Nie do końca bym się zgodził z tak postawioną tezą, bo jest to tylko jedna strona medalu. Niższa emerytura za krótszą pracę – dokładnie taki jest trade-off, przy czym w wielu przypadkach nikt nikogo nie zmusza do przejścia na emeryturę – co więcej, państwo zachęca kobiety do dłuższej pracy oferując im zerową stawkę PIT po osiągnięciu 60 lat, jeśli zdecydują się kontynuować karierę zawodową. Mężczyźni takiej możliwości nie mają (tu limitem jest 65 lat, co sprawia, że płacą oni wyższe podatki niż kobiety gdy są w wieku 60-65 lat). Niemniej warto jednak odnotować zmianę tonu. Zamiast narracji: nie martw się, państwo ci dołoży, pojawia się bardziej realistyczne: im krócej pracujesz i im mniej odłożysz składek, tym niższe świadczenie dostaniesz.

I tu moje pochwały się kończą.

Nie można mówić o wydłużaniu aktywności zawodowej kobiet bez nazwania rzeczy po imieniu: niższy wiek emerytalny kobiet jest pewnego rodzaju ich przywilejem. Można dyskutować, czy uzasadnionym czy nie, ale jednak przywilejem. Podejmujemy dziś rozmowę o tym, aby ten przywilej zlikwidować i czynimy to poprzez ekonomiczną presję (niska emerytura). Państwo nie ma pieniędzy, aby sfinansować wyższe wypłaty czy zapomogi, więc jedynym rozwiązaniem jest podwyższenie wieku emerytalnego. I jest to jeden ze sposobów.

Tyle że... problemem nie jest tylko różnica między kobietami a mężczyznami. Podczas gdy większość społeczeństwa siłą wciśnięto po 1990 r. w nowy zreformowany system emerytalny (oparty na składkach, matematyce i tablicach trwania życia), pozostawiono grupy, które funkcjonują w systemach uprzywilejowanych. Takimi one były przed 1990 r., zmiana zasad jedynie zwiększyła przywileje wobec pozostałej części społeczeństwa..

Górnicy mogą przechodzić na emeryturę wcześniej i inaczej wylicza im się kapitał. Mundurowi nie tylko wcześniej kończą aktywność zawodową, ale też otrzymują świadczenia w relacji do ostatniego wynagrodzenia, a nie zebranych składek. Sędziowie i prokuratorzy mają gwarantowane wysokie uposażenia „w stanie spoczynku”, także uzależnione od ostatniej wypłaty. To nie są niewielkie różnice – to fundamentalnie różne zasady obliczania wysokości emerytur.

Mamy więc sytuację, w której jednej grupie mówi się: „pracuj dłużej, bo inaczej będziesz biedna”, innej zapewnia się wysokie świadczenia niezależnie od długości pracy czy składek. Co więcej – nie podejmuje się żadnych prac w celu zmiany tej sytuacji. Trudno tu mówić o sprawiedliwości..

Dlatego moim zdaniem największym problemem z pomysłem pani minister nie jest sama sugestia, że kobiety powinny pracować dłużej. Problemem jest kolejność działań. Zamiast zająć się przywilejami mniejszych grup (i to sporymi), których ograniczenie być może uwolniłoby środki na pomoc kobietom z niskimi emeryturami, od razu uderzamy w temat podwyższenia wieku emerytalnego dla wszystkich (i jeszcze poza tymi, którzy już są uprzywilejowani).

Uważam, że jeśli chcemy budować wiarygodny i uczciwy system emerytalny, powinniśmy do tego podejść całościowo:

1. przegląd uprzywilejowanych systemów;

2. ujednolicenie zasad w możliwie największym stopniu i dla wszystkich (patrz: wiek emerytalny, patrz: wysokość składek);

3. i jako ostatni krok – debata o obejmującym wszystkich jednolitym wieku emerytalnym.

Inaczej każda próba zmiany będzie odbierana jako niesprawiedliwa – i słusznie. I znów żadnych zmian raczej nie będzie.