Temat relacji niemiecko-rosyjskich mocno ostatnio nabrał na aktualności w kontekście ryzyka wojny na Ukrainie. Fatalnie zostało odebrane w Kijowie choćby to, że Niemcy zablokowali dostawy haubic z Estonii na Ukrainę. Wcześniej pojawiły się kontrowersje dotyczące tranzytu brytyjskiego uzbrojenia trasą omijającą niemiecką przestrzeń powietrzną. Wrażenia nie poprawiła wypowiedź (już byłego) dowódcy niemieckiej marynarki wojennej o tym, że „Putin domaga się jedynie szacunku". Przy okazji przypomniano Niemcom ich kluczową rolę w budowie gazociągu Nord Stream 2 oraz to, jak niektórzy ich prominentni politycy znaleźli zatrudnienie w rosyjskich spółkach. Posypały się komentarze o tym, że Niemcy są „koniem trojańskim" Rosji w Europie. Nie da się ukryć, że sympatie czy też wyrozumiałość wobec Rosji jest obecna we wszystkich niemieckich partiach politycznych – od nacjonalistycznej AfD po radykalnie lewicową Die Linke. Często jest to tłumaczone tym, że Rosja jest dla Niemiec zbyt cennym partnerem gospodarczym, by psuć z nim relacje. Czy jednak twierdzenia o niemiecko-rosyjskim handlowym eldorado mają pokrycie w rzeczywistości?