W ciągu ostatnich trzech, czterech lat kursy giełdowe wielu spółek wystrzeliły, często zyskując na wartości nawet kilkukrotnie. Giganci rynku zarówno w Europie, jak i za Atlantykiem korzystali na tym, że państwa NATO zwiększają swoje wydatki na obronność, np. Niemcy zapowiedziały, że na nowy sprzęt wyłożą setki miliardów euro. Jednym z impulsów do wzrostu kursów giełdowych był także unijny instrument pożyczkowy, poprzez który państwa UE będą mogły sięgnąć po aż 150 mld euro na zakup uzbrojenia.

O ile jednak pierwszy kwartał 2026 r. był dla wielu spółek tego sektora wciąż pomyślny, to drugi pokazał, że inwestorzy nie są już na etapie, gdy każda spółka z sektora defence cieszy się uznaniem.

Spektakularnym przykładem zmiany nastrojów jest np. niemiecki Rheinmetall, którego kurs przez ostatnie trzy miesiące spadł o ponad 30 proc. Z czego to wynika? Najważniejsza przyczyna jest taka, że spółka nie podpisze kontraktu na budowę fregat F126. To właśnie głównie z myślą o tym zamówieniu, Rheinmetall, który przez lata specjalizował się głównie w sprzęcie dla wojsk lądowych, przejął NVL (Naval Vessels Lürssen), czyli wszedł w obszar dla siebie zupełnie nieznany. Teraz okazuje się, że ekspansja w domenę morską będzie znacznie trudniejsza niż się zarządowi spółki wydawało.

Jakie są prognozy na 2026 r.? Jak już pisaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej”, tegoroczne przychody mają wynieść 14-14,5 mld euro, a według szacunków Armina Pappergera, prezesa Rheinmetalla w 2030 r. przychody będą wynosić ok. 50 mld euro. Estymacje były jednak robione z założeniem, że spółka zbuduje także fregaty. Ale i bez ekspansji na morze, przychody niemieckiego potentata będą w najbliższych latach rosnąć.

Polska zbrojeniówka mało giełdowa

Nieco ponad 10 proc. straciły od końca marca do końca czerwca notowania takich koncernów jak włoskie Leonardo, szwedzki Saab czy amerykański Lockheed Martin. Ten ostatni rozczarował wynikami za pierwszy kwartał, z kolei na kurs tego pierwszego wpływ miały m.in. zmiany w zarządzie i odejście Roberta Cingolaniego.

Ciekawym przykładem jest jedna z nielicznych spółek zbrojeniowych na Giełdzie Papierów Wartościowych, czyli Niewiadów Polska Grupa Militarna. W drugim kwartale jej kurs spadł o ok. 20 proc. i to mimo tego, że w kwietniu spółka przeniosła się na główny parkiet. Nie zmienia to tego, że przy przychodach na poziomie ok. 70 mln zł rocznie jej kapitalizacja to ok. 2 mld zł.

Jednak w tym samym czasie np. kurs Lubawy wzrósł aż o 50 proc., co jest związane z tym, że ta spółka podpisała umowy finansowane ze wspominanego kredytu z SAFE. Warto pamiętać, że największy polski podmiot sektora defence – państwowa Polska Grupa Zbrojeniowa – nie jest notowany na giełdzie. Z kolei największy prywatny koncern – Grupa WB – rozważa debiut giełdowy, ale ostateczne decyzje jeszcze nie zostały podjęte. Biorąc pod uwagę, że jej przychody w 2025 r. wyniosły prawie 3 mld zł, a teraz spółka podpisała kontrakty warte co najmniej kilkanaście miliardów złotych, jej kapitalizacja może nawet przekroczyć 20 mld zł.

Stary przemysł kontra nowy

Jaka przyszłość czeka sektor zbrojeniowy? Przychody całej branży na pewno będą rosły. Rok temu na szczycie NATO w Hadze państwa członkowskie zobowiązały się, że do 2035 r. będą wydawać 3,5 proc. PKB na obronność i dodatkowo 1,5 proc. PKB na infrastrukturę z nią związaną. Obecnie wydatki wielu krajów ledwo przekraczają 2 proc. PKB. To oznacza dodatkowe dziesiątki miliardów euro rocznie, które będą płynęły do europejskiego i amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego. Otwarte pozostanie pytanie, kto na tym skorzysta najbardziej.

Bardzo ciekawie zapowiada się rywalizacja tzw. „starego przemysłu”, jak właśnie Rheinmetall, Leonardo czy Saab, z nowym, który stara się zmienić zasady gry, jak np. amerykański Anduril, z którym Polska Grupa Zbrojeniowa chce produkować w Polsce pociski Barracuda, czy niemiecki Helsing specjalizujący się m.in. w produkcji bezzałogowców. To podmioty, które działają znacznie szybciej – ich procesy decyzyjne są inne niż w wielkich „tradycyjnych” korporacjach, ale z drugiej strony nie mają one tak dużych mocy produkcyjnych. Także w tym przypadku można się zastanawiać, czy niektóre wyceny nie są jednak zbyt wysokie – kapitalizacja Andurila to ok. 60 mld dol., czyli znacznie ponad 200 mld zł, więcej niż wycena największej polskiej spółki – Orlenu. Tymczasem w 2025 r. amerykańska firma miała ledwo ok. 8 mld zł przychodów. I choć podpisuje nowe kontrakty i na pewno będzie rosła, to można się zastanawiać, czy tak wysoka wycena ma uzasadnienie.

Z drugiej strony, te spółki są silnie zaangażowane w rozwój sztucznej inteligencji, która od miesięcy jest motorem napędowym wzrostu kursów na giełdach, więc być może także w sektorze obronnym jesteśmy świadkami rewolucji.