Susza hydrologiczna, czyli stan wód w rzekach, jeziorach i zbiornikach retencyjnych poniżej średnich wartości wieloletnich, obejmuje coraz większą część Polski. Z najnowszych danych Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Państwowego Instytutu Badawczego (IMGW-PIB) wynika, że zjawisko to „będzie wzrastać, z uwagi na wysokie wartości temperatury powietrza, wysokie usłonecznienie i ewapotranspirację”.
Pierwszy z tych czynników będzie szczególnie dotkliwy, gdyż w najbliższych dniach zapowiadana jest fala upałów obejmująca większość kraju, z temperaturą maksymalną przekraczającą lokalnie nawet 40 st. C. Upałom będzie towarzyszyć wysokie usłonecznienie rozumiane jako czas, w którym promienie Słońca będą bezpośrednio docierać do naszego kraju bez przeszkód w postaci chmur. Narastająca susza hydrologiczna jest również konsekwencją ewapotranspiracji, na którą składają się dwa zjawiska: parowania wody bezpośrednio z powierzchni gruntu i zbiorników wodnych (ewaporacja) oraz z komórek roślinnych (transpiracja).
IMGW-PIB prognozuje, że liczba stacji hydrologicznych z przepływem wody poniżej średniego niskiego przepływu z wielolecia będzie rosnąć. Co więcej, informuje o ryzyku wydania nowych ostrzeżeń. Obecnie susza hydrologiczna występuje na obszarze m.in. części dorzecza Wisły, w tym zlewni Sanu, Wieprza, Iłżanki, Radomki, Pilicy, Narwi, Biebrzy, Bugu, Liwca i Świdra, dolnego odcinka Wisły oraz części dorzecza Odry, w tym zlewni Warty i Noteci.
Czytaj więcej
Woda jest niezbędnym zasobem, zagrożonym przez zanieczyszczenie środowiska, oceanów, zmiany klimatu. W uznaniu dla powagi tego problemu, UE przyjęł...
Sytuacja hydrologiczna w rejonie elektrowni Enei jest stabilna
Poziom wód w rzekach ma bezpośredni wpływ na funkcjonowanie branży energetycznej. Grupa Enea przekonuje, że na bieżąco monitoruje sytuację hydrologiczną i uwzględnia potencjalne ryzyka związane z dostępnością zasobów wodnych w ramach zarządzania operacyjnego i strategicznego. Kwestie związane z dostępnością wody traktuje jako element szerszych zagrożeń klimatycznych.
– Aktualna sytuacja hydrologiczna w rejonie elektrowni należących do grupy Enea utrzymuje się na stabilnym poziomie. Jednocześnie mamy świadomość, że długotrwałe zmiany hydrologiczne mogą w przyszłości oddziaływać na warunki funkcjonowania infrastruktury energetycznej – przyznaje Berenika Ratajczak, rzeczniczka Enei. Jej zdaniem długotrwały niski stan wód może być przyczyną ograniczenia poboru wody, a tym samym ograniczenia w produkcji energii elektrycznej. Ponadto zjawisko długotrwałej suszy rodzi ryzyko ograniczenia mocy pracujących bloków energetycznych.
Koncern informuje, że w ostatnich latach realizował inwestycje ukierunkowane na optymalizację gospodarki wodno-ściekowej oraz poprawę efektywności procesów technologicznych. – Elektrownie należące do grupy Enea są przygotowane do pracy przy niższych stanach Wisły. Ponadto w okresach niskich stanów wód Enea Elektrownia Połaniec może pracować z wykorzystaniem tzw. obiegu mieszanego umożliwiającego zawrócenie części strumienia wody pochłodniczej celem ponownego jej użycia w układzie chłodzenia – tłumaczy Ratajczak. Dodaje, że ilość pobieranej wody jest związana z zapotrzebowaniem instalacji na produkcję energii elektrycznej, która jest bezpośrednio powiązana z krajowym zapotrzebowaniem na moc oraz faktem, iż Enea Wytwarzanie i Enea Elektrownia Połaniec świadczą usługi systemowe na rzecz krajowego systemu elektroenergetycznego.
