REKLAMA
REKLAMA

Ludzie rynku

Filip Paszke, szef DM PKO BP o rynku, planach, IPO,...

WYWIAD | Filip Paszke - z dyrektorem DM PKO BP rozmawia Przemysław Tychmanowicz

Filip Paszke, dyrektor DM PKO BP

Foto: parkiet.com

Praktycznie każdą rozmowę o rynku kapitałowym zaczyna się od tematu GetBacku. To już problem nie tylko tej spółki. To chyba najgorsze, co mogło się teraz przydarzyć naszemu rynkowi, który i tak ma swoje problemy.

Filip Paszke: Nigdy nie jest dobry moment na takie wydarzenia. Trzeba mieć nadzieję, że to się jak najszybciej skończy. Niestety problemem jest to, że sprawa GetBacku zatacza coraz szersze kręgi. Mieliśmy pierwszą falę uderzeniową, która odcisnęła piętno na rynku, ale niestety teraz idzie druga fala.

Wy, jako dom maklerski i uczestnik rynku, odczuwacie niepewność i niechęć klientów do inwestowania w bardziej ryzykowne aktywa?

Jako uczestnik rynku zauważamy trudności, szczególnie w sektorze prywatnych TFI. Nie jest to oczywiście dobre dla rynku jako całości i jego postrzegania. Bez wątpienia jest to jeden z większych kryzysów zaufania na rynku kapitałowym w jego historii. Wszyscy chcemy, aby jak najszybciej się ten stan skończył. Jeśli są jakieś decyzje do podjęcia, to powinny one być podjęte jak najszybciej, tak abyśmy mogli iść dalej.

GetBack podważył zaufanie również do rynku obligacji korporacyjnych. Wy sygnalizowaliście, że wiążecie duże nadzieje z tym biznesem, ale przyszłość nie rysuje się w kolorowych barwach...

Nadal uważam, że jest to ciekawy produkt, dla klientów, którzy go rozumieją oraz dla emitentów wysokiej jakości, których nie brakuje. W sytuacjach jak ta z GetBackiem zawsze dochodzi do przereagowania rynku. Skutkiem ubocznym jest to, że dotyka to innych emitentów. Widzimy teraz, że rynek zmierza w kierunku pewnych ograniczeń regulacyjnych. Poza tym widać też, że nawet część banków nie chce uczestniczyć w tym rynku, by nie brać na siebie nawet potencjalnego ryzyka.

Emitenci są jeszcze zainteresowani emisjami obligacji, ale wy im odradzacie to w tym momencie? A może jest zupełnie odwrotnie, czyli, że nie ma chętnych, by emitować papiery dłużne?

Wygląda to bardzo zróżnicowanie. Rynek nie jest jednorodny. Proszę zwrócić uwagę, że jednak robiliśmy oferty publiczne obligacji już po tym, co wydarzyło się z GetBackiem. Biznesowo dobrzy emitenci skorzystali nawet na tym, co stało się z GetBackiem. Na rynku zaczęło się bowiem poszukiwanie jakości. Rynek powinien jednak iść w stronę podmiotów lepszej kondycji finansowej niż firmy, które obligacjami finansują niepewne projekty często na bardzo wstępnym etapie rozwoju. Nie sądzę, aby rynek się zamknął. Jesteśmy w stałym dialogu z klientami, ale druga fala kryzysu GetBacku powoduje, że rynek jest bardzo selektywny. W przypadku niektórych emitentów być może lepiej byłoby poczekać, gdyż warunki emisji mogą nie być satysfakcjonujące.

Mamy jeszcze pomysły nowych regulacji dotyczących rynku długu. Czy są one potrzebne?

W momencie pojawienia się pewnych nadużyć zawsze reakcja regulacyjna jest ponadnormatywna. Tak jest na całym świecie, czego świadkiem byliśmy po kryzysie w 2008 r. Generalnie jednak byłbym ostrożny z zaostrzaniem regulacji. Jest już teraz dużo narzędzi, które mogłyby być wykorzystane, z drugiej zaś strony regulacjami nie da się też wyeliminować wszystkich negatywnych zachowań i oszustw.

Po tym co się stało z GetBackiem, jak mocno zostanie uszczuplona wasza część przychodów właśnie z rynku obligacji korporacyjnych?

Jako DM PKO BP jesteśmy na tyle zdywersyfikowanym podmiotem, że po prostu szukamy przychodów w innych segmentach naszej działalności. Rynek obligacji nigdy nie generował znaczącego źródła przychodów. To nie był nasz model biznesu. Naszym modelem jest dywersyfikacja.

Rynek obligacji swoją drogą, ale i na rynku akcji też nie wygląda to obiecująco. Obroty są wyraźnie niższe niż rok temu, a i pewnie przegracie w tym roku walkę o miano najaktywniejszej instytucji z Merrill Lynchem.

Na pewno rynek jest w tym roku trudny. Co więcej, jest on tym trudniejszy, że punktem odniesienia jest bardzo dobry poprzedni rok, który dla wielu domów maklerskich był wręcz rekordowy. Teraz mamy do czynienia z cofnięciem. Nasz biznes jest jednak tak ułożony, aby generował satysfakcjonujące zwroty w dobrych czasach, ale też w tych gorszych nie tracił pieniędzy. Dziś mamy zdrowy biznes, ale oczywiście ucierpiał on, jeśli porównamy go z tym, co się działo w 2017 r. To, że zapewne nie będziemy liderem w skali całego rynku, wiąże się z kolei ze zmianą struktury obrotów. Rynek rośnie głównie w obszarze zagranicznego inwestowania pasywnego, w którym prym wiodą zdalni członkowie giełdy. Rok oczywiście jest trudniejszy, ale nasza pozycja lidera wśród krajowych instytucji nie jest zagrożona.

Wspomniał pan o zdalnych członkach giełdy. Wykorzystują oni m.in. zaawansowaną technologię do handlu na giełdach. Może to jest dla was droga?

Obserwujemy to co się dzieje na rynku i mamy świadomość zmian, które na nim zachodzą. Widzimy, że po stronie globalnych klientów następuje koncentracja obrotu również na skutek wejścia w życie regulacji związanych z MiFID II. Rozważamy różne scenariusze, ale na tę chwilę nie mogę zdradzić więcej szczegółów. Na pewno jednak nie będziemy chcieli stracić czołowej pozycji mierzonej udziałami w obrotach. Warto jednak też pamiętać, że czołowa pozycja, jeśli chodzi o obroty, nie zawsze przekłada się na zyski danej instytucji. My chcemy być zarówno instytucją zyskowną jak i mieć znaczący udział w obrotach.

Idźmy dalej... Rynek wtórny jest słaby, ale i na rynku pierwotnym panuje marazm...

Jeszcze w I półroczu byliśmy aktywni na rynku. Przeprowadziliśmy kilka IPO i SPO. W tej chwili uczestniczymy w kilku procesach, które planowaliśmy dokończyć w II półroczu.

Mając na uwadze to, co się dzieje na rynku, przeprowadzenie kolejnych ofert może być trudne. Krajowa branża TFI ma problemy, a jednak była ona dość aktywna w IPO.

To zależy od wielkości IPO. Jako DM PKO BP staramy się uczestniczyć w relatywnie większych ofertach czego dowodem był poprzedni rok. W dużych ofertach to jednak zagraniczny kapitał miał większy udział. Nie jesteśmy więc zakładnikiem TFI i OFE. Od pewnego rozmiaru oferty i modeli biznesowych mają większe znaczenie zagraniczni gracze. Dziś bardziej jesteśmy zakładnikami koniunktury giełdowej, a nie kilku inwestorów. Oferty, które mamy w planie, pewnie zainteresowałyby zagranicznych inwestorów, natomiast kluczowa jest koniunktura. Ona w tym momencie nie napawa optymizmem, ale trzymamy rękę na pulsie. Ważne, aby być gotowym, kiedy sytuacja na rynkach się poprawi. Mamy kilka projektów, które w relatywnie krótkim czasie jesteśmy w stanie uruchomić.

