TFI coraz śmielej zachęcają dotychczasowych uczestników funduszy obligacji do ryzyka. Co mają im do zaoferowania?
Opłaty nadal za wysokie
Obniżki stóp procentowych na dobre podcięły skrzydła funduszom obligacji skarbowych. Ich uczestnicy przez ostatnie lata mogli liczyć na naprawdę godziwe zyski przy najmniejszym na tle reszty oferty TFI ryzyku. Z drugiej strony w kręgu zainteresowań klientów w ostatnich latach znajdowały się właściwie tylko fundusze dłużne. Bardzo udany pod względem sprzedaży był np. poprzedni rok. Bywały miesiące, kiedy do tego typu strategii regularnie płynęło ponad 1 mld zł miesięcznie.
Teraz jednak może się to zmienić i sami powiernicy coraz głośniej starają się to uświadomić klientom, zachęcając do podjęcia większego ryzyka. Dla przykładu niedawno Santander TFI ruszyło z promocją mającą na celu zachęcenie inwestorów do wyboru innego niż fundusz obligacji krótkoterminowych produktu z palety towarzystwa. Fundusze dłużne będą też zapewne mocniej ciąć opłaty za zarządzanie. Zrobiło tak już PKO TFI, a w innych towarzystwach trwają analizy.
Nic dziwnego, rentowności skarbowych obligacji dziesięcioletnich oscylują w ostatnich dniach wokół 1,4 proc., natomiast pięcioletnich poniżej 0,8 proc. Z kolei średnie opłaty w funduszach papierów skarbowych krótkoterminowych wynoszą 0,94, natomiast długoterminowych – 1,34 proc. To oczywiście sporo mniej, niż będzie wynosił docelowy limit opłat za zarządzanie, tj. 2 proc. TFI muszą jednak albo zmniejszyć opłaty, albo zmodyfikować strategie dłużne, by nie zniechęcić klientów.
Inwestorzy mają jeszcze z tyłu głowy wyniki za maj. Wówczas stopy zwrotu z funduszy papierów skarbowych długoterminowych średnio sięgnęły aż 1,7 proc. Od początku roku daje to łącznie 4 proc. „Utrzymanie stóp zwrotu z obligacji skarbowych z ostatnich tygodni wymagałoby obniżenia ich rentowności znacznie poniżej zera. Byłoby to możliwe przy realizacji scenariusza węgierskiego, czyli szeregu działań i zachęt stymulujących popyt detaliczny i instytucjonalny na obligacje skarbowe" – pisali na temat perspektyw rynkowych funduszy obligacji zarządzający Generali Investments TFI. Jak zakładali, NBP nie prowadzi jednak polityki „sterylizacji nadpłynności" sektora bankowego. „Obecna sytuacja nie wpływa pozytywnie na perspektywy dla części skarbowej funduszy pieniężnych i funduszy obligacji" – przyznało Generali Investments TFI.
W najnowszym raporcie Narodowy Bank Polski stwierdził, że w związku z pandemią koronawirusa i cięciem stóp procentowych TFI powinny wprowadzić dalsze obniżki wysokości stawek wynagrodzenia, szczególnie w funduszach dłużnych. „Spadek stóp procentowych i stopy wolnej od ryzyka powinien zatem skłaniać TFI do obniżania kosztów obciążających uczestników funduszy inwestycyjnych (zwłaszcza funduszy dłużnych), gdyż w przeciwnym razie inwestorzy mogą nie mieć możliwości uzyskania dodatniej stopy zwrotu" – argumentował NBP. – Fundusze konkurują między sobą, więc do obniżek musi dojść – przyznaje prezes jednego z TFI. Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami, czyli organizacja skupiająca TFI, odniosła się do tego pomysłu z rezerwą. Według szacunków Izby polskie fundusze nie są droższe od tych działających na Zachodzie.
Jak uczestnicy funduszy obligacji reagowali w maju? Sytuacja była o wiele spokojniejsza niż w marcu czy kwietniu. Wówczas jednak impulsem do umorzeń stało się załamanie rynków. Gotówki potrzebowała też część przedsiębiorstw. W maju zaś łącznie fundusze obligacji pozyskały nieco ponad 200 mln zł nowych wpłat. Klienci unikali jednak funduszy opierających się na papierach o najkrótszym terminie zapadalności.
Co ciekawe, przewagę umorzeń nad wpłatami zanotowały m.in. fundusze obligacji oferowane przez PKO TFI, największe towarzystwo na rynku kapitałowym. Z drugiej strony dodatnie saldo sprzedaży miały w maju PKO Technologii i Innowacji Globalny oraz PKO Medycyny i Demografii Globalny. Trudno jednak oczekiwać, by konserwatywni uczestnicy funduszy obligacji nagle zainteresowali się tak ryzykownymi strategiami. – Jeśli chodzi o te fundusze, to sytuacja zmienia się z dnia na dzień, bo rynki są w ostatnich dniach bardzo rozchwiane – przyznaje Piotr Żochowski, prezes PKO TFI. – Jednego dnia przeważają napływy, drugiego umorzenia – dodaje. – Aby pojawił się jakiś stały napływ, klienci powinni zobaczyć stabilny wzrost przez kilka tygodni. Czy tak się stanie? Nie wiem, może to być trudne, zwłaszcza że spółki technologiczne cały czas są w okolicy historycznie najwyższych wycen, a rynki chodzą raczej w rytmie informacji o koronawirusie i tego, co się dzieje w polityce – przypomina. – Wraca na przykład temat Chiny–USA, a te napięcia mocno im nie służą. Ale są też inne czynniki, jak na przykład odporność tych spółek na pandemię – komentuje prezes PKO TFI.
Domieszka akcji
Zmienić podejście klientów funduszy do ryzyka nie będzie jednak tak łatwo. Z perspektywy TFI ważne jest m.in., by dokładnie ustalić okres możliwej inwestycji.
– Oczywiście produkt musi być dopasowany do profilu ryzyka każdego klienta – zauważa Jacek Janiuk, prezes Pekao TFI. – Dysponujemy dziś takimi funduszami, które możemy zaoferować klientom dotąd inwestującym w najbezpieczniejsze fundusze – przekonuje. – Ryzyko jest w nich wyższe, ale nadal umiarkowane, nieporównywalne z funduszami akcji czy mieszanymi. Takimi produktami są przykładowo Pekao Kompas czy Pekao Strategii Globalnej – konserwatywny – twierdzi prezes Pekao TFI. Jednak w związku z istotną zmianą sytuacji na rynkach pojawią się w ofercie towarzystwa dwa całkiem nowe fundusze, jeden z minimalnym komponentem akcji, a drugi z wysoko dochodowymi obligacjami. – Będą one skierowane do konserwatywnych klientów, którzy dotąd trzymali środki w funduszach o niskim ryzyku. Będą też stanowić dobrą bazę do wyjścia z klientami w stronę bardziej ryzykownych produktów – zapowiada Janiuk. W dotychczasowych funduszach dłużnych Pekao TFI nie planuje dokonywać zmian w strategiach.
– Mamy obecnie do czynienia z zupełnie nową sytuacją na naszym rynku finansowym. Tak niski poziom stóp procentowych to duże wyzwanie zarówno dla zarządzających jak i dla klientów – przyznaje Jarosław Skorulski, prezes BNP Paribas TFI. – Po pierwsze inwestorzy muszą się do tej sytuacji przyzwyczaić i zaakceptować ją w perspektywie nadchodzących miesięcy czy nawet lat. Po drugie muszą uświadomić sobie, że aby uzyskać wyższe stopy zwrotu, należy podjąć nieco wyższe ryzyko – podkreśla prezes BNP Paribas TFI. Jego zdaniem możliwości jest kilka. – Można część inwestycji przeznaczyć na aktywa o wyższej potencjalnej stopie zwrotu (i wyższym ryzyku), np. na inwestycje w akcje. Można też przesunąć inwestycje w ramach danej klasy aktywów do tych, które dają szansę na wyższy zysk, ale nie podnoszą ryzyka tak istotnie jak akcje. W naszym przypadku będziemy proponowali inwestorom inwestycje w nasz fundusz BNP Paribas Obligacji Wysokodochodowych, czyli inwestowanie w dalszym ciągu w obligacje, ale o trochę wyższej zmienności – ocenia Skorulski. Jak tłumaczy, strategia tego funduszu przewiduje zarówno inwestycje w obligacje rządowe rynków wschodzących, jak i obligacje przedsiębiorstw o niższym ratingu kredytowym. – Większość inwestycji lokowana jest na rynkach zagranicznych przy zabezpieczonym ryzyku walutowym. Tego typu inwestycja daje możliwość zapewnienia zysku przewyższającego inflację, co jest i będzie raczej niemożliwe w przypadku depozytów i krótkoterminowych inwestycji w obligacje skarbowe – przewiduje Skorulski.
Zysk niezależnie od warunków?
Ciekawą alternatywą mogłyby być obecnie fundusze absolutnej stopy zwrotu, jednak ta kategoria w ostatnich latach jest w odwrocie, jeśli chodzi o sprzedaż. Grupa jest też bardzo zróżnicowana pod względem realizowanej strategii oraz wyników. Niewiele z nich może się też pochwalić stabilnymi notowaniami. Z otwartych funduszy ASZ warto przyjrzeć się m.in. Skarbiec Market Neutral czy AXA Globalnej Makroalokacji. Ich konstrukcja jest podobna. Ten drugi zbudowany jest ze spółek z Europy Zachodniej. Portfel zabezpieczony jest krótką pozycją na indeks Stoxx Europe 600.