Również grupa Tauron monitoruje warunki hydrologiczne, mimo że w ostatnim czasie susza nie miała istotnego wpływu na ciągłość działalności koncernu. Jednocześnie przyznaje, że zmienność stanów wód jest czynnikiem wpływającym lokalnie na produkcję przepływowych elektrowni wodnych, które jednak nie są kluczowym biznesem grupy wpływającym na wyniki finansowe. W Tauronie większe znaczenie mają zbiornikowe elektrownie wodne. W nich z kolei zagrożenie suszą hydrologiczną jest ograniczone.
Czytaj więcej
Świat potrzebuje nawet 7 bln inwestycji w wodę w ciągu najbliższych pięciu lat - powiedziała w październiku w Egipcie unijna komisarz ds. środowisk...
„Udział produkcji energii z elektrowni wodnych w całkowitej produkcji z tzw. odnawialnych źródeł energii w portfelu grupy jest niewielki (produkcja energii z OZE opiera się głównie na wietrze i PV, które nie zależą od warunków hydrologicznych). Grupa Tauron na tle innych grup energetycznych w sektorze elektrowni konwencjonalnych nie identyfikuje istotnego ryzyka związanego z deficytem wody, gdyż nie wykorzystuje otwartych obiegów chłodzenia” – twierdzi zespół prasowy spółki.
Mimo że susza hydrologiczna nie ma znaczącego wpływu na wyniki Tauronu, to z uwagi na odpowiedzialność za zarządzanie zasobami wodnymi stanowi jeden z elementów strategii. Także kwestia zasobooszczędności oraz monitoringu wód zawarta jest w polityce środowiskowej grupy. Spółka przekonuje, że kierując się zasadą zasobooszczędności, na bieżąco monitoruje i optymalizuje zużycie wody wykorzystywanej do celów technologicznych. „Realizowane było to poprzez zamykanie obiegów wodnych oraz zawracanie wody o stosunkowo dobrych parametrach do innych procesów produkcyjnych, o mniejszych wymaganiach, w celu ponownego jej wykorzystania” – podaje Tauron.
Dodaje, że obecnie jednym z jego ważniejszych przedsięwzięć w obszarze gospodarowania zasobami wodnymi jest modernizacja zapory wodnej w Pilchowicach. Projekt realizowany przez Tauron Ekoenergia, kosztem około 93 mln zł, obejmuje kompleksową modernizację infrastruktury hydrotechnicznej, mechanicznej i budowlanej obiektu. Prace przy nim będą prowadzone w latach 2026–2028. Celem inwestycji jest zapewnienie długoterminowego bezpieczeństwa eksploatacji oraz utrzymanie zdolności retencyjnych i regulacyjnych zbiornika.
Zakłady Orlenu są w dużej mierze zlokalizowane wzdłuż Wisły
Grupa Orlen monitoruje ryzyka wodne szczególnie tam, gdzie procesy produkcyjne wymagają stabilnego dostępu do wody. Istotne znaczenie ma zwłaszcza dostępność i jakość zasobów wodnych w Wiśle, gdyż zakłady grupy są w dużej mierze zlokalizowane wzdłuż tej rzeki. „Susza hydrologiczna ma największy wpływ na działalność segmentu energetycznego, rafineryjnego oraz petrochemicznego. Woda nie jest dla nich głównym surowcem, ale jest niezbędna m.in. do chłodzenia, wytwarzania pary technologicznej, procesów rafineryjnych i petrochemicznych oraz utrzymania instalacji w ruchu” – podaje dział prasowy Orlenu. Informuje, że na wyzwania związane z suszą patrzy także z perspektywy nowych inwestycji, szczególnie związanych z transformacją energetyczną.
W przypadku SMR-ów dostępność i jakość wody są jednym z elementów analiz lokalizacyjnych i środowiskowych. Jest tak, ponieważ technologia energetyczna wymaga bezpiecznego zaprojektowania systemów chłodzenia i pracy instalacji w różnych scenariuszach klimatycznych. W projektach wodorowych, zwłaszcza opartych na elektrolizie, woda jest bezpośrednim surowcem procesu produkcyjnego. W efekcie przy planowaniu nowych mocy należy uwzględniać zarówno źródła energii, jak i dostępność zasobów wodnych oraz możliwości ich efektywnego wykorzystania. „Z kolei tłocznia w Kętrzynie to przykład tego, że transformacja energetyczna coraz mocniej łączy się z rolnictwem i biopaliwami, a więc także z możliwym wpływem suszy na plony, jakość surowca i stabilność łańcucha dostaw. Oznacza to, że odporność na suszę i presję wodną staje się jednym z istotnych kryteriów nie tylko bieżącego zarządzania aktywami, lecz także planowania nowych kierunków rozwoju grupy” – zauważa Orlen.
Koncern przekonuje, że susza hydrologiczna nie jest czynnikiem determinującym poziom osiąganych przez niego wyników finansowych. Z drugiej strony projekty poprawiające efektywność wodną są często kapitałochłonne i nie zawsze przekładają się bezpośrednio na wzrost przychodów. W dłuższej perspektywie lepsze zarządzanie wodą pozwala jednak ograniczać koszty poboru, uzdatniania i zagospodarowania ścieków oraz uniknąć przestojów produkcyjnych.
Orlen do sztandarowych inwestycji, które w największym stopniu mogą przyczynić się do ograniczenia wpływu jego grupy na stan rzek, wód gruntowych oraz zużycie wody, zalicza te realizowane przez zależny Orlen Termika. „Od kilku miesięcy trwają intensywne prace koncepcyjne, w efekcie których możliwe będzie zmniejszenie poboru wody z Wisły m.in. poprzez uzupełnienie jej wodą odzyskaną, czyli odpowiednio oczyszczonymi ściekami. Wykorzystanie wody odzyskanej w procesach chłodzenia mogłoby ograniczyć pobór wody powierzchniowej nawet o 80 proc. w przypadku EC Żerań oraz o 20 proc. w EC Siekierki” – podaje Orlen. Jednocześnie zastrzega, że do realizacji tych projektów potrzebne są zmiany prawne.
KGHM musi bezpiecznie odprowadzać wody kopalniane i technologiczne
Grupa KGHM koncentruje swoją uwagę na monitoringu warunków hydrologicznych, prognoz pogodowych oraz stanu rzeki Odry. – W kontekście suszy hydrologicznej zjawisko to potencjalnie dotyczy bezpośredniej działalności operacyjnej głównego ciągu technologicznego, gdzie poziomy wód determinują możliwości bezpiecznego odprowadzania zmineralizowanych wód kopalnianych i technologicznych. W szerszym ujęciu biznesowym, susza stanowi dla grupy KGHM fizyczne ryzyko klimatyczne, którego stan jest stale analizowany – twierdzi Artur Newecki, rzecznik spółki. Przekonuje, że w odpowiedzi na te wyzwania w trybie ciągłym prowadzona jest analiza stanu Odry, optymalizowany jest proces gospodarowania wodą, a także wdrażane są dedykowane plany awaryjne i instrukcje postępowania na wypadek sytuacji kryzysowych wynikających m.in. z niskiego stanu rzeki.
Dla miedziowego koncernu susza stanowi poważne ryzyko zachowania ciągłości działania, dlatego zabezpiecza się przed nią na wiele sposobów. W tym celu m.in. powołano dedykowane zespoły mające przeciwdziałać skutkom wystąpienia ekstremalnych zjawisk pogodowych oraz zapewniono awaryjne systemy zasilania w podstawowe media. Ponadto spółka ponosi znaczące nakłady inwestycyjne i operacyjne związane z gospodarką wodną. Kwoty te w ciągu ostatnich czterech lat sięgały kilkuset milionów złotych.
