Sztuka

Disco polo na palecie

Warto zmienić zawód i zostać odkrywcą milionerem na rynku sztuki.
Obraz Dominiki Radomskiej.
Lamus

Czytelnicy i znajomi często pytają mnie, jakie dzieła młodych artystów opłaca się kupić na inwestycję? Panuje opinia, że lokowanie pieniędzy w obrazy to doskonała inwestycja alternatywna. Ludzie proszą mnie o radę.

Przypomnę, że aukcje młodej sztuki zaczęto organizować w 2008 roku. Wtedy krajowy rynek sztuki ostro przyhamował po globalnym kryzysie finansowym. Aukcje z niskimi cenami 500 zł zachęcały do kupowania. Dzięki tym aukcjom rynek miał się odrodzić.

Sprzedawano prace artystów urodzonych przede wszystkim w latach 80. i 90. minionego wieku. Aukcje te zdominowały rynek. W 2019 roku 42 proc. wszystkich dzieł sprzedanych na krajowych aukcjach to była młoda sztuka. Jest ona cenowo dostępna. Średnia cena na tych aukcjach w ubiegłym roku wyniosła ok. 1,9 tys. zł.

Kiedy na aukcję

Zatem na jakich obrazach najlepiej zarobimy, sprzedając je za 10–20 lat? Warto najpierw uświadomić sobie, jacy powojenni malarze licytowani są na aukcjach i dlaczego. Klasycy powojennej sztuki zaczęli wchodzić na aukcje dopiero w tym stuleciu. Dopiero po 2000 roku zaczęto licytować dzieła np. Jerzego Nowosielskiego lub Henryka Stażewskiego.

Hossa na obrazy Fangora to praktycznie ostatnie dziesięciolecie. Organizatorzy aukcji długo nie interesowali się obrazami np. Jaremianki, Andrzeja Wróblewskiego czy Edwarda Krasińskiego.

Gwiazdy dzisiejszych rekordowych aukcji, które debiutowały i pracowały w Polsce Ludowej, to wielkie indywidualności! To artyści, którzy eksperymentowali, rozwiązywali różne problemy malarskie. Nierzadko też wyrażali dramatyczne przeżycia ludzi swojej epoki, tak jak np. Andrzej Wróblewski. Mieli wystawy w prestiżowych muzeach, ich sztuka była komentowana w mediach.

Te indywidualności pracowały w PRL na tle tysięcy (!) anonimowych do dziś malarzy. Prace ogromnej liczby artystów z czasów PRL nie są licytowane na aukcjach.

Czy dziś na aukcjach najmłodszej sztuki są indywidualności na miarę klasyków powojennego malarstwa, którzy są gwiazdami rynku? Moim zdaniem nie ma.

Wielu dzisiejszych młodych malarzy wypracowało własny styl. Już na pierwszy rzut oka rozpoznajemy obrazy np. Joanny Misztal czy Mirelli Stern. Ale czy młodzi popularni artyści mówią nam coś istotnego w imieniu swojego pokolenia?

Malarstwo sprzedawane na aukcjach młodej sztuki jest uparcie ignorowane przez muzea i krytyków sztuki. Nikt nie komentuje wartości tych obrazów.

Są na aukcjach młodej sztuki również rekordziści, których obrazy osiągają ceny 40 tys. zł lub wyższe. Jednak malarze ci wystawiają tylko w jednej firmie. Rynek nie zweryfikował tych rekordowych cen.

Przede wszystkim obrazy młodych kupione na aukcjach z ceną 500 zł nie były dotychczas wtórnie odsprzedawane na rynku. Nie wiemy, czy da się je odsprzedać i za ile.

To jest wspaniała dekoracja. Te obrazy dają radość, są miłe dla oka. To jest kultura popularna, tak jak muzyka disco polo. Dzięki tym aukcjom obraz jest jak telewizor. Musi być w każdym polskim domu.

Portal rynku sztuki Artinfo.pl. wydaje co roku raport o krajowych aukcjach sztuki. Czytamy, że w 2019 roku na aukcjach Sztuki Młodej i Aktualnej sprzedano ok. 4,7 tys. prac. Od 2008 roku sprzedano kilkadziesiąt tysięcy obrazów ponad 100 artystów. Nie wiemy, kto z nich przetrwa próbę czasu. Na razie nie widzę pośród nich indywidualności na miarę np. Zdzisława Beksińskiego, Nowosielskiego czy Wróblewskiego.

Odkrywcy

Około 2010 roku właściciele galerii zaczęli protestować, że aukcje taniej młodej sztuki zniszczyły handel galeryjny. W galeriach marszandzi przez lata budowali ceny prac młodych artystów. Organizowali wystawy, wydawali katalogi, inspirowali publikacje w mediach.

Około 2010 roku klienci masowo zrezygnowali z zakupów w galeriach. Tam młoda sztuka oferowana była po ok. 2–3 tys. zł lub drożej. Natomiast na aukcjach można było już za 500 zł kupić obraz malarza, który w galerii ceniony był istotnie drożej.

Warto pamiętać o tym konflikcie interesów pomiędzy galeriami i domami aukcyjnymi, kiedy próbujemy zrozumieć mechanizmy funkcjonowania naszego młodego rynku.

Gdzie indziej szukałbym inwestycyjnych pewniaków. Zawsze namawiam do zarabiania na odkryciach. Z moich obserwacji rynku wynika, że najwięcej zarabiają odkrywcy niesłusznie zapomnianych artystów i obrazów. Może od nowego roku warto zmienić zawód i zostać odkrywcą milionerem na rynku sztuki?

Na przykład kto wie, że ukochany adiutant marszałka Piłsudskiego był z wykształcenia malarzem? Studiował w akademii, był aktywistą paryskiego stowarzyszenia polskich malarzy. Czy gdzieś pozostały obrazy namalowane przez gen. Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego? Córka Wieniawy zmarła we Francji bodaj w 2011 roku.

Nie ma w handlu obrazów np. Kazimierza Manna. Kiedy wejdą na rynek obrazy Moniki Żeromskiej? Rok temu alarmowałem, że rynek odkrywa malarstwo Stanisława Szukalskiego. Dziś rynek zarzucony jest nawet drukowanymi reprodukcjami prac tego artysty.

Potrzebna wiedza

W co inwestować – to odwieczne pytanie. Akurat Stowarzyszenie Antykwariuszy i Marszandów Polskich ogłasza nabór na kolejny rok studiów podyplomowych (www.antykwariusze.pl). Temat kursu to „Dzieło sztuki jako dobro inwestycyjne". Z powodu pandemii rozpoczęcie kursu przesunięto na przełom stycznia/lutego 2021 roku.

Kurs „Dzieło sztuki jako dobro inwestycyjne" organizowany jest wspólnie z Krakowską Akademią im. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego. To kurs dla zaawansowanych. Debiutanci na rynku sztuki mogą podjąć studia podyplomowe „Rynek sztuki i antyków", prowadzone przez Stowarzyszenie Antykwariuszy od ponad dziesięciu lat. Celem tego cyklu jest dostarczenie studentom podstawowej wiedzy na temat polskiego i światowego handlu sztuką.

Na dojrzałym rynku mielibyśmy już naukowe publikacje oceniające po latach, czy zdobyta na studiach wiedza przydała się absolwentom w praktyce? Ile zarobili na rynku dzięki wiedzy zdobytej na studiach?

Powiązane artykuły

© ℗ Wszystkie prawa zastrzeżone
Źródło: PARKIET

×

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.