REKLAMA
REKLAMA

Ludzie rynku

Jon Ball: Najpierw były małe reaktory

Wybraliśmy do współpracy Synthos, który potrzebuje czystej energii dla swojego przemysłu chemicznego, ale też jest w stanie dostarczyć energię na zaspokojenie ogólnych potrzeb energetycznych w Polsce – mówi „Parkietowi” Jon Ball, wiceprezes GE Hitachi Nuclear Energy.
Foto: Bloomberg

Michal Sołowow - Synthos, Rita Barnawal - US Department of Energy, Marry Korsnick , Nuclear Energy Imstitute of US, Jon Ball, GE Hitachi Nuclear Energy.

Foto: materiały prasowe

GE Hitachi Nuclear chce rozwijać z firmą Synthos w Polsce projekt małego reaktora jądrowego SMR. Czy to sprawdzona technologia?

To jest mały reaktor modularny (SMR) oparty na technologii większego reaktora ESBWR. Ten drugi jest certyfikowany w USA. Wzięliśmy zatem model sprawdzony, certyfikowany, zmniejszyliśmy go do mocy 300 megawatów, ale poprzez zastosowanie nowoczesnych technologii doprowadziliśmy do radykalnego uproszczenia. Naszym celem było stworzenie reaktora konkurencyjnego cenowo dla wszystkich rodzajów generowania energii.

Nie jest to zatem pionierska technologia?

Może warto wrócić do historii. Początkowo, kilka dekad temu, konstruowaliśmy właśnie małe reaktory. W latach 40., 50., 60. tworzyliśmy wiele tzw. mikroreaktorów, ale przemysł oczekiwał dużych reaktorów dla osiągnięcia ekonomii skali. Zaczęliśmy więc budować coraz większe jednostki. Ale teraz jest wielkie zainteresowanie powrotem do małych reaktorów.

Dlaczego?

Z kilku powodów. Są prostsze, łatwo je wkomponować w istniejącą sieć elektryczną. Szczególnie tam gdzie do sieci trafiała energia produkowana z węgla. Są bezpieczne, więc można je ulokować bliżej skupisk ludności, punktów odbioru energii, czy to jest właśnie skupisko ludności, czy centrum przetwarzania danych, czy baza wojskowa. Są dużo bardziej ekonomiczne i wymagają dużo mniej kapitału na etapie inwestycji. Kosztują miliard dolarów w porównaniu z 10 mld USD dla tradycyjnych elektrowni jądrowych.

Czy teraz lepiej być małym?

Trzeba zachować ostrożność. Nie chodzi o samo zmniejszanie reaktora, ale też o jego uproszczenie. Jeśli tylko reaktor byłby mniejszy, to koszt w przeliczeniu na megawat mógłby być większy. Ale my uprościliśmy konstrukcję, uczyniliśmy ją bezpieczniejszą. Zmniejszyliśmy całkowite zaangażowanie kapitałowe, dzięki czemu znacząco spadł koszt wyprodukowania megawat energii. Nawet o 50-60 proc. w porównaniu z tradycyjną elektrownią atomową.

Dlaczego akurat Synthos w Polsce?

On potrzebuje czystej energii dla swojego przemysłu chemicznego, ale też jest w stanie dostarczyć energię na zaspokojenie ogólnych potrzeb energetycznych w Polsce. Tak rozumiem jego motywacje. A z naszego punktu widzenia taka technologia małych reaktorów pozwala nam wychodzić do nietradycyjnych klientów, którzy chcą SMR, bo są małe, tańsze, bezpieczne.

Nietradycyjnych, czyli jakich?

Klient tradycyjny to spółka energetyczna. Teraz natomiast wychodzimy do przedsiębiorstw przemysłowych, czy wielkich centrów obróbki danych, jak Google, do baz wojskowych, czyli do odbiorców, którzy potrzebują dużo energii. I chcą czystej, zielonej energii. Dla nas to jest okazja. W przyszłości więc nastawiamy się na takie firmy jak Synthos, które albo potrzebują energii elektrycznej, albo ciepła dla własnego użytku.

Podpisaliście też umowę z firmą estońską. Na razie macie więc dwóch europejskich klientów. Czy planowani są kolejni?

W Europie, USA, Kanadzie, Azji wszędzie rośnie zainteresowanie takimi reaktorami, bo są proste, konkurencyjne i oparte na dekadach sprawdzonej technologii. Teraz jest moment i chcemy to rozwijać. W różnych krajach są różne motywacje. Na pewno w krajach takich jak Polska to jest chęć zmiany miksu energetycznego. Fakt , że istnieje sieć była oparta na węglu ułatwia instalowanie SMR.

Rozmawiała Anna Słojewska w Brukseli

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA