Parkiet PLUS

3 pytania do... Jędrzeja Janiaka

Miejsca na dalsze zniżki rentowności obligacji nie ma już wiele, a więc potencjalny zysk kapitałowy skromny - mówi Jędrzej Janiak, analityk F-Trust
Foto: materiały prasowe

Niemal ze wszystkich stron słychać dziś o zaletach tzw. spółek wzrostowych, które rzeczywiście prezentują się nawet w czasach pandemii koronawirusa od bardzo dobrej strony. Czy jednak tak szerokie przekonanie inwestorów o zwyżkach tego typu firm nie powinno być ostrzeżeniem?

Z jednej strony sami musimy przyznać, że nasze przyzwyczajenia zakupowe w ostatnim czasie zmieniają się. Korzystamy coraz częściej i więcej z usług gigantów technologicznych, czy to decydując się na nowe narzędzia czy rozszerzając zakres tych, z których korzystaliśmy dotąd. Rosnące zainteresowanie takimi usługami nie dziwi, a ich udział w zakupach konsumentów stopniowo rośnie.

A czy jest to wciąż dobry pomysł dla inwestorów? Powyższe sugeruje, że tak, ale z drugiej strony nagromadzenie wielu chętnych, a także monopolizowanie niektórych części naszego życia przez pojedyncze firmy staje się dość niebezpieczne. Inwestowanie w takie spółki nie jest więc dziś pozbawione np. ryzyka prawnego, jak choćby odgórnego podziału firm na mniejsze, ponieważ zaczynają one kontrolować dużą część naszego życia bądź gromadzą zbyt dużą ilość naszych danych, które mogą wykorzystać do innych celów, niż zostały im one udzielone pierwotnie.

Oczywiście trudno byłoby dziś namówić inwestorów do powrotu do firm z tradycyjnej ekonomii. Dlaczego dziś mieliby kupować akcje jakiejś huty czy fabryki, skoro świat się na tyle pozmieniał, że o wiele bardziej potrzebne są usługi firm informatycznych. Spółki wzrostowe są więc dziś tzw. must have, ale jak ze wszystkim warto stosować umiar, bo ryzyka są. Zastanówmy się np., co by było, gdyby następny wirus miał formę zdigitalizowaną i pozbawił dużą część populacji dostępu do internetu?

Maj zwykle jest trudny dla rynków akcji, ale obligacje dziś raczej nie są dobrą alternatywą. Jak wygląda stosunek korzyści do ryzyka poszczególnych obszarów rynku?

Rentowności obligacji są dziś na bardzo niskich poziomach, a jeśli inwestujemy w nie przez fundusze, musimy pamiętać jeszcze o opłatach za zarządzanie. Zyski po 3–4 proc., które bez większego ryzyka przynosiły fundusze dłużne, są dziś nie do osiągnięcia. Miejsca na dalsze zniżki rentowności obligacji nie ma już wiele, a więc potencjalny zysk kapitałowy skromny. Jeśli chodzi o obligacje korporacyjne, dochodzi ryzyko upadłości firmy i utraty kapitału. Korzyść jest zaś ograniczona do tego, że firma wykupi papier plus ewentualnie zarobimy kilka procent odsetek. Jeśli więc chcemy zaangażować się w biznes, to lepiej po stronie akcji niż obligacji. Ryzyko bankructwa jest obecne także i tu, ale nagroda nie jest z góry ograniczona kuponem. Jeśli chodzi o surowce, to zanotowały one silną przecenę. Pytanie, czy w nowej rzeczywistości wrócimy w ogóle do poziomów konsumpcji np. ropy sprzed pandemii – raczej nie. Złoto może być zamiennikiem bezpiecznej części portfela, który ma za zadanie utrzymać wartość. W praktyce więc inwestorom pozostają akcje, jednak trzeba się uodpornić na zmienność. W marcu bardzo łatwo było wyjść na dołku, a wejść na górce. Ciekawym pomysłem mogą być dziś fundusze neutralne rynkowo. Oczywiście nie mają one najlepszej historii na polskim rynku, ale czas jest dobry na tego typu strategie. Oczywiście o ile okażą się skuteczne.

Główne rynki akcji odrobiły około połowy spadków z lutego i marca. Co jest bardziej prawdopodobne, ruch w kierunku poprzednich szczytów czy raczej w kierunku marcowych dołków?

Raczej ten drugi scenariusz, ale z przykrością stwierdzam, że większość osób z branży myśli podobnie, więc zapala mi się lampka ostrzegawcza. Jest pokusa podejścia kontrariańskiego. Jak wiadomo, giełda wycenia jakiś scenariusz dla gospodarek. Dzisiejsze wyceny zakładają bardzo szybkie ożywienie i wyjście z dołka w kształcie litery V. Możliwych scenariuszy jest jednak znacznie więcej, przyjmując nawet, że giełda nie do końca odzwierciedla sytuację gospodarek. Warto pozostać na rynku akcji, jednak portfel ustawić w dolnych widełkach swojego poziomu ryzyka. Z jednej strony uczestniczyć we wzrostach, ale nie narażać się na zbyt duże ryzyko. Dziś z wielu powodów, czy to technicznych, czy twardo ekonomicznych, korekta się nam po prostu należy. PAAN

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.