Pracownicze plany kapitałowe PPK

Paweł Borys, prezes PFR: Liczę, że w PPK będzie ponad połowa pracowników

Rozmowa_Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju

Foto: materiały prasowe

Do startu PPK został niespełna miesiąc. Jak idą przygotowania?

Paweł Borys: Jestem przekonany, że jesteśmy na dobrej drodze, żeby 1 lipca cała infrastruktura systemu pracowniczych planów kapitałowych była gotowa. Bardzo dobrą informacją jest duże zainteresowanie instytucji finansowych oferowaniem PPK i zarządzaniem gromadzonymi tam pieniędzmi. Obecnie do ewidencji PPK mamy wpisanych 17 instytucji. Są wśród nich małe prywatne fundusze inwestycyjne, są też duże TFI, zakłady ubezpieczeń. Mamy więc bogatą ofertę profesjonalnych instytucji, które są w stanie zaproponować pracodawcom i pracownikom konkurencyjne produkty w atrakcyjnych cenach. Od początku lipca będziemy intensyfikowali kampanię informacyjną po to, by dotrzeć do jak najszerszego grona pracowników. To tutaj jest przed nami największe wyzwanie, bo jeszcze nie wszyscy pracownicy wiedzą, na jakich zasadach działa PPK i jakie korzyści daje uczestnictwo w tym programie. Będziemy to tłumaczyć. Liczę, że do PPK przystąpi ponad 50 proc. pracowników.

Zgodnie z oczekiwaniami ekspertów rynku kapitałowego rząd przedstawił projekt ustawy, która ma rozwiązać problem otwartych funduszy emerytalnych. Eksperci mówili, że powinno to nastąpić jeszcze przed startem PPK. Projekt zakłada likwidację OFE. Dobrze się stało, że pojawił się właśnie teraz?

Bardzo dobrze. Chodzi o to, aby rozwiązania emerytalne dla Polaków były zróżnicowane, zrozumiałe, łatwo dostępne i budzące zaufanie. Wyzwaniem, z którym się mierzymy, jest oczekiwany spadek wysokości przyszłych świadczeń emerytalnych. Dotyczy to głównie osób młodych, które mają dziś mniej niż 40 lat. Stopa zastąpienia, czyli relacja emerytur do wynagrodzeń, spadnie w ich przypadku o połowę, czyli z około 55 proc. do nawet 25 proc. Obecna średnia emerytura mężczyzny to około 2,8 tys. zł brutto, a kobiety 1,7 tys. zł brutto. Proszę sobie wyobrazić, że będzie o połowę mniej.

To skutek starzenia się polskiego społeczeństwa?

To skutek zmiany systemu emerytalnego w 1999 r., kiedy stworzono OFE i system zdefiniowanej składki. Czyli mamy taką emeryturę, ile odprowadzimy składek na konto w ZUS. Tyle że osoby, które w 1999 r. pracowały, mają jeszcze tzw. kapitał początkowy i on pozwala wypłacać wyższe świadczenia. Młode pokolenie będzie miało w przyszłości niskie emerytury, choć trzeba podkreślić, że dożywotnia emerytura z ZUS zapewnia konstytucyjne podstawowe bezpieczeństwo finansowe i warto wybierać takie formy zatrudnienia, które pozwalają odprowadzać składki na przyszłą emeryturę.

Czy wyższych emerytur nie miały zapewnić nam OFE?

Z ekonomicznego punktu widzenia jest dość oczywiste, że nie! Stworzenie OFE nie powodowało, że gromadziliśmy więcej kapitału. Podzielono tylko składkę emerytalną (19,52 proc.) na dwie części i 7,3 proc. zaczęliśmy wpłacać do OFE, a resztę do ZUS. Dalej kapitału było tyle samo, tym bardziej że przez ostatnie 20 lat stopa zwrotu z inwestycji w OFE była zbliżona do stopy waloryzacji w ZUS. Filar kapitałowy jest potrzebny, ale nie w takim modelu jak OFE. Nie może to być niejasne pomieszanie między sektorem publicznym i prywatnym. Trzeba jasno powiedzieć, że ZUS jest systemem obowiązkowym, powszechnym, publicznym, natomiast dodatkowo należy budować prywatne rozwiązania emerytalne w postaci pracowniczych planów kapitałowych i indywidualnych kont emerytalnych, na które wpłyną środki przenoszone z OFE. Wtedy jest jasne dla każdego, co jest prywatne i dziedziczone, jak PPK i IKE, a co publiczne. Dzięki temu upowszechni się system umożliwiający efektywne gromadzenie dodatkowych oszczędności emerytalnych, inwestowanych i służących realnemu zwiększeniu naszego bezpieczeństwa finansowego po zakończeniu aktywności zawodowej.

Czy to, że projekt dotyczący OFE pojawia się akurat teraz, to próba odbudowy zaufania obywateli do długoterminowego oszczędzania?

Oczywiście. Podczas spotkań z pracownikami i pracodawcami widzimy, że wiedza na temat rozwiązań emerytalnych i zaufanie do ich stabilności są niestety na niskim poziomie. Bardzo negatywny wpływ na zaufanie do tych rozwiązań miała dyskusja na temat zmian w OFE z 2013 r. Przy tworzeniu otwartych funduszy emerytalnych mówiono, że będą w nich nasze prywatne oszczędności. W 2014 r. w praktyce zlikwidowano OFE, ponieważ połowa zgromadzonych tam oszczędności została przeniesiona do ZUS. Dziś składki do OFE wpłaca mniej niż 2 mln osób. Wysokość wpłat to zaledwie 2,92 proc. podstawy wymiaru składki. Jest też tzw. suwak, który sprawia, że OFE nie mają sensu jako część filara kapitałowego, bo nawet jeśli wpłacamy tam pieniądze, to dziesięć lat przed emeryturą są one przesuwane do ZUS. I gdy osiągamy wiek emerytalny, nie mamy już w OFE żadnych oszczędności. Oznacza to, że OFE zostały praktycznie zlikwidowane w 2013 r. Filar kapitałowy powinien przecież działać tak, że gdy przechodzimy na emeryturę, mamy realne środki, które możemy podjąć, by podwyższyć sobie standard życia. ¶

Powiązane artykuły