Od czerwca kurs akcji Azotów znajduje się w trendzie spadkowym. Po coraz niższych cenach inwestorzy handlowali akcjami spółki również w czwartek. Chwilami kurs spadał o ponad 2,7 proc., do 32,64 zł, i tym samym zbliżył się do lokalnego minimum odnotowanego w poniedziałek. W tym kontekście warto zauważyć, że tak niskie notowania walorów spółki, jak obserwowane w ostatnich dniach, miały miejsce ponad pół roku temu. Kluczowym czynnikiem mającym negatywny wpływ na postrzeganie grupy są utrzymujące się wysokie ceny gazu ziemnego i mocno ograniczona produkcja.
Ograniczona produkcja
Nadziei na szybką poprawę sytuacji Azotów nie daje ich zarząd. Po publikacji oficjalnych wyników za I półrocze podawał na swoich konferencjach, że nie ma szans, aby utrzymać wyniki finansowe na wcześniejszym poziomie. To m.in. konsekwencja sierpniowej decyzji o obniżeniu produkcji. Znacznie mniej nawozów wytwarzają od tego czasu kluczowe zakłady w Tarnowie, Puławach i Kędzierzynie. Podobna sytuacja ma miejsce w biznesie tworzyw sztucznych. W tym przypadku zdecydowano o czasowym ograniczeniu produkcji w zakładach w Tarnowie i Puławach.
Co więcej, nie wiadomo, kiedy ewentualnie obecne negatywne trendy występujące na rynku mogą ulec zmianie. Zarząd uważa, że otoczenie musi być na tyle korzystne, aby grupa była w stanie pokryć przynajmniej koszty zmienne produkcji. O tych w decydującej mierze decydują z kolei koszty zakupu gazu. Do jakiego poziomu jego cena musiałaby spaść, aby koncern zwiększył wykorzystanie swoich mocy, tego jednak konsekwentnie nie podaje.
Przypomina jedynie, że błękitne paliwo kupuje od PGNiG po cenach rynkowych. Na preferencyjne traktowanie przez gazowniczy koncern na razie nie ma co liczyć chociażby dlatego, że ten mocno jest obciążany kosztami sprzedaży surowca odbiorcom wrażliwym według taryfy, która jest znacznie niższa od cen rynkowych. Poza tym Azoty mają wyjątkowo dobre wyniki.