W środę Rada Polityki Pieniężnej ogłosi decyzję w sprawie stóp procentowych. Niespodzianki nie będzie i stopy pozostaną bez zmian?
Tak, z bardzo wysokim prawdopodobieństwem można założyć, że stopy procentowe pozostaną bez zmian. Obecna sytuacja daje Radzie Polityki Pieniężnej duży komfort. W przeszłości Rada była bardzo wrażliwa na bieżące odczyty inflacji – kiedy inflacja dynamicznie spadała lub było wiadomo, że za chwilę spadnie, reagowała, a nawet wyprzedzała ten proces. Obecnie inflacja według wstępnego szacunku za czerwiec spadła do celu inflacyjnego, czyli 2,5 proc. Gdyby patrzeć wyłącznie na bieżący odczyt, trudno byłoby oczekiwać lepszej sytuacji. Dodatkowo najnowsza projekcja inflacji najprawdopodobniej pokaże, że w perspektywie dwóch lat inflacja pozostanie w pobliżu celu. Rynek pracy jest stabilny, dynamika wynagrodzeń jest znacznie niższa niż rok czy dwa lata temu, a gospodarka wprawdzie rośnie, ale nie znajduje się w fazie przegrzania. W takich warunkach utrzymanie stóp procentowych wydaje się optymalnym rozwiązaniem.
Ważniejsza od samej decyzji może być jednak konferencja prezesa NBP. Jeszcze niedawno przekaz był bardziej jastrzębi z uwagi na sytuację na Bliskim Wschodzie i wzrost cen ropy. Czy teraz można spodziewać się powrotu do dyskusji o obniżkach stóp?
To rzeczywiście jest obecnie najciekawsze pytanie. W kolejnych miesiącach sytuacja inflacyjna będzie się zmieniać. Czerwcowy odczyt był bardzo korzystny, czemu pomogły przede wszystkim ceny paliw oraz żywności. Po pierwszym wzroście cen ropy związanym z konfliktem na Bliskim Wschodzie zadziałały rozwiązania rządowe, które ograniczyły wzrost cen paliw. Jednocześnie w maju i czerwcu obserwowaliśmy wyjątkowo silne spadki cen żywności, szczególnie warzyw, większe niż wynikałoby z sezonowości. To właśnie te czynniki sprowadziły inflację do poziomu 2,5 proc. Sytuacja zmienia się jednak od początku lipca. Wygasły działania osłonowe państwa, w tym przywrócono podstawową stawkę VAT na paliwa. W efekcie ceny paliw wzrosły o około 80 groszy na litrze. Gdyby ten poziom utrzymał się przez cały miesiąc, sam ten efekt podniósłby wskaźnik CPI o około 0,6 pkt proc.Jednocześnie zadziała korzystny efekt bazy związany z ubiegłorocznym wzrostem cen energii, dlatego inflacja nie wzrośnie gwałtownie. Obecnie można oczekiwać, że w lipcu wskaźnik CPI wzrośnie do około 2,8–2,9 proc.
Jak taki scenariusz może wpłynąć na przekaz Rady Polityki Pieniężnej?
Już podczas czerwcowego posiedzenia nastąpiło pewne złagodzenie komunikacji. Inflacja spadła wtedy poniżej 3 proc., co było pozytywnym zaskoczeniem, a pojawiły się nawet pojedyncze wypowiedzi członków Rady dopuszczające możliwość przyszłych obniżek stóp. Teraz jednak Rada będzie miała świadomość, że w lipcu inflacja ponownie wzrośnie. Gdyby nie wzrost cen paliw, można byłoby spodziewać się jeszcze bardziej gołębiego przekazu. W obecnej sytuacji prawdopodobnie mocniej wybrzmi temat wygaszenia programów osłonowych oraz ryzyka wtórnych efektów inflacyjnych. Nadal istnieje ryzyko, że wcześniejsze wzrosty cen nawozów czy paliw będą stopniowo przekładały się na ceny żywności i usług. Dlatego spodziewam się raczej ostrożnego przekazu. Nie oznacza to, że Rada zacznie myśleć o podwyżkach stóp, ale również nie oczekiwałbym wyraźnego sygnału zapowiadającego szybkie obniżki. Moim zdaniem przestrzeń do jednej lub dwóch obniżek stóp procentowych w przyszłym roku istnieje, ale raczej nie będzie to temat mocno akcentowany już podczas lipcowego posiedzenia.
Patrząc szerzej, czy obecnie głównym zagrożeniem dla inflacji są przede wszystkim czynniki zewnętrzne?
Tak. Polska gospodarka jest dziś znacznie bardziej zrównoważona niż w okresie najwyższej inflacji. Mamy już za sobą szoki związane z inflacją sięgającą niemal 20 proc., bardzo szybkim wzrostem płac oraz silnym wzrostem cen usług. Pozostały jednak pewne trwałe efekty tamtego okresu. Zarówno konsumenci, jak i przedsiębiorcy są dziś znacznie bardziej wyczuleni na ryzyko ponownego wzrostu inflacji. W wielu umowach pojawiły się klauzule indeksacyjne odnoszące się do inflacji lub wzrostu wynagrodzeń. Przez wiele lat takich zapisów praktycznie nie było. Jeśli inflacja ponownie zaczęłaby rosnąć, mechanizmy indeksacyjne mogłyby wzmacniać presję cenową. Z drugiej strony sytuacja krajowa jest obecnie zdecydowanie spokojniejsza. Płaca minimalna rośnie już tylko o kilka procent rocznie, a nie o kilkanaście procent jak wcześniej, co ogranicza presję kosztową. Najważniejszym źródłem ryzyka pozostają dziś ceny surowców energetycznych. Szok związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie stopniowo wygasa dzięki częściowej stabilizacji sytuacji w rejonie cieśniny Ormuz, ale banki centralne nadal obserwują, czy nie pojawią się wtórne efekty inflacyjne. Inflacja bazowa pozostaje podwyższona – w okolicach 3 proc. – dlatego ostrożność jest nadal wskazana. Jednocześnie sytuacja nie wygląda na tyle poważnie, aby uzasadniała podwyżki stóp procentowych.
Można więc powiedzieć, że prezes Adam Glapiński może wyjechać na spokojne wakacje?
Wygląda na to, że tak. Dobrze, że sytuacja w Zatoce Perskiej uległa stabilizacji. Warto przypomnieć, że Rada obniżyła stopy już w marcu, kiedy konflikt na Bliskim Wschodzie trwał i nie było wiadomo, jak się rozwinie. Była to dość odważna decyzja. Dziś, po uspokojeniu sytuacji, komfort prowadzenia polityki pieniężnej jest zdecydowanie większy.