Głównym tematem ostatnich dwóch tygodni jest oczywiście konflikt w Iranie. Jeszcze niedawno wydawało się, że takie wydarzenie ma potencjał do spowodowania bardzo silnych wstrząsów rynnowych. Tymczasem obserwacja zachowania rynków wydaje się jednak być miłym zaskoczeniem. Przede wszystkim oczy zwrócone są na to, co będzie z ceną ropy naftowej. Jeśli blokada transportu potrwa relatywnie krótko (do kilku tygodni), to raczej nie będzie to miało długoterminowego istotnego wpływu na inflację, decyzje banków centralnych i tym samym kursy akcji, a to zakładamy jako scenariusz bazowy. Znacznie gorszym wariantem byłyby długotrwałe utrudnienia wiążące się z wyższymi niż obecnie cenami ropy. To mogłoby prowadzić do spowolnienia wzrostu gospodarczego przy wyższej inflacji. W takim scenariuszu rynki akcji narażone byłyby na solidną przecenę. Obecnie na indeksach amerykańskich spadki cen po wybuchu wojny są, można rzec, kosmetyczne. Nieco bardziej ucierpiały indeksy europejskie, w tym polskie. Niemniej od szczytu w najgorszym momencie WIG20 tracił około 8 proc., co pokazuje jednak relatywną siłę naszego rynku. Najgorzej wypadły niektóre rynki wschodzące – te najbardziej uzależnione od ropy z tego regionu, czyli np. Korea Południowa. Dla części inwestorów rozczarowaniem może być zachowanie cen złota, które przed spadkami specjalnie nie uchroniło. Oprócz ropy, której cena poszła w górę, najbardziej namacalnym efektem jest wzrost rentowności obligacji jako efekt obaw o dalszą politykę banków centralnych.