Resort energii chce zaproponować 20-letni okres wsparcia dla energetyki morskiej. To o pięć lat więcej niż standardowy kontrakt, który mogą dostać inne nowe instalacje wytwarzające zielony prąd po wygranej aukcji. – Według niezależnych analiz inwestorzy powinni na Bałtyku w tym czasie osiągnąć zyski w ciągu 20 lat. Być może pod koniec tego okresu – ekstrapolując ceny energii – musieliby nawet zwracać różnicę wobec ceny rynkowej – zauważył Andrzej Kaźmierski, dyrektor Departamentu Energetyki Odnawialnej i Rozproszonej w ME.
20 lat dla offshore
Kaźmierski przyznał, że resort rozważa mechanizm kontraktu różnicowego dla wspierania tej technologii. W skrócie pomoc państwa w jego ramach ogranicza się do pokrycia różnicy między niższą rynkową ceną energii a ceną wyznaczoną, gwarantującą zwrot z inwestycji w zakładanym czasie. Jednak w razie przekroczenia tego poziomu inwestor dopłaca. Jak tłumaczył Kaźmierski, dłuższy niż standardowy okres wsparcia brany jest pod uwagę po to, by odbiorcy prądu nie odczuli zbytnio obciążenia związanego ze wsparciem wciąż drogiej, ale szybko taniejącej technologii. – Chodzi o rozłożenie tego kosztu w dłuższym czasie i zagwarantowanie inwestorom stabilności – dodał.
Wsparcie operacyjne miałoby przysługiwać wszystkim. Przy czym w przypadku pierwszych projektów inwestorzy, czyli najbardziej zaawansowane w rozwijaniu tych projektów Polenergia i PGE, negocjowaliby jego poziom z Ministerstwem Energii. Potem byłyby aukcje.
PGE i Polenergia będą też prawdopodobnie musiały wziąć na siebie ciężar przyłączenia do krajowej sieci elektroenergetycznej. – Nie jest to jeszcze rozstrzygnięte, ale prawdopodobnie tak by było – powiedział Kaźmierski. Dodał, że w takim przypadku wsparcie dla tych projektów będzie obejmować całość inwestycji, łącznie z przyłączem.
Kolejni inwestorzy mogliby już liczyć na wsparcie państwa w tym zakresie. Wtedy koszty budowy sieci morskiej wzięłyby na siebie Polskie Sieci Elektroenergetyczne.
Nie wiadomo, czy ME zdecyduje się także na wprowadzenie okresu przejściowego, polegającego na odkupowaniu od inwestorów już położonych kabli morskich. Taki trzywariantowy scenariusz prezentowali przedstawiciele ME jeszcze we wrześniu.
ME: 8 GW na Bałtyku
Wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski podczas środowej konferencji „Areopag energetyki odnawialnej" poinformował, że resort energii widzi potencjał rozwoju 8 GW mocy z farm na Bałtyku do 2035 r. Prawdopodobnie odnosił się do zapisów w polityce energetycznej kraju, bo potencjał naszego morza eksperci szacują na kilkanaście GW.
– Spadek kosztów wytworzenia energii z odnawialnych źródeł, a nie realizacja konkretnego celu procentowego w OZE, będzie determinować rozwój zielonej energetyki w Polsce – dodał Tobiszowski.
Jak zaznaczył, resort energii jest świadomy konieczności zmian w energetyce. Mają to być zmiany podążające za globalnymi trendami. – Potrzeba nam taniej i niezawodnej energii, która zagwarantuje przewidywalność dla gospodarki – dodał Tobiszowski.
Jego zdaniem w imię tego celu potrzebne jest porozumienie między środowiskiem OZE i energetyki konwencjonalnej.
W ocenie Kaźmierskiego zbliżamy się już do punktu, w którym farmy wiatrowe na lądzie i farmy słoneczne będą mogły produkować energię bez dopłat. – W przypadku droższych technologii, takich jak elektrownie biogazowe, ważny jest także efekt ekologiczny, np. w postaci uniknięcia emisji metanu z odpadów – zauważył jednocześnie.