O 2 proc. rósł w końcowej fazie środowej sesji indeks polskich dużych spółek. Czy to dużo, czy mało, pokażą zapewne kolejne dwa dni. Z jednej strony możemy mówić o kontynuacji odreagowania po spadkach z pierwszej połowy marca. Z drugiej strony zwyżka tej wielkości przy obecnej zmienności na rynkach znaczy niewiele. Trudno się jednak dziwić inwestorom, bo tak naprawdę nastawienie inwestorów może się zmienić w moment. Widać było to doskonale w poniedziałek, kiedy jednym wpisem w mediach społecznościowych Donald Trump zmienił kierunek notowań akcji i obligacji z południa na północ.

Co do krajowych indeksów, to zwyżka WIG20 o nieco ponad 2 proc. jak na razie oznacza tylko wejście w rejon luki cenowej, powstałej podczas otwarcia sesji z poprzedniego czwartku, a także dotarcie do ważnego oporu w postaci dołka z lutego. Krótko mówiąc, dopiero teraz popyt zaczyna mierzyć się z poważnymi oporami i dopiero druga połowa tygodnia może dać nam odpowiedź co do trwałości odreagowania.

Jeśli chodzi o zachowanie poszczególnych dużych firm w środę, to najmocniejsze były Kruk oraz Budimex, które mają za sobą kilka bardzo słabych tygodni. Banki pozostawały w środku stawki, natomiast na jej dole plasowały się spółki handlowe. Inwestorzy najwyraźniej czekają na czwartkowy raport Dino Polska. Po przedstawieniu wyników przez Jeronimo Martins, które były słabsze od oczekiwań, oberwało się także i Dino. Ostatnio jednak pojawiła się dość ciepła rekomendacja dla polskiej spółki.

Kiedy handel na krajowym rynku już wygasał, amerykański S&P 500 rósł o 0,9 proc. Większość indeksów europejskich zyskiwała pod koniec dnia po ponad 1 proc., zatem uderzenie popytu było dość szerokie. Zachowanie dolara nie wskazywało jednak na szeroki "risk-on". Amerykańska waluta umacniała się zarówno do złotego, jak i do euro, przy niewielkich zwyżkach złota oraz bitcoina. Wciąż niepokojąco prezentuje się większość światowych rynków obligacji skarbowych.