Jak oszacował wstępnie GUS, indeks cen konsumpcyjnych (CPI) – główna miara inflacji w Polsce – wzrósł w czerwcu o 2,6 proc. rok do roku. To jego największa zwyżka od listopada 2012 r. Wtedy inflacja stopniowo hamowała z nawet 5 proc. w 2011 r. Teraz zmierza w odwrotnym kierunku.
W maju inflacja wynosiła 2,4 proc., a ankietowani przez „Parkiet" ekonomiści przeciętnie przewidywali, że w czerwcu utrzyma się na tym samym poziomie. Tylko jeden spośród ponad 20 uczestników ankiety spodziewał się, że już teraz przebije ona cel NBP na poziomie 2,5 proc.
Winna żywność
Do przyspieszenia inflacji w czerwcu przyczyniły się m.in. ceny żywności i napojów bezalkoholowych, które wzrosły o 5,7 proc. rok do roku, po 5 proc. w maju. Jednocześnie do 3,1 proc. z 4,1 proc. w maju wyhamował wzrost cen paliw do prywatnych środków transportu, a nośniki energii potaniały o 1 proc. rok do roku, po 0,8 proc. w maju.
Te wybiórcze na razie dane (bardziej szczegółowy szacunek GUS opublikuje w połowie lipca) sugerują, że w czerwcu przyspieszyła wyraźnie tzw. inflacja bazowa, nieobejmująca cen energii i żywności. W ocenie ekonomistów ING Banku Śląskiego wyniosła ona 1,9 proc. rok do roku, po 1,7 proc. w maju. To również byłby wynik najwyższy od siedmiu lat.
Ekonomiści zgodnie oczekują, że inflacja bazowa będzie dalej systematycznie przyspieszała pod wpływem silnego popytu konsumpcyjnego z jednej strony i rosnących kosztów przedsiębiorstw z drugiej strony. – Presja inflacyjna stopniowo narasta, a firmy coraz częściej podnoszą ceny towarów i usług. Rosnące koszty pracy, energii, a także innych surowców powodują pogorszenie ich kondycji finansowej i kurczenie się marż, co w warunkach silnego popytu konsumpcyjnego zwiększa skłonność firm do podnoszenia cen. Dotyczy to szczególnie cen usług, których dynamika już w maju wynosiła 3,3 proc. rok do roku – tłumaczy Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millennium.
Na przyspieszającą inflację bazową nałoży się szybki nadal wzrost cen żywności, m.in. mięsa oraz owoców. Inflację tłumić powinny jednak ceny paliw, które – w związku z wysoką bazą odniesienia sprzed roku – będą rosły coraz wolniej, a nawet mogą zacząć spadać. Wypadkową tych sił powinna być stabilizacja inflacji w najbliższych miesiącach.
Szczyt za pół roku
Na przełomie 2019 i 2020 r. wzrost CPI ponownie jednak przyspieszy. „Szczyt, prawdopodobnie powyżej górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od celu NBP (3,5 proc. – red.), inflacja osiągnie według nas w I kw. 2020 r. Wzrost inflacji będzie odzwierciedlał nagromadzenie czynników regulacyjnych" – napisali ekonomiści banku PKO BP, odnosząc się do prawdopodobnych zwyżek cen energii dla gospodarstw domowych oraz wywozu śmieci, a także zapowiedzianego wzrostu akcyzy od alkoholu i wyrobów tytoniowych. Ekonomiści z banku Credit Agricole dodają, że do zwyżki inflacji z początkiem 2020 r. przyczynić może się również podatek od sprzedaży detalicznej. Mimo to ich zdaniem po I kwartale przyszłego roku dynamika cen zacznie znów maleć i w całym 2020 r. wyniesie średnio 2 proc., po 2,2 proc. w br.
„Bez dzielenia włosa na czworo możemy zauważyć, że inflacja wróciła do Polski na dobre, ale w jej wzrostach nie ma żadnej magii. W istocie rzeczy, w Polsce pojawiła się ona z istotnym opóźnieniem w stosunku do innych państw regionu" – zauważyli w tym kontekście ekonomiści mBanku.
Stopy długo bez zmian
Przyspieszająca inflacja prawdopodobnie nie zrobi wrażenia na Radzie Polityki Pieniężnej. Spośród 13 analityków, którzy wysłali nam prognozę głównej stopy procentowej NBP na koniec 2020 r., zaledwie dwóch uważa, że będzie ona wówczas wyżej niż obecnie. Tymczasem miesiąc temu podwyżki przed końcem przyszłego roku spodziewało się sześciu spośród 14 analityków. Prezes NBP Adam Glapiński od dłuższego czasu podkreśla, że nawet jeśli inflacja przekroczy górną granicę pasma dopuszczalnych odchyleń od celu tej instytucji, to tylko przejściowo, i w warunkach hamującej stopniowo gospodarki nie będzie to argument na rzecz zaostrzania polityki pieniężnej. W jego ocenie stopy procentowe w Polsce mogą pozostać bez zmian nawet do końca jego kadencji w 2022 r. Ekonomiści PKO BP zwrócili uwagę, że w ostatnich tygodniach Rada Polityki Pieniężnej dostała dodatkowy argument, aby utrzymywać politykę pieniężną bez zmian: zapowiedzi jej poluzowania przez Rezerwę Federalną oraz Europejski Bank Centralny.
To nie spowolnienie
Jak zauważył Mikołaj Raczyński, zarządzający funduszami obligacji w Noble Funds TFI, przyspieszająca inflacja będzie tłumiła dynamikę realnych dochodów gospodarstw domowych, tym bardziej że jednocześnie hamuje wzrost zatrudnienia. To przełoży się negatywnie na wzrost konsumpcji. Ale istotny spadek dynamiki sprzedaży detalicznej, do którego prawdopodobnie doszło już w czerwcu (ekonomiści szacują, że wyniosła 3,7 proc. rok do roku, po 5,6 proc. w maju i aż 11,9 proc. w kwietniu), to efekt niekorzystnego układu kalendarza. Ten czynnik zaciążył prawdopodobnie także na dynamice produkcji przemysłowej i budowlanej. Z tego powodu czerwcowe dane nie powiedzą wiele o kondycji polskiej gospodarki.