Niewykorzystane okazje się mszczą. Ta stara piłkarska prawda może znaleźć także odzwierciedlenie na rynku walutowym. Para EUR/PLN mimo kilku sprzyjających czynników nie potrafiła zejść poniżej 4,55. Teraz natomiast warunki się zmieniły i na chwilę obecną argumenty przechodzą na stronę tych, którzy grają na osłabienie złotego.
Zamiana ról
W poniedziałek nasza waluta wyraźnie traciła zarówno wobec dolara, jak i euro. Po południu wycena dolara skoczyła do 4,43 zł, co oznacza wzrost o 1,2 proc. w stosunku do tego, co widzieliśmy w piątek. W relacji do euro złoty tracił około 0,5 proc. i za europejską walutę trzeba było płacić prawie 4,64 zł. Poniedziałkowy ruch to przede wszystkim efekt globalnej ucieczki od ryzyka. Tradycyjnie w takim otoczeniu głównym wygranym był dolar, a pod presją znalazły się m.in. waluty krajów rozwijających się, do których należy złoty. Problem jednak w tym, że przepływy kapitału związane z globalnym nastawieniem do ryzyka to niejedyne wyzwanie dla złotego. Swoje zrobiły także czynniki, które do tej pory działały na korzyść naszej waluty.
Czytaj więcej
Europejskie indeksy w poniedziałek znalazły się pod presją. W gronie tym był również francuski CAC40, w przypadku którego doszedł jeszcze czynnik l...
Zaskoczeniem okazało się chociażby ostatnie złagodzenie retoryki Adama Glapińskiego, prezesa NBP, który podczas otwartej konferencji mówił już nie tylko o podwyżkach stóp procentowych, ale zaczął również kreślić scenariusz ewentualnych obniżek stóp.
– Adam Glapiński wskazał, że znajdujemy się bliżej końca cyklu podwyżek. Bez wątpienia rynek również zwrócił uwagę na zdanie, w którym zasugerowano, że Rada może obniżać stopy nawet w IV kwartale 2023 r. Cykl oczywiście się nie skończył, ale można zakładać, że jego koniec wypadnie na przełomie lata i jesieni. Pogarszające się dane z polskiej gospodarki będą w związku z tym mocniej wpływać na wycenę złotego – mówi Łukasz Zembik, ekspert TMS Brokers.
– Z ostatniej konferencji prezesa NBP dowiedzieliśmy się, że w naszym kraju może kończyć się cykl podwyżek stóp procentowych, podczas gdy w USA ma on nabierać tempa, a Europejski Bank Centralny ma dopiero go zaczynać. Tym samym złoty mógł się osłabić, ponieważ inwestorzy mogli liczyć na dalszy wzrost oprocentowania w Polsce, co może zmniejszać dywergencję między naszym krajem a chociażby strefą euro. Dodatkowo na rynkach zdaje się panować szeroki risk-off i kolejny etap powrotu do dolara, co także może nie sprzyjać walutom rynków wschodzących – w tym złotemu – wyjaśnia Daniel Kostecki, dyrektor polskiego oddziału firmy Conotoxia.
Czytaj więcej
Chociaż jeszcze jakiś czas temu niektórzy brokerzy działający w obszarze forex/CFD wzbraniali się przed dodawaniem do oferty instrumentów opartych...
Rynkową układankę uzupełnia też temat Krajowego Planu Odbudowy. Perspektywa jego przyjęcia również działała na wyobraźnię inwestorów. Diabeł tkwi jednak w szczegółach.
– Sama wizyta Ursuli von der Leyen i zatwierdzenie KPO w niewielkim stopniu wpłynęło na umocnienie złotego. Rynek w pewnym stopniu zdążył to już wycenić wcześniej. Teraz liczą się tzw. kamienie milowe i ich realizacja. Z tym może być gorzej. Dlatego też temat KPO oraz wymiany funduszy na rynku (a nie w banku centralnym, co będzie oznaczało wysoki popyt na złotego) schodzi na nieco dalszy plan – mówi Zembik.
Oczy na USA
Eksperci natomiast nie mają wątpliwości, że w krótkim terminie kluczowe dla złotego będzie to, co będzie się działo na światowych rynkach, a to oznacza także baczne śledzenie notowań dolara, który jest wyznacznikiem nastrojów. Ten natomiast też musi się przygotować na wstrząsy w związku ze zbliżającym się posiedzeniem Rezerwy Federalnej, która będzie musiała zareagować na ostatnie dane o inflacji w Stanach Zjednoczonych, która znów okazała się wyższa od oczekiwań.
– Dolar od piątku ponownie jest walutą numer jeden. Rynek zaczyna spekulować, że Fed podniesie, na którymś z trzech najbliższych posiedzeń, stopę nawet o 75 pkt proc., a do końca września koszt pieniądza zostanie zwiększony aż o 175 pkt proc. To oczywiście efekt inflacji, która w USA wypadła w maju na poziomie 8,6 proc. (rynek zakładał, że szczyt inflacji mamy za sobą). Silna deprecjacja złotego, głównie względem USD, to efekt spadków EUR/USD. Główna para walutowa w poniedziałek około południa była już poniżej 1,0470. Wysoka inflacja rodzi obawy o stagflację, stąd też obserwujemy spadki na giełdach w Europie i USA. Klasycznie złoty nie radzi sobie w takim otoczeniu najlepiej. Podwyższona awersja do ryzyka powoduje, że kapitał raczej opuszcza złotego – mówi Łukasz Zembik.