Wojna na Bliskim Wschodzie, wbrew zapewnieniom Donalda Trumpa, nie zbliża się do końca, a ograniczenie transportu ropy naftowej prowadzi do gwałtownych wzrostów surowca. W połowie tygodnia inwestorzy mieli prawo odnieść wrażenie, że sytuacja powoli się klaruje po zapewnieniach amerykańskiego prezydenta, ale czwartek przyniósł ponad 10-proc. wzrosty na rynku ropy. To oczywiście wzmacnia obawy o inflację oraz zmianę kursu polityki banków centralnych. Rynki obligacji znów znalazły się więc pod presją. Rentowność krajowych obligacji dziesięcioletnich rosła po południu do 5,66 proc. wobec poniedziałkowego i zarazem niemal rocznego szczytu na 5,91 proc. Straszy także wciąż amerykański rynek obligacji, gdzie oprocentowanie analogicznych papierów przekraczało 4,25 proc., będąc najwyżej od ponad miesiąca.

Kapitał znów płynie do dolara. Kurs głównej pary walutowej zniżkował o 0,26 proc., do 1,15, schodząc do najniższych poziomów marca.

Przy takim zachowaniu rynków akcje oczywiście nie mogły pozostać obojętne. Co prawda WIG20 jeszcze z rana bronił się przed spadkiem poniżej 3300 pkt, ale kolejne godziny sesji przypominały grę do jednej bramki. Pod koniec dnia WIG20 tracił 1,4 proc., domykając zarazem wzrostową lukę, jaka wyrysowała się po wtorkowym otwarciu rynku. Zachowanie poszczególnych dużych spółek przypominało inne, spadkowe sesje z ostatnich tygodni. Spadki WIG20 wynikały głównie ze słabości banków, ale też Kruka, Budimeksu i Kęt. Jedynie spółki handlowe broniły się przed zniżkami, a Pepco  rosło pod koniec dnia nawet o 3,3 proc. Mocne były też Dino Polska i Allegro.

Fatalnie wypadły też średnie i małe spółki. mWIG40 pod koniec dnia tracił 1,7 proc., a sWIG80 był 1,3 proc. niżej. Dla indeksu średnich firm finisz sesji z takim wynikiem oznaczałby najniższe zamknięcie od początku stycznia i zredukowanie tegorocznej zwyżki do zaledwie 1,8 proc.