Forum w Krynicy

Grzegorz Zawada: Giełda w Rijadzie jest kilka lat za GPW

Gościem Piotra Zająca w studiu #PROSTOzKRYNICY był Grzegorz Zawada, dyrektor DM PKO BP.
Foto: parkiet.com

Czy dobrze liczę, że jest pan dziś trzeci dzień w pracy?

Tak, od poniedziałku zacząłem pracę w PKO BP jako dyrektor domu maklerskiego, ale także w centrum bankowości prywatnej.

Wcześniej była krótka przygoda w Arabii Saudyjskiej. Jakie ma pan po niej przemyślenia? Różnice, podobieństwa między tamtym rynkiem a warszawskim?

Tak, przez ostatnich osiem miesięcy pracowałem w Rijadzie na Giełdzie Papierów Wartościowych w Arabii Saudyjskiej, byłem tam szefem strategii, a moją główną rolą było przejrzenie strategii giełdy, wprowadzenie nowych rozwiązań w zakresie oceny i analizy tego, co na giełdzie się dzieje. Konkludując, giełda w Rijadzie jest kilka lat za giełdą w Warszawie.

W tym roku głównym wydarzeniem było wprowadzenie Arabii Saudyjskiej do indeksu MSCI Emerging Markets, z dość sporym udziałem, bo 2,7-proc. To wywołało gigantyczne obroty na tamtym rynku, ponieważ wejście w skład indeksu było podzielone na dwie transze. Pierwsza w maju – było to 28 mld zł w przeliczeniu dziennego wolumenu obrotu w dniu włączenia tego rynku do MSCI Emerging Markets. Kolejne 28 mld zł „wydarzyło się" 28 sierpnia, więc pod względem obrotów był to ogromny zastrzyk nowych pieniędzy. Rynek jest dużo mniejszy, jeśli chodzi o liczbę spółek, ponieważ jest ich tam 193 wobec naszych450. Jednak kapitalizacja tych spółek jest kilkakrotnie większa niż firm na GPW, a średnie obroty to 3–4 mld zł dziennie. W szczycie koniunktury w 2008 r. było to dwa razy tyle.

Podobnie jak na warszawskiej giełdzie od wielu lat dominuje rynek akcji. Rynek obligacji istnieje relatywnie od niedawna i jest on dużo mniej popularny niż akcji. Głównie są to obligacje skarbowe, przy czym mają one specyficzną formę – są zgodne z prawem islamskim, mogą w nie inwestować te fundusze i ci inwestorzy, dla których istotne jest, aby spełniały kryteria szariatu.

A co z instrumentami pochodnymi?

W tym roku rusza tam rynek derywatów. Zaczynają również od tego samego produktu, który jest u nas najpopularniejszy, czyli od kontraktów indeksowych. Będą to kontrakty na indeks MT30, czyli 30 najbardziej płynnych spółek na giełdzie.

Pewne rzeczy, które już u nas funkcjonują, tam dopiero się zaczynają. Dużą rolę pełni program prywatyzacji, sporo spółek, które pojawiły się na giełdzie, jest z portfela skarbu państwa. Jest dużo podobieństw, ale kilka lat jeszcze musi upłynąć, zanim dojdą z pewnymi rozwiązaniami do rozwiązań istniejących na rynku polskim.

Co ciekawe, jest to rynek mocno zdominowany przez inwestora detalicznego. Do 80 proc. dziennych obrotów generują inwestorzy indywidualni, którzy są nieco zasobniejsi, jeśli chodzi o portfele.

Czego możemy się nauczyć od rynku arabskiego? Czy raczej czego oni mogą się od nas nauczyć, my możemy im co najwyżej zazdrościć obrotów.

Jeśli chodzi o płynność, na pewno możemy im zazdrościć, bo tych spółek jest dużo mniej, a jednak obroty są dość duże. Jeśli chodzi o rozwiązania technologiczne czy strukturę rynku, to raczej oni mogą zazdrościć nam większego udziału inwestorów zagranicznych czy rozwiązań infrastrukturalnych, których tam jeszcze nie ma. My pewnie możemy im pozazdrościć siły inwestora indywidualnego.

U nas chyba inwestor indywidualny nie jest w dobrym humorze. Ze świecą szukać dobrych spółek. Czy ma pan na to jakąś receptę?

Prostej recepty oczywiście nie ma. Jest duża dywergencja między tym, co się dzieje w gospodarce, a tym, co się dzieje na rynku. Myślę, że rynek cierpi na pewnego rodzaju niedoskonałości zarówno strukturalne, jak i cykliczne. Po stronie cyklicznej powiedziałbym, że w spółkach nie dzieje się tak dobrze jak w gospodarce. Jeśli popatrzymy na wyniki – one nie do końca odzwierciedlają mocny wzrost PKB. Nawet jak na kraj z grona emerging markets wzrosty PKB na poziomie 4 proc. czy 5 proc. są świetne. Dla porównania w Arabii Saudyjskiej w tym roku jest to wzrost na poziomie 2,2 proc. Wydaje się, że czynniki cykliczne powinny się odwrócić i będzie to sprzyjało poprawie sytuacji na polskim rynku.

Jeśli chodzi o czynniki strukturalne, to bardzo mocno zmieniła się strona polskich instytucji. Po wydarzeniach z ostatniego roku kilka instytucji albo zniknęło z rynku, albo zmieniło swój profil. To, co również zaobserwowaliśmy, to zmiana struktury oszczędności czy zmiana podejścia do budowania portfela oszczędności. Podobnie, jak ma to miejsce w Niemczech czy we Francji, komponent akcyjny pozostaje relatywnie mały i obawiamy się, że to jest strukturalna zmiana na rynku, która będzie trwała. Polacy nie będą tak jak Amerykanie dążyli do posiadania kilkudziesięciu procent inwestycji w akcjach. Na to nakładają się wątki regulacyjