaży złotego. To sugeruje, że „gorący” pieniądz napływał głównie na giełdę, zachęcony zapowiedzą prywatyzacji.

[b]Jak umocnienie dolara wpłynie na rynki wschodzące?[/b]

W ostatnich latach inwestorzy instytucjonalni zwiększali zaangażowanie na tych rynkach. Teraz przebudowują portfele – co wydaje się jednorazowym dostosowaniem.

[ramka][b]Miernik ryzyka na rynku długu korzystny dla Polski [/b]

Reklama
Reklama

Inwestorzy na rynku długu oceniają ryzyko emitenta na podstawie tzw. credit default swaps, czyli kosztu ubezpieczenia przed jego upadłością. CDS podawane w punktach bazowych odzwierciedlają wielkość rocznych odsetek od wartości zobowiązań, które są ubezpieczane.

Po ostatnim kryzysie na rynkach finansowych CDS stały się nawet ważniejszym narzędziem niż oceny agencji ratingowych (same agencje zostały zresztą poddane dużej krytyce). Zaletą swapów jest codzienna wycena ryzyka, co pozwala zauważyć niepokojące sygnały wcześniej, niż zareaguje agencja. Dodatkowo modele matematyczne oparte na CDS umożliwiają wyliczenie prawdopodobieństwa bankructwa w określonym horyzoncie czasowym.

Polska w ostatnim czasie, biorąc pod uwagę wysokość CDS, poprawiła swoją pozycję na rynkach. Nabywcy obligacji emitowanych przez Ministerstwo Finansów płacą mniejsze ubezpieczenie niż w przypadku Grecji, Portugalii, a więc krajów strefy euro. Analitycy przyznają, że w dłuższej perspektywie może to doprowadzić do wzrostu cen polskich obligacji, których oprocentowanie jest wyższe niż porównywalnych papierów w strefie euro.[/ramka]

Gospodarka krajowa
Deficyt budżetowy 2025 niższy od planu. Minister finansów mówi o „sporym zapasie”
Gospodarka krajowa
2025 r. zakończyliśmy po drugiej stronie środka celu inflacyjnego NBP
Gospodarka krajowa
Gołębi prezes NBP. Glapiński: jest przestrzeń do obniżek stóp procentowych
Gospodarka krajowa
GUS pokazał nowe dane o inflacji w Polsce
Gospodarka krajowa
Tym razem bez obniżki stóp procentowych
Gospodarka krajowa
Jest decyzja RPP w sprawie stóp procentowych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama