REKLAMA
REKLAMA

Wierzytelności

Abris oskarża Idea Bank za GetBack i chce odszkodowania

Tego trudno się było spodziewać. DNLD, którego jednym ze wspólników jest Abris, czyli główny akcjonariusz GetBacku, zarzuca bankowi nierzetelność przy sprzedaży windykatora w 2016 r.
Foto: Fotorzepa, Andrzej Bogacz

Idea Money, czyli spółka w pełni kontrolowana przez Idea Bank, otrzymała od DNLD wezwanie do rozpoczęcia rozmów ugodowych. DNLD to spółka zarejestrowana w Jersey (terytorium Wielkiej Brytanii), której jednym ze wspólników jest Abris. To właśnie DNLD jest wciąż głównym akcjonariuszem GetBacku (ma 60 proc., pozostałe 40 jest w rękach inwestorów mniejszościowych), którego problemy finansowe zaczęły się równo rok temu i doprowadziły z początkiem maja do złożenia wniosku o upadłość.

Do Idea Money dotarło wezwanie pełnomocników DNLD do rozpoczęcia rozmów ugodowych zmierzających do zaspokojenia „bliżej nieokreślonej szkody DNLD" wynikającej z zawartej 15 marca 2016 r. umowy sprzedaży wszystkich akcji GetBacku. Bank podał, że nie zamierza podejmować "jakichkolwiek rozmów z DNLD nie znajdując podstaw do rzekomej odpowiedzialności banku z tytułu umowy sprzedaży".

Skąd powiązanie z Idea Bankiem? To właśnie ta grupa kupiła w marcu 2014  r. GetBack (powstały raptem dwa lata wcześniej) za 270 mln zł i szybko go rozwijała. Wiosną 2016 r. ogłoszono, że Idea Bank sprzedaje windykatora funduszom private equity za 825 mln zł, transakcje przeprowadzono w czerwcu. Od tego momentu zarządzał i nadzorował GetBack jego główny akcjonariusz, czyli Abris. Latem 2017 r. przeprowadził IPO warte łącznie 740 mln zł (sprzedawano 20 proc. nowych a Abris sprzedał przy okazji 20 proc. istniejących akcji). Cena w ofercie wynosiła 18,5 zł, od kwietnia notowania są zawieszone i ostatnie transakcje przeprowadzano po 3,75 zł. Teraz kurs liczony byłby w groszach.

DNLD twierdzi – co bank nazywa insynuacją – że „praprzyczyny nieprawidłowości skutkujące przedstawieniem licznych zarzutów członkom poprzedniego zarządu GetBacku musiały już występować na etapie zawierania umowy sprzedaży". Mowa o kupowaniu portfeli wierzytelności po zawyżonej cenie i sztuczne zwiększanie ich wartości, co pozwalało GetBackowi w ostatnich dwóch latach – na co wskazuje analiza Komisji Nadzoru Finansowego – zawyżać wyniki i unikać odpisów wartości portfeli. DNLD twierdzi, że występuje wysoce uzasadnione prawdopodobieństwo, że w toku negocjacji umowy sprzedaży Idea Bank wiedział, że sytuacja windykatora była mniej optymistyczna niż przedstawiona oficjalnie DNLD.

Idea Bank traktuje stwierdzenia DNLD jako insynuacje i próbę przypisania mu współodpowiedzialności za obecną sytuację GetBacku, za którą – jak przekonuje bank - odpowiedzialny jest zarząd windykatora oraz jego organy nadzoru. „Bank jednoznacznie odcina się od prób wciągnięcia go w odpowiedzialność za doprowadzenie do zagrożenia upadłością GetBack" – podał Idea Bank. Dodano, że zgodnie z wiedzą banku w momencie sprzedaży GetBack był w dobrej sytuacji finansowej i miał dobre perspektywy rozwoju.

"Portfele wierzytelności były przedmiotem analizy przez DNLD przed zawarciem transakcji w oparciu o dane przekazane przez stronę sprzedającą, a DNDL nigdy wcześniej nie kwestionował ich wartości. Według publicznie dostępnych informacji, kryzys w GetBacku wywołany przez działania zarządu GetBacku po sprzedaży akcji" – dodano w stanowisku Idea Banku.

Z GetBackiem bank ten ma też inny problem – był jednym z głównych dystrybutorów – we współpracy z Polskim Domem Maklerskim – obligacji windykatora, który wyemitował ich aż na 2,6 mld zł, głównie do 9-11 tys. inwestorów indywidualnych liczących teraz straty. Klienci Idea Banku skarżą się, że padli ofiarą missellingu. PDM, któremu KNF odebrała licencję, dostał już sporą karę od UOKiK, który prowadzi też parę postępowań w sprawie Idea Banku. Jesienią bank trafił na listę ostrzeżeń publicznych KNF za prowadzenie działalności brokerskiej bez zezwolenia. Wcześniej zawiązał 14 mln zł rezerw na ugody z klientami, którym sprzedał obligacje GetBacku (skierowano zaproszenie polubownego rozwiązania sprawy do ok. 130 osób).


Wideo komentarz

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA