Reklama

Ile trzeba mieć, żeby sensownie inwestować?

Obligacje korporacyjne cieszą się bardzo dużą popularnością w ostatnich kwartałach. Coraz większa grupa inwestorów zaczyna się im przyglądać, a to powoduje, że pojawiają się pytania o to, jak inwestować i jaką kwotą trzeba dysponować.

Publikacja: 14.01.2026 06:00

Piotr Bawolski, dyrektor ds. klientów strategicznych, Michael/Ström Dom Maklerski

Piotr Bawolski, dyrektor ds. klientów strategicznych, Michael/Ström Dom Maklerski

Foto: materiały prasowe

Przygodę z obligacjami korporacyjnymi można zaczynać właściwie od każdej kwoty, jednak wartość środków na nie przeznaczonych determinuje, jak będzie wyglądał wachlarz rozwiązań, z których możemy korzystać.

Dywersyfikacja to podstawa

Kluczem do tych rozważań jest założenie, że na obligacje korporacyjne należy zawsze patrzeć w ujęciu portfelowym. Kupienie emisji obligacji jednego emitenta zazwyczaj nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ potencjał zysku mamy wtedy z góry określony i zazwyczaj wynosi maksymalnie kilka punktów procentowych ponad WIBOR. Natomiast w przypadku bardzo negatywnego obrotu spraw możemy stracić nawet całość zainwestowanych środków. Rozproszenie ryzyka pomiędzy wielu różnych emitentów zazwyczaj nie zmienia istotnie potencjału zysku, za to radykalnie zmniejsza poziom ryzyka kredytowego, czyli niewypłacalności poszczególnych emitentów. Dość bezpiecznie możemy założyć, że portfel złożony z co najmniej 20 emitentów, w którym udział żadnego z nich nie przekracza 5 proc. wartości aktywów, jest już całkiem odporny na problemy pojedynczych emitentów. Zatem jeśli któryś z popadnie w problemy z regulowaniem zobowiązań, to w zdecydowanej większości przypadków cały portfel nadal powinien przynosić nam istotnie dodatnią stopę zwrotu.

Większość domów maklerskich nie pobiera opłat od zapisów na obligacje korporacyjne oferowane na rynku pierwotnym. Natomiast takich emisji w trybie publicznym, na które można się zapisać za dowolną kwotę, jest na tyle mało i grono emitentów oferujących obligacje w tym trybie jest na tyle wąskie, że trudno zbudować zdywersyfikowany portfel obligacji opierając się tylko na takich ofertach. Niezbędne będzie wykorzystanie rynku wtórnego, na którym transakcje zazwyczaj obarczone są opłatą w wysokości od 0,1 proc. do 0,2 proc., ale nie mniej niż 5 zł. Kupując w taki sposób obligacje za 500 zł nabywca musiałby więc liczyć się z opłatą rzędu 5 zł, czyli aż 1 proc. wartości kupowanego instrumentu. Aby ograniczyć do minimum wagę kosztów transakcyjnych, najbardziej efektywnie jest kupować od co najmniej 3-5 tys. zł na transakcję.

Ile potrzeba na start?

Inwestor zainteresowany taką drogą budowania portfela, poza niezbędną wiedzą do samodzielnej analizy emitentów oraz wyboru odpowiedniej serii ich obligacji, potrzebowałby więc co najmniej 60-100 tys. zł, żeby samodzielnie stworzyć portfel składający się z co najmniej 20 emitentów. Z tego powodu przy kwotach nieprzekraczających 100 tys. zł zdecydowanie najbardziej uzasadnione wydaje się korzystanie z jednostek funduszy inwestycyjnych otwartych lub certyfikatów publicznych funduszy inwestycyjnych zamkniętych, inwestujących na rynku obligacji korporacyjnych. W takich rozwiązaniach inwestor już od najmniejszych kwot zyskuje dywersyfikację, której samodzielnie nie będzie w stanie uzyskać, a także opiekę profesjonalnego zarządzającego. Co prawda, pojawi się opłata za zarządzanie, ale w takiej sytuacji ok. 1 proc. opłaty, w zamian za znacznie większe bezpieczeństwo wynikające z dużej dywersyfikacji oraz usługę profesjonalnego zarządzania, nie wydaje się wysoką ceną.

Mniejsza płynność większe możliwości

Przekraczając 200 tys. zł, inwestor będzie mógł uwzględnić również niepubliczne fundusze inwestycyjne zamknięte, których certyfikaty muszą zgodnie z ustawą mieć wartość co najmniej równowartości 40 tys. euro. FIZ-y tego typu będą miały mniejszą płynność niż wspomniane wcześniej FIO czy FIZ-y publiczne, ponieważ zazwyczaj nabycia i umorzenia są możliwe raz w miesiącu, ale w zamian za to powinny oferować trochę bardziej efektywne zarządzanie. Osoby zarządzające nimi z większym wyprzedzeniem wiedzą bowiem, jak dużo środków będą potrzebowały w najbliższym dniu wykupu, więc mogą utrzymywać trochę niższe saldo gotówki w ciągu miesiąca oraz kupować nieco mniej płynne, a jednocześnie bardziej rentowne emisje do swojego portfela.

Reklama
Reklama

Jeśli inwestor dysponuje wiedzą potrzebną do samodzielnego podejmowania decyzji oraz kwotą przekraczającą 100 tys. zł, może już myśleć o samodzielnym budowaniu portfela. Niestety i w tej sytuacji szerokość oferty będzie ograniczona. Po rynku wtórnym będzie mógł się poruszać już swobodnie, natomiast wiele emisji pojawiających się na rynku pierwotnym ma określoną minimalną kwotę zapisu, zazwyczaj jest to 50 tys. zł, ale często pojawiają się też wartości 75 tys. zł, 100 tys. zł lub nawet 200 tys. zł. W związku z tym im większa kwota, tym większy będzie zakres emisji, które można uwzględnić przy budowie portfela (cały czas utrzymując, że zaangażowanie w pojedynczego emitenta nie powinno przekraczać 5 proc. wartości przeznaczonych aktywów), ale dopiero przy kwocie w okolicach 4 mln zł inwestor będzie mógł swobodnie korzystać ze zdecydowanej większości dostępnych opcji w tym segmencie rynku. Nadal jednak nie ze wszystkich, bo niektóre emisje spółek Skarbu Państwa czy banków mają wartość nominalną nawet 500 tys. zł.

Korporacyjne tylko z nazwy

Co jednak ciekawe, zwiększanie wartości portfela wpływa na coraz swobodniejszy dobór instrumentów finansowych tylko do pewnego momentu. Dotyczy to głównie instytucji finansowych i funduszy inwestycyjnych, ale warto o tym wspomnieć przy tej okazji. Duże fundusze obligacji korporacyjnych mają nierzadko aktywa przekraczające miliard złotych, czasami to nawet kilka miliardów złotych. Chociaż na rynku Catalyst jest aktualnie notowanych 84 emitentów, to spora ich część robi emisje sporadycznie i do tego na kwoty nieprzekraczające 20 mln zł, a w obrocie jest jeszcze wyraźnie mniej. Fundusze mają zazwyczaj bardziej restrykcyjne limity zaangażowania w poszczególnych emitentów niż osoby fizyczne, samodzielnie budujące portfel. Często jest ono ograniczone do maksymalnie 3 proc., ale średnie zaangażowanie w jedną spółkę zazwyczaj jest w okolicach 1-1,5 proc. Przy aktywach rzędu np. 2 mld zł daje to średnio ok. 20-30 mln zł potencjalnego zapotrzebowania na obligacje jednego emitenta. Zakup takich wartości nominalnych wielu emitentów na polskim rynku jest wręcz nierealny, dlatego największe fundusze obligacji korporacyjnych skupiają się na znacznie mniejszym gronie największych spółek prywatnych oraz spółkach Skarbu Państwa, a resztę portfela uzupełniają obligacjami skarbowymi.

Takie podejście sprawia, że ryzyko niewypłacalności poszczególnych podmiotów w portfelu spada bardzo mocno, jednak ze względu na obligacje skarbowe zazwyczaj zaczyna się też pojawiać wyraźnie większe ryzyko stopy procentowej niż w tradycyjnym portfelu obligacji korporacyjnych. Daje to szansę na ponadprzeciętne wyniki w dobie spadających stóp procentowych, ale niestety wyraźnie słabsze stopy zwrotu w czasach, gdy stopy procentowe się nie zmieniają lub rosną. Warto więc przy wyborze odpowiedniego funduszu zwrócić uwagę na skład portfela, bo może się okazać, że niektóre fundusze obligacji korporacyjnych są nimi tylko z nazwy.

Felietony
Zaangażowani akcjonariusze na celowniku amerykańskiej administracji
Felietony
RPP nadal może zaskakiwać bardziej gołębim nastawieniem
Felietony
Dekada delistingów
Felietony
Frankfurt włącza siódmy bieg
Felietony
Trzy testy dla Polski i Europy na nowy rok
Felietony
Fotografia analogowa wraca do mainstreamu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama