Izraelski kanał Channel 12 poinformował wczoraj, że strona amerykańska miała być zaintersowana 30-dniowym zawieszeniem broni z Iranem i za pośrednictwem Pakistanu przekazała Teheranowi 15-punktowy plan, mający prowadzić do zakończenia konfliktu zbrojnego. Mimo zapewnień Izraela i Stanów Zjednoczonych o niemal zupełnym zniszczeniu zapasów irańskich rakiet i uderzenia w sektor przemysłowo-zbrojeniowy to nie Iran wykonał pierwszy ruch, by wygasić konflikt. Pozostaje mieć nadzieję, że przedstawiony Iranowi plan 15-punktowy nie jest inspirowany podobnym, przedstawionym Ukrainie i że Teheran będzie skłonny do ustępstw.
W teorii Iran powinien być bardziej ugodowy, ponieważ w przeciwieństwie do Ukrainy nie ma swobodnego dostępu do zaplecza przemysłowo-zbrojeniowego sojuszników, a Azja, zwłaszcza Chiny są z pewnością zainteresowane szybkim zakończeniem konfliktu. W praktyce jednak Iran może wcale nie być zainteresowany 'kapitulacją' na amerykańskich warunkach, jeśli założymy, że wciąż posiada potencjał do destabilizacji regionu, a jego elity oraz społeczeństwo są skłonne poświęcić się i stawiać Amerykanom zaciekły opór. Dowództwo irańskie zdaje sobie sprawę, że Stany Zjednoczone mogą odczuwać presję szybszego wygaszenia konfliktu z uwagi na rosnące ceny energii oraz cykl wyborczy przed jesiennymi wyborami do Kongresu. Przegrana w jesiennych wyborach mogłaby słono kosztować Republikanów. W efekcie Iran może negocjować w twardszy sposób i nie jest pewne, czy spodoba się to administracji Donalda Trumpa.
Wciąż istnieje szansa, że Teheran nie zgodzi się na warunki, a wydaje się oczywiste, że żadne rekompensaty zniszczeń nie wchodzą w grę. Wczorajsze wypowiedzi prezydenta USA mogą wskazywać, że Waszyngton rozpoczął psychologiczno-rynkową grę. Pochwała 'nowych', irańskich elit przecież nic nie kosztuje, a może pomóc zbić ceny ropy - nawet jeśli nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. W istocie ilość takich komentarzy w najbliżśzych dniach może wzrosnąć, a Trump użyje wszelkich możliwych sztuczek negocjacyjnych, by ograniczyć wzrost cen towarów energetycznych. Tymczasem amerykańscy marines z grupy USS Tripoli w piątek znajdą się w pobliżu Iranu, a komandosi z 82 dywizji powietrzno-desantowej, stacjonującej w Fort Bragg mieli zostać zmobilizowani do przerzutu na Bliski Wschód. Wydaje się, że amerykańska administracja metodą 'kija i marchewki' chce dać Iranowi szansę do wstrzymania walk i pragnie dowiedzieć się, na jak dużę ustępstwa może Teheran na tym etapie się zgodzić.
Kij w postaci amerykańskiego desantu i potencjalnego przejęcia kluczowej dla irańskiego eksportu wyspy Chark może zadziałać, choć wydaje się mało prawdopodobne, by Iran był skłonny zaakceptować ofertę nie otrzymując od Stanów Zjednoczonych niczego istotnego w zamian. Wydaje się jednak, że już na tym etapie przynajmniej 'minimum' celu Waszyngtonu zostało osiągnięte, co w kontekście nadchodzących wyborów może okazać się 'koniecznym' do akceptacji scenariuszem pozornego zwycięstwa, które w ten sposób już wczoraj zdecydował się przedstawić Trump. Jeśli Iran pójdzie na ustępstwa, 'konieczność' kolejnej militarnej interewencji w Iranie może zostać odwleczona w czasie o co najmniej na kilka lat, choć Trump przekonywał przed operacją, że jego celem jest 'nigdy nie wrócić' do tej kwestii. Irański potencjał wojskowy o ile nie został strategicznie wyeliminowany, prawdopodobnie bardzo poważnie ucierpiał, a odbudowa utraconych zdolności zajmie lata.
Jeśli Stany Zjednoczone uznają, że na tym etapie stosunek korzyści do zagrożeń dalszego prowadzenia wojny jest optymalny - powinniśmy zobaczyć stopniową deeskalację. Jednak tylko pod warunkiem, że Iran 'nie przesadzi' z pozycją negocjacyjną i nie będzie zdecydowany utrzymywać blokady Cieśniny Ormuz mimo potencalnej propozycji wstrzymania walk. Jeśli USA uznają, że Iran czuje się nadal zbyt mocny i w nieugięty sposób dochodzi lepszej pozycji negocjacyjnej, możemy zobaczyć kolejną falę eskalacji, ukierunkowaną na strategiczne zwycięstwo. Taki scenariusz bez wątpienia spowodwałby dalsze zaburzenia na rynku energii i wzrost cen ropy. Obecnie nie jest wykluczony, ale w ostatnich dniach wzrosły szanse na powolne 'wygaszanie' konfliktu i co interesujące, w tej sprawie to prawdopodobnue Stany Zjednoczone wydają się robić pierwszy krok w tył. Dla Teheranu może to być znak, że okno czasowe prowadzenia 'kontrolowanej wojny' dla Waszyngtonu powoli się zamyka, potencjalnie dając Iranowi mocniejszą kartę w negocjacjach.