REKLAMA
Czytaj e-wydanie
REKLAMA

Gospodarka - Świat

Czego Europa nie nauczyła się od Azjatów

Tajwan, Korea Południowa i Singapur pokazały, jak sprawnie walczyć z zagrożeniem wirusowym. Pomogła im wczesna reakcja i dobre procedury.

W wielu azjatyckich metropoliach mieszkańcy skrupulatnie wypełniali zalecenia władz. Obyło się więc bez nadmiernych zakazów.

Foto: Jung Yeon-je/AFP

Mija już osiem tygodni, odkąd przypadki koronawirusa pojawiły się w Singapurze, na Tajwanie, w Japonii i w Korei Południowej. I można powiedzieć, że życie w tych krajach stopniowo wraca do normy. W popularnych klubach Singapuru znów bawią się tłumy. Jedyną oznaką zagrożenia epidemią jest to, że ich bywalcy o wiele częściej niż dawniej idą do toalet myć ręce. To nie oznacza, że nie wprowadzono tam wcześniej ograniczeń dla zgromadzeń publicznych. Singapurski rząd zakazał biletowanych imprez na ponad 250 osób, a także polecił pracodawcom, by w miarę możliwości wysyłali pracowników do pracy zdalnej. Zajęć w szkołach nie odwołał, ale deklaruje, że jest przygotowany, by to zrobić. Potwierdzonych przypadków zachorowań na Covid-19 było blisko 250. Co więc sprawiło, że Singapur mógł pozwolić sobie na stosunkowo łagodną kwarantannę? Przede wszystkim wprowadził działania ochronne na bardzo wczesnym etapie. A gdy zalecał ludziom pozostanie w domach, to ludzie bardzo karnie się do tych apeli zastosowali. Co prawda, w pierwszych dniach tej kwarantanny dochodziło do masowego wykupywania towarów ze sklepów, jednak sytuacja szybko się uspokoiła. Za stosunkowo duży sukces można uznać również reakcję władz w Taipei, Seulu i Tokio wobec koronawirusa. Na czym ten sukces polegał? Na umiejętnym wykorzystaniu doświadczeń z epidemii SARS z 2003 r., czyli innej zarazy, która przybyła z Chin. Tamta lekcja przyczyniła się do tego, że kraje regionu mogły patrzeć podejrzliwie na działania podejmowane przez władze ChRL w początkach epidemii. Skłoniła je również do stanowczych działań na długo wcześniej, zanim „obudziły się" inne rządy.

Naród, który wie, jak się zachować

Przykładem takiej zdrowej zapobiegliwości jest Tajwan (Republika Chińska). Od ChRL dzieli go co prawda cieśnina o szerokości 130 km, ale przed epidemią ruch pomiędzy Tajwanem a Chinami kontynentalnymi był bardzo intensywny. W Chinach pracowało ponad 400 tys. Tajwańczyków, a Tajwan odwiedziło w zeszłym roku ponad 2,7 mln turystów z ChRL. Naukowcy z John Hopkins University prognozowali więc w styczniu, że Tajwan będzie jednym z krajów najmocniej dotkniętych epidemią koronawirusa. Tak się jednak nie stało. Na Tajwanie potwierdzono (do piątku) mniej niż setkę przypadków zarażenia wirusem Covid-19. Jak to się stało, że kraj leżący tak blisko Chin uniknął zarażeń na dużą skalę?

– Główny powód to szybka reakcja i brak wiary w dane przekazywane przez komunistyczne Chiny. Wyspa zaczęła się przygotowywać na wybuch epidemii już 31 grudnia, gdy Pekin zawiadomił WHO o wirusie. Wtedy też wprowadzono ściślejszą kontrolę na granicach, m.in. wprowadzono testy dla przybywających podróżnych, którzy mieli gorączkę, i przeprowadzano dokładny wywiad podejrzanych przypadków, tj. sprawdzano ich historię podróży i kontaktów. 26 stycznia Tajwan jako pierwszy zakazał wjazdu obywateli chińskich z prowincji Hubei, w której znajduje się Wuhan – mówi „Parkietowi" Hanna Shen, polska dziennikarka mieszkająca na Tajwanie. Podkreśla ona niezwykłą sprawność tajwańskich służb. – Istotne w walce z wirusem było wykorzystanie technologii. I tak np. od 14 lutego za pomocą kodu QR odbywa się skanowanie i raportowanie online o historii podróży i objawów zdrowotnych podróżnych. System ten stworzono na Wyspie w ciągu 72 godzin. Do 18 lutego wszystkie szpitale, kliniki i apteki na Tajwanie uzyskały natychmiastowy dostęp do historii podróży swoich pacjentów. Bardzo ważną rolę odegrała też pełna transparentność. Oprócz codziennych briefingów prasowych urzędnicy rządowi, w tym minister zdrowia i wiceprezydent, regularnie informowali obywateli o zaleceniach dotyczących podróży i higieny osobistej, a także o stanie wyposażenia medycznego, np. masek ochronnych – dodaje Shen.

Pamiętajmy jednak, że Tajwan jest w gronie krajów ze służbą zdrowia na bardzo wysokim poziomie. W rankingu Health Care Index, oceniającym systemy medyczne 93 państw, Republika Chińska była przez ostatnie dwa lata z rzędu na pierwszym miejscu.

Co ciekawe, na Tajwanie nie wprowadzono zakazu imprez masowych. Rząd jedynie zalecił, by ich nie organizować, a dla tych, którzy się jednak zdecydują na ich przeprowadzanie, wydał specjalne, zaostrzone regulacje. – Informacje w mediach o mających się odbyć masowych imprezach mimo zagrożenia powodują, że często opinia publiczna domaga się ich odwołania. To pokazuje, że Tajwańczycy są dość czujni, zdyscyplinowani i od początku zdawali sobie sprawę, że koronawirus to nie zwykła grypa. Ci, którzy próbują igrać z ogniem i np. nie przestrzegają zasad kwarantanny, ponoszą kary finansowe. Na początku marca władze Tajwanu ukarały mężczyznę, który opuścił miejsce kwarantanny, grzywną w wysokości 1 mln dolarów tajwańskich (126 tys. zł). Początek wybuchu epidemii na Tajwanie przypadł na ferie związane z jednym z największych świąt na wyspie – Nowym Rokiem Księżycowym. Władze zdecydowały się na przedłużenie ferii do 25 lutego (miały się one zakończyć 11 lutego). Dziś szkoły działają normalnie – relacjonuje Hanna Shen.

250 tysięcy testów

Często można spotkać się z opinią, że reakcja Korei Płd. na epidemię koronawirusa była „modelowa". W porównaniu z reakcją władz Tajwanu czy pobliskiej Japonii na taką jednak nie wygląda. W Korei Płd. doszło przecież do ponad 8 tys. przypadków zachorowań i kilkudziesięciu zgonów na Covid-19. Prezydent Moon Jae-in oraz jego ekipa byli ostro krytykowani za to, że zbyt późno reagowali na zagrożenie idące z Chin. Ociągali się z zakazem wjazdu do kraju dla chińskich turystów i nie chcieli prowokować takimi obostrzeniami władz w Pekinie. (Nieco szybciej od nich zareagował nawet północnokoreański dyktator Kim Dzong Un, który zamknął granicę z Chinami). Walkę z koronawirusem utrudniało również to, że był on roznoszony przez wyznawców protestanckiej sekty Shincheonji, której członkowie odwiedzili wcześniej Wuhan. Gdy jednak koreańskie państwo przystąpiło wreszcie do działania, to zrobiło to w sposób stanowczy i metodyczny. Wdrożono program testów na koronawirusa, za pomocą których przebadano ponad 250 tys. ludzi. Przeprowadzano 15 tys. testów dziennie. (Gdy np. w Japonii przebadano tylko około 10 tys. ludzi). Badania były w większości przypadków bezpłatne. Rząd zdobył w ten sposób ogromną ilość danych pozwalających mu walczyć z epidemią w bardziej precyzyjny sposób. Kwarantannie poddawano określone punkty w poszczególnych miastach. Mieszkańcy dostawali esemesy informujące ich, które miejsca odwiedzały osoby zarażone Covid-19. Wiedzieli więc, których sklepów i restauracji unikać.

– Zdolność Korei Płd. do przeprowadzania testów wczesnego wykrywania wirusów rozwinęła się bardzo mocno, gdyż kraj przeszedł w 2009 r. przez epidemię świńskiej grypy, a w 2015 r. przez epidemię MERS. Korea jest jednym z wiodących krajów w tej dziedzinie – twierdzi Kim Woo-joo, profesor medycyny na Korea University's College of Medicine.

W Korei Płd. nie wprowadzano blokad komunikacyjnych, nawet w mieście Daegu, które zostało najmocniej dotknięte epidemią. Zamiast tego zalecano ludziom, by mocno ograniczyli przebywanie w miejscach publicznych i by nosili maseczki chirurgiczne. Zdyscyplinowany naród zastosował się do zaleceń bez szemrania. Galerie handlowe i kina opustoszały, sklepy były zamykane przez właścicieli, w kościołach katolickich i świątyniach buddyjskich zawieszono nabożeństwa. Koreańczycy izolowali się sami. Doświadczenia z epidemii, takich jak SARS, uświadomiły wcześniej, że nie ma żartów z takimi kryzysami zdrowotnymi. Dzięki kooperacji pomiędzy społeczeństwem a rządem, Korei Płd. udało się uniknąć scenariusza takiego jak we Włoszech.

Pamiętajmy również, że Tajwan i Korea Płd. to kraje, w których przywiązuje się dużą wagę do sprawności obrony cywilnej i służb medycznych, ze względu na zagrożenie wojenne. Żyjąc przez kilka dekad w cieniu nieprzyjaznego sąsiada, mogącego w każdej chwili przeprowadzić inwazję, wypracowano mechanizmy pozwalające na sprawną odpowiedź państwa na wszelkie kryzysy. I to też różni Tajwan czy Koreę od Włoch, Francji czy Polski...

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA