Reklama

Wzrost gospodarczy dla inwestorów ważniejszy niż koszty pieniądza

Teoretycznie wzrost oficjalnych stóp procentowych (a w ślad za nimi stóp rynkowych) miałby szereg niekorzystnych konsekwencji dla rynku akcji.

Publikacja: 17.02.2010 07:27

Gdyby opierać prognozy na tych czynnikach, to należałoby się spodziewać, że podwyżki kosztów pieniąd

Gdyby opierać prognozy na tych czynnikach, to należałoby się spodziewać, że podwyżki kosztów pieniądza doprowadzą nieuchronnie do krachu na giełdach,

Foto: PARKIET

Bardziej atrakcyjne stałyby się zapewne lokaty bankowe (w pewnym stopniu konkurujące z inwestycjami giełdowymi), podrożałyby kredyty. Co gorsza, ponieważ zgodnie z teorią finansów przedsiębiorstwa są warte tyle, ile wynoszą ich przyszłe zyski przeliczone za pomocą tzw. dyskontowej stopy procentowej, to wzrost tej stopy automatycznie prowadziłby do spadku teoretycznej wartości spółek i ich akcji.

Gdyby opierać prognozy na tych czynnikach, to należałoby się spodziewać, że podwyżki kosztów pieniądza doprowadzą nieuchronnie do krachu na giełdach, a w najlepszym przypadku znacznie spowolnią zwyżkę.

W praktyce jednak nad całą serią wymienionych niekorzystnych zjawisk przeważają często inne, pozytywne czynniki. Wynika to stąd, że wzrostowi inflacji, któremu mają przeciwdziałać podwyżki kosztów pieniądza, towarzyszy najczęściej (zdarzają się od tej reguły wyjątki) także poprawa koniunktury gospodarczej (wyższa inflacja to efekt większego popytu w gospodarce).

Jeżeli cykl wzrostu stóp procentowych rozpoczyna się z niskiego poziomu (takiego jak obecnie), to zaostrzenie polityki pieniężnej nie musi natychmiast doprowadzić do ostrego wyhamowania gospodarki (takiego scenariusza wolałyby zresztą uniknąć banki centralne, które stopy podwyższają stopniowo). Jeśli zaś gospodarka nie wyhamuje „z dnia na dzień”, to nie zaszkodzi to również koniunkturze na giełdzie. Sposób działania tego mechanizmu widać było doskonale w ostatniej dekadzie w USA. Gdyby decydujące znaczenie miały wymienione na początku negatywne czynniki, to podwyżkom stóp procentowych powinna towarzyszyć bessa na giełdach lub chociażby długotrwały zastój.

Tymczasem na dłuższą metę stopy procentowe i indeks S&P 500 poruszały się niemal idealnie w tym samym kierunku, co świadczy o tym, że decydująca dla inwestorów była koniunktura gospodarcza (kiedy się poprawiała, Fed reagował podwyżkami stóp w obawie przed inflacją, kiedy zaś słabła, Fed obniżał stopy). Korelacja (statystyczna zależność) między stopami i zmianami S&P 500 nie tylko nie była ujemna, ale była mocno dodatnia (aż 83 proc.).

Reklama
Reklama

W polskich warunkach sytuacja wyglądała w przeszłości nieco inaczej. Trzy miesiące po rozpoczęciu ostatniej fazy zaostrzania polityki pieniężnej przez RPP (na wiosnę 2007 r.) załamała się hossa na GPW. Trudno jednak twierdzić, że to działania RPP wywarły tak mocny wpływ na polski rynek akcji, skoro wkrótce mocno w dół zaczęły iść także notowania na giełdach światowych, które przystępowały do dyskontowania spowolnienia gospodarczego, a później recesji.

Analizy rynkowe
Małe i średnie spółki na 2026 rok
Analizy rynkowe
Rotacja sektorowa na GPW coraz mniej wyraźna. Czekamy na nowych liderów
Analizy rynkowe
Ranking stóp zwrotu: słaby dolar pomógł innym aktywom w 2025
Analizy rynkowe
Niezły rok dla akcji. Z obligacjami gorzej, a złoto jest niewiadomą
Analizy rynkowe
Rynek IPO w Europie się budzi
Analizy rynkowe
DI Xelion: hossa w USA będzie w tym roku szersza
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama