Surowce i paliwa

Prezes Bogdanki: rozmawiamy z ukraińskimi partnerami

#PROSTOzPARKIETU. Przy produkcji węgla koksowego chcemy współpracować z JSW – zapowiada prezes Bogdanki.

Gościem Barbary Oksińskiej w Parkiet TV był Artur Wasil, prezes LW Bogdanka.

Foto: parkiet.com

Lubelski Węgiel Bogdanka ma nową strategię. Bogdanka chce produkować średniorocznie 9,7 mln ton węgla energetycznego w ciągu najbliższych pięciu lat. Tymczasem rynek węgla się kurczy, kopalnie Polskiej Grupy Górniczej będą zamykane w żółwim tempie. Pytanie więc – kto kupi ten węgiel?

Rzeczywiście cel jest ambitny. Staramy się nawiązać kontakty z naszymi ukraińskimi partnerami i tam upatrujemy możliwości sprzedaży surowca. Im więcej węgla wyprodukujemy, tym jednostkowy koszt wydobycia jest niższy. Chcemy utrzymać nasze zdolności produkcyjne także po to, by płynnie przejść do produkcji węgla semikoksowego (inaczej półkoksowego – przyp. red.). Ten poziom produkcji wynika też ze zmiany poziomu uzysku i przejścia na większą ilość ścian wysokich, czyli wchodzimy w obszary zasobne w węgiel o dobrych parametrach energetycznych. Jest więc kilka powodów, dla których wskazaliśmy taki poziom produkcji w najbliższych latach.

Czy sprzedaż na ukraiński rynek już ruszyła? Kiedyś Bogdanka podejmowała już takie próby, ale nie zakończyły się one sukcesem.

Sprzedawaliśmy już węgiel na Ukrainę, ale zapotrzebowanie na ten surowiec w naszym kraju było wtedy tak duże, że zrezygnowaliśmy z eksportu za wschodnią granicę. Wymagania partnerów ukraińskich, jeśli chodzi o cenę i jakość surowca, są dla nas dużym wyzwaniem. Strona ukraińska zgłasza przede wszystkim zapotrzebowanie na węgiel semikoksowy typu 34. Upatrujemy w tym swojej szansy. W tej chwili skupiamy się na odbudowie tego rynku. Mamy przygotowane 1600 ton węgla typu 34, by przekazać go stronie ukraińskiej do kolejnych testów.

Kiedy możecie ruszyć z produkcją tego typu węgla na większą skalę?

Węgiel semikoksowy posiadamy na obecnych koncesjach, w tym także na pozyskanym niedawno obszarze K6-7. Jego wydobycie na szerszą skalę będzie możliwe od 2026 r., kiedy rozpoczniemy eksploatację niższych pokładów. Ze wstępnych analiz wynika, że na jednej ścianie będziemy mieć zarówno węgiel energetyczny, jak i semikoksowy. Tak więc będzie wymagało to od nas dyscypliny prowadzenia eksploatacji, zainwestowania w zbiorniki podziemne i dostosowania zakładu przeróbczego do nowej sytuacji.

A gdzie będziecie szukać węgla koksowego typu 35?

Wystąpiliśmy z wnioskiem o przyznanie koncesji na rozpoznanie obszaru znajdującego się w południowej części Lubelszczyzny – na wschód od Tomaszowa i na południe od Hrubieszowa. Będzie to wstępne rozpoznanie, a więc wykonane otwory badawcze nie będą nas jeszcze uprawniały do tego, by przygotować projekt zagospodarowania złoża i wystąpić z wnioskiem o wydanie koncesji wydobywczej. Chcemy w pierwszej kolejności zdiagnozować, czy węgiel koksowy rzeczywiście tam jest. Choć należy też dodać, że Zagłębie Wołyńskie, które znajduje się po drugiej stronie naszej granicy, taki węgiel posiada.

Jak dotąd Bogdanka zajmowała się sprzedażą wyłącznie węgla energetycznego. Czy spółka jest gotowa na pozyskanie zupełnie nowej grupy odbiorców z branży hutniczej?

Chcemy w tym zakresie nawiązać współpracę z Jastrzębską Spółką Węglową. Wiemy, że zapotrzebowanie na węgiel koksowy w Europie będzie się utrzymywać, nadal obserwujemy wysoki import tego surowca. Zresztą węgiel ten został wpisany na listę surowców strategicznych w Unii Europejskiej. Nie zamierzamy więc konkurować z JSW, lecz z nią współpracować. Na przykład wykorzystując ich koksownie, korzystając z ich usług w tym zakresie.

Czy w związku z tym, że Bogdanka wchodzi w inne obszary niż produkcja węgla energetycznego, spółka będzie działała dłużej niż do 2049 r.?

To bardzo odległa perspektywa i trudno dzisiaj mówić, co na pewno się wydarzy. Natomiast założenie jest takie, by Bogdanka jako firma funkcjonowała dłużej. Naszym celem jest zapewnienie ciągłości pracy dla ludzi, którzy tu pracują, i wpływów do gminy. Stąd właśnie wchodzenie w inne obszary, także niezwiązane z produkcją węgla, takie jak przemysłowe wykorzystanie wody czy użycie dronów dla potrzeb różnych branż. Pamiętajmy też, że życie potrafi zaskakiwać i nie można wykluczyć, że węgiel energetyczny będzie potrzebny także po 2049 r. i my będziemy gotowi się do tego dostosować.

Bogdanka ma iść własną, rynkową drogą – taką zapowiedź usłyszeliśmy z ust wiceministra aktywów państwowych Artura Sobonia. Pana zdaniem Bogdanka powinna działać dalej w grupie Enea czy jako samodzielny podmiot?

Za wcześnie jeszcze na odpowiedź. Nie zostało jeszcze rozstrzygnięte, jaką formę będzie miało zgrupowanie energetycznych aktywów węglowych. Gdy będziemy znali więcej szczegółów, to wtedy będzie czas, by wskazać, jakie miejsce w tym powinna zająć nasza spółka. Warto przy tym dodać, że Bogdanka zbudowała swoją potęgę na niezależności i na możliwości decydowania o sobie.

Czy pomysł dotowania śląskich kopalń z publicznych pieniędzy może okazać się działaniem na szkodę Bogdanki?

Pomoc publiczna ma jedną podstawową cechę – ma być ograniczona do minimum. My jesteśmy konkurencyjni na rynku, także w stosunku do węgla importowanego, więc nie dostrzegam ryzyka działania na szkodę Bogdanki.

A jakie wyzwania stoją przed spółką w 2021 r.?

Produkcję zaplanowaliśmy spokojnie, nie wchodzimy jeszcze na najwyższe poziomy. Czekamy na szczegóły planu transformacji energetyki i programu dla górnictwa. Wyzwaniem będzie na pewno dalsze dążenie do doskonałości operacyjnej, czyli szukanie oszczędności i efektywności. Nie chcemy jednak tego robić kosztem pracowników, tylko przez innowacje.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.