Zdaniem szefów najważniejszych firm medycznych w Polsce byłoby to olbrzymim ciosem w prywatną ochronę zdrowia.

W ministerstwie tych doniesień nie udało się potwierdzić. Ale i tak zapowiedział on, że szczegółów tzw. nowego otwarcia nie ujawni przez najbliższe dwa, trzy tygodnie.

– Będziemy przeciw takim zmianom protestować – mówi Adam Rozwadowski, prezes Enel-Medu. Jego zdaniem usługi komercyjne mogłyby wykonywać szpitalne spółki, także samorządowe. – Publiczne szpitale nie muszą płacić podatków, a sprzęt i remonty finansują im zwykle samorządy, dostają też pieniądze na oddłużenie – mówi Rozwadowski. I podkreśla, że w takich warunkach wycena świadczeń będzie mogła być poniżej kosztów.W przypadku placówek prywatnych koszt budowy i zakupu sprzętu ponosi właściciel we własnej kieszeni lub z kredytów – mówi szef Enel-Medu. – Koszt utworzenia przychodni zaczyna się od 1,5 mln zł. A budowa szpitala od 50 do kilkuset milionów złotych – mówi Anna Rulkiewicz-Kaczyńska, szefowa grupy Lux-Med.

Ale i publiczne placówki mają swoje argumenty. Sale operacyjne i gabinety specjalistów pustoszeją w publicznych szpitalach koło godziny 14. Na przyjmowanie większej liczby pacjentów nie wystarcza kontrakt z Narodowego Funduszu Zdrowia. O dopuszczenie świadczenia przez te placówki usług odpłatnych apelują powiaty i marszałkowie województw.

Ale i prywatne firmy mogą stać się groźnym konkurentem. Chcą, by NFZ zróżnicował stawki za leczenie. Teraz poszczególnym świadczeniom przyporządkowana jest określona liczba punktów, a każdy punkt to 51 zł. Zdaniem dyrektorów szpitali publicznych potrzeba przynajmniej 10 proc. więcej. Prywatne zaś twierdzą, że część usług mogą realizować 10 proc. taniej. – Rozmawiamy już z NFZ o zróżnicowaniu wycen punktowych. Część procedur możemy realizować np. za 45 zł za punkt, o ile NFZ wykupi ich u nas więcej – mówi Rozwadowski.

– NFZ powinien wydawać pieniądze jak najefektywniej, a sztywna wycena temu nie służy – twierdzi z kolei Małgorzata Kowalska, wiceprezes i dyrektor zarządzająca Medicoverem. Jej zdaniem kryterium musi być też jakość usług. Roman Walasiński, prezes Swissmedu, przypomina, że niższa cena powinna skutkować większą liczbą wykupionych świadczeń. – W latach 2004–2005 zaproponowaliśmy w ginekologii stawki o 10 proc. niższe niż w szpitalach publicznych. Ale na wartość naszego kontraktu to nie wpłynęło. Poza tym nikt inny nie obniżył cen – mówi Walasiński.

Firmy dyskutują też z NFZ o promesach na dostanie kontraktu w przypadku nowych inwestycji. – Prezes NFZ Jacek Paszkiewicz powiedział, że zająć tym mogłyby się rada Funduszu i lokalne rady. Oceniałyby np., gdzie w regionie najbardziej potrzebny jest szpital – mówi Andrzej Mądrala, prezes Centrum Medycznego Mavit i wiceszef Konfederacji Pracodawców Polskich.