– W najbliższych latach kontynuowane będą działania już prowadzone w dziale gospodarki wodnej, w tym iniekcje górotworu ograniczające dopływ wód do wyrobisk górniczych oraz dalszy rozwój systemu selektywnej gospodarki wodą. Równolegle rozwijana będzie infrastruktura podziemna i powierzchniowa związana z pompowaniem, retencjonowaniem i kontrolowanym odprowadzaniem wód – podaje Newecki. Ponadto KGHM prowadzi prace rozpoznawcze dotyczące możliwości zwiększenia zdolności retencyjnych.
Azoty obserwują niski stan wód w okolicach Tarnowa i Kędzierzyna
Azoty informują, że ich grupa prowadzi działalność w kilku lokalizacjach o zróżnicowanych uwarunkowaniach hydrologicznych. – Obecnie żadna z głównych lokalizacji nie znajduje się na obszarach zakwalifikowanych jako obszary o znacznym deficycie wody, jednak spółki na bieżąco monitorują sytuację hydrologiczną. W niektórych lokalizacjach, szczególnie w okresach letnich, obserwowane jest obniżenie dostępności wód powierzchniowych, co wymaga zwiększonej uwagi i odpowiedniego zarządzania zasobami wodnymi – komentuje Grzegorz Kulik, rzecznik Azotów.
Zwraca uwagę, że w zakładzie w Tarnowie, pomimo występowania w tamtym rejonie suszy hydrologicznej, nie jest obecnie obserwowany jej bezpośredni wpływ na prowadzoną działalność. W przyszłości potencjalnym wyzwaniem może być jednak obniżenie poziomu wód w Dunajcu, co mogłoby wpływać na warunki poboru wody i odprowadzania oczyszczonych ścieków. Z kolei w pobliżu zakładu w Kędzierzynie w okresach letnich obserwowana jest zmniejszona dostępność wód z Potoku Łącza oraz ograniczona dostępność wody dostarczanej przez Kopalnię Piasku Kotlarnia. Dotychczas nie doprowadziło to jednak do zakłóceń w produkcji.
– Z perspektywy grupy Azoty susza hydrologiczna jest przede wszystkim wyzwaniem, ponieważ dostępność wody jest jednym z kluczowych czynników zapewniających ciągłość procesów technologicznych. W odpowiedzi na to ryzyko grupa konsekwentnie realizuje działania ograniczające pobór wody, zwiększa wykorzystanie obiegów zamkniętych, odzysku i ponownego wykorzystania wody oraz stale monitoruje wskaźniki gospodarki wodno-ściekowej we wszystkich głównych spółkach – podaje Kulik. Dodaje, że obecnie susza hydrologiczna nie ma istotnego wpływu na kondycję finansową koncernu.
JSW informuje z kolei, że występowanie suszy hydrologicznej na terenie Polski nie jest zauważalne przez pryzmat działalności jego grupy. „W województwie śląskim występuje poza głównym obszarem działalności grupy JSW, tj. w zlewniach Warty, Liswarty, Małej Panwi i Pilicy. W perspektywie ostatnich dziesięciu lat, obecny poziom wody w rzekach w obszarze działalności zakładów grupy kapitałowej, osiąga zadowalające wartości” – twierdzi biuro prasowe spółki.
Na żadne z naszych pytań nie odpowiedziała PGE. Tymczasem to na ten koncern susza hydrologiczna prawdopodobnie ma największy wpływ. Zapewne również on w największym stopniu spośród polskich przedsiębiorstw mógłby przyczynić się do ograniczenia swojego oddziaływania na stan wód powierzchniowych. Odpowiedzi nie otrzymaliśmy także z Budimeksu, Kęt oraz ZE PAK.
Dr hab. Zbigniew M. Karaczun, profesor SGGW, ekspert Koalicji Klimatycznej
Konieczne jest powstrzymanie zmiany klimatu
Susza hydrologiczna, które jeszcze kilka lat temu interesowała tylko ekspertów, obecnie jest tematem debaty publicznej. Nie powinno to dziwić. Zjawisko, które występowało stosunkowo rzadko, dziś staje się nową normalnością. Niemal każdy kolejny rok przynosi nowe rekordy niskiego stanu wód w rzekach i jeziorach oraz – co jeszcze bardziej niepokojące – w poziomie wód podziemnych. Susza choć jest zjawiskiem ekstremalnym, to jest także zdarzeniem naturalnym. To co jest niepokojące, to zmiana częstości jej występowania. Najlepiej to widać na przykładzie suszy rolniczej – o ile w latach 1951 – 1980 występowała średnio co 5 lat, a w okresie 1981 – 2010 co 2 lata, to od 2011 roku mamy w Polsce permanentną suszę letnią. Wskazuje to, że nie jest to już tylko efekt naturalnych wahań w przebiegu pogody. Wzrost częstości występowania suszy hydrologicznej w Polsce jest spowodowany kilkoma czynnikami. Pierwszy z nich – najważniejszy – to spowodowana działalnością człowieka zmiana klimatu. Jej skutkami są w Polsce m.in.: spadek dni z opadami śniegu i pokrywą śnieżną, zmiana w rozkładzie opadów (mniejsza ilość dni z opadem małym i średnim ok. 10 – 20 mm wody/m2/dobę) i wzrost ilości opadów nawalnych i katastrofalnych (70 – 100 mm wody/m2/dobę) oraz wzrost temperatury powodujący szybsze i większe parowanie. Bez powstrzymania zmiany klimatu, problem suszy będzie tylko narastał. Drugą przyczyną – także z winy ludzi - jest gospodarka wodna. Przez wiele lat nastawiona była (i niestety często nadal jest) na osuszanie i odprowadzanie nadmiaru wody. Melioracje osuszające, betonowanie i prostowanie rzek przyspiesza spływ wody opadowej do Bałtyku i powoduje, że nie jest ona zatrzymywana w krajobrazie. Powodem jest nacisk lobby domagającego się budowy sztucznych zbiorników retencyjnych, zamiast wdrażania rozwiązań opartych na przyrodzie, które zwiększałyby retencję krajobrazową. Jeśli chcemy być bardziej bezpieczni musimy pilnie rozpocząć odtwarzanie terenów podmokłych i bagiennych oraz śródpolnych stawów i oczek wodnych, chronić zadrzewienia śródpolne, rozpocząć renaturalizację rzek i cieków wodnych, a w miastach rozszczelniać zabetonowane tereny biologicznie czynne i pozwolić wodzie opadowej infiltrować do gleby. Bez powstrzymania zmiany klimatu nie uda się zmniejszyć ryzyka suszy hydrologicznej w Polsce. Dlatego warto mieć świadomość, że polityka klimatyczna to nie ideologia, ale budowa bezpieczeństwa narodowego. Bezpieczeństwa nas wszystkich – Polek i Polaków – których dobrostan zależeć będzie m.in. od tego czy będziemy mieli dostęp do wody, czy zacznie jej nam brakować.
Tomasz Czech, lider projektu zrównoważone finanse w Fundacji Instrat
Firmy odczuwają skutki niskich stanów rzek
Susza hydrologiczna w Polsce dawno przestała być wyłącznie zmartwieniem sektora rolniczego. Dziś to jedno z najpoważniejszych ryzyk operacyjnych dla spółek przemysłowych notowanych na warszawskiej giełdzie. Mierzymy się bowiem z wyzwaniem, w którym krajowy przemysł ciężki, w tym energetyka i górnictwo, stają się ofiarami braku wody, będąc jednocześnie jednymi z podmiotów pogłębiających ten deficyt. Susza na dobre zadomowiła się w naszej rzeczywistości, również tej rynkowej. Faktycznie mamy z nią do czynienia właściwie stale od 2015 roku. Koncerny takie jak Orlen na własnej skórze odczuwają skutki rekordowo niskich stanów rzek. Brak wody to mniejsze możliwości chłodzenia bloków i przerobu ropy, co bezpośrednio redukuje moce produkcyjne oraz uderza w przychody. Orlen oficjalnie wpisał suszę hydrologiczną do raportu zrównoważonego rozwoju jako chroniczne zagrożenie dla swoich aktywów energetycznych. W pamięci rynków wciąż pozostaje też rok 2015, gdy niski poziom i wysoka temperatura wody w rzekach odebrały krajowym elektrowniom ponad 2 GW mocy, a Polskie Sieci Elektroenergetyczne pierwszy raz od 1989 roku zastosowały tzw. stopnie zasilania. Z drugiej jednak strony, to same przedsiębiorstwa tworzą spiralę tego problemu. Energetyka odpowiada za większość poboru, a woda chłodnicza – choć wraca do rzek – jest od nich cieplejsza, co wraz z parowaniem z chłodni dokłada się do zwiększania presji hydrologicznej. Mierzalny wpływ ma również sektor górniczy. Kopalnie należące chociażby do KGHM czy JSW muszą na bieżąco odwadniać wyrobiska, by móc w nich pracować. Proces ten prowadzi do obniżania poziomu wód podziemnych. Woda wypompowywana z wyrobisk jest silnie zmineralizowana. Z racji skali operacji grupa JSW jest jednym z największych producentów słonych wód w kraju, co obiektywnie przyczynia się do stałego problemu zasolenia Odry. Obecny zarząd spółki dostrzega jednak to wyzwanie i uwzględnia je w ramach prowadzonego procesu restrukturyzacji. Jak wynika z raportu za 2025 rok, strategia środowiskowa JSW wprost zakłada wdrożenie racjonalnej gospodarki wodno-ściekowej i ograniczanie zrzutów zasolonych wód dołowych. Bieżącym zarządzaniem tym obszarem zajmuje się wyspecjalizowany podmiot w strukturach grupy – Przedsiębiorstwo Gospodarki Wodnej i Rekultywacji. Przemysł z jednej strony ratuje więc własną ciągłość operacyjną, ale z drugiej – odwadnia i zasala rzeki, przez co w okresach suszy brakuje w nich wody o parametrach niezbędnych do chłodzenia samej energetyki i zasilania zakładów produkcyjnych. Z perspektywy makroekonomicznej pytanie nie brzmi więc, kto ponosi winę, lecz jak długo giełdowe potęgi oraz kraj ubogi w wodę mogą opierać swój rozwój na wysoce ryzykownym założeniu, że w rzekach po prostu nigdy jej nie zabraknie. Rozwiązaniem jest odpowiednia wycena zasobów wodnych. Dziś woda pozostaje najtańszym, a zarazem najbardziej niedocenianym surowcem w gospodarce. Podczas gdy dla przeciętnego konsumenta koszt metra sześciennego z sieci wodociągowej to zazwyczaj kilkanaście złotych (co daje zaledwie około 1 do 1,5 grosza za litr), dla wielkiego przemysłu opłaty za bezpośredni pobór rzek czy ujęć głębinowych są jeszcze niższe i w przeliczeniu wynoszą dosłownie ułamki grosza za litr. Dopóki koszty środowiskowe i operacyjne ryzyko deficytu nie zostaną realnie odzwierciedlone w cenie surowca, spółkom po prostu nie będzie opłacać się masowe inwestowanie w zamknięte obiegi czy drogie technologie bezwodne.