Rok temu uruchomiliście usługę doradztwa inwestycyjnego. Udało się spełnić założenia biznesu?

Doradztwo jest usługą, która dojrzewa. Trudno było oczekiwać, że od pierwszego dnia z oferty tej skorzysta znacząca liczba klientów. Budowanie zaufania klientów do kolejnego produktu to maraton. My rozwijamy tę ofertę spokojnie i konsekwentnie. Po roku funkcjonowania produktu w końcu możemy komunikować wyniki portfeli, gdyż takie są regulacje. Oczywiście teraz będziemy chcieli bardziej rozpropagować ten produkt. Zakładam, że w perspektywie najbliższych tygodni więcej będzie słychać o tej usłudze.

Wielu brokerów twierdzi, że każdemu klientowi należy oferować doradztwo, chociażby po to, aby spokojnie się komunikować z klientem.

Zgadza się. Doradztwo ma dwa wymiary, czyli budowanie rzeczywistej wartości i wspomaganie inwestorów w tworzeniu portfela inwestycyjnego. Drugi aspekt ma charakter regulacyjny. Dialog z klientem o jego inwestycjach jest doradztwem i w związku z tym ta usługa ma tym większy sens.

Czyli stawiacie na powszechność usługi?

Oczywiście zalecamy, aby w pełni wykorzystać możliwości, jakie daje inwestowanie portfelowe. Aby jednak ta usługa miała sens, to też trzeba dysponować odpowiednio dużym portfelem. Nie mamy oczywiście progu wejścia. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że zbyt mała wartość portfela powoduje zbyt duże koszty transakcji przy dywersyfikacji. Na tym etapie nie planujemy jednak pobierania opłat, jeśli chodzi o tę usługę, ani też ograniczenia kwotowego, jeśli chodzi o bariery wejścia.

Jesteście jednym z nielicznych domów maklerskich, który nadal utrzymuje tradycyjne POK. Czy ma to sens i czy w ogóle POK są jeszcze rentowne?

Każdy punkt obsługi klienta jest rentowny. Bardzo ściśle zarządzamy rentownością tego biznesu. Nie mamy planów istotnego ograniczania sieci. W modelu biznesowym, w którym funkcjonujemy, kanały zdalne traktujemy równolegle z innymi kanałami sprzedaży. Klienci chcą korzystać z prostego w obsłudze systemu maklerskiego w internecie, ale też chcą mieć możliwość porozmawiania z kompetentnym pracownikiem POK.

Kiedy rozmawialiśmy rok temu mówił pan, że zamierzacie rozwijać także dział analiz. MiFID II i rozdzielenie płatności za usługi i handel wam w tym pomógł czy przeszkodził?

MiFID II z którym wielu uczestników rynku wiązało obawy, pozytywnie zweryfikowało jakość naszych analiz wśród inwestorów zagranicznych. Mamy kilkadziesiąt umów na dostarczanie analiz. Oczywiście mamy też klientów, którzy korzystają zarówno z naszych analiz, jak również handlują za naszym pośrednictwem. De facto więc dzięki MiFID II zwiększyliśmy zasięg naszych usług. To, że klienci zagraniczni pozytywnie zweryfikowali nasze analizy zachęciło nas do dalszych inwestycji w tym zakresie. Chcemy dodatkowo zwiększyć pokrycie analityczne w regionie. Analizujemy już spółki węgierskie, czeskie, austriackie, a teraz zaczynamy spoglądać w kierunku Rumunii. Zakładam, że w najbliższych miesiącach zaczną się pojawiać analizy nowych spółek z nowych krajów.

CV

Filip Paszke jest dyrektorem DM PKO BP od 1 października 2014 r. Kierowana przez niego instytucja należy do najaktywniejszych pośredników na naszym rynku. W przeszłości Paszke związany był m.in. z DM BZ WBK, gdzie pełnił funkcję członka zarządu odpowiedzialnego za sprzedaż instytucjonalną, analizy oraz transakcje na rynku kapitałowym, czy też z Societe Generale CIB, gdzie był dyrektorem ds. rynków kapitałowych akcji. Paszke zasiada również w Radzie Giełdy.


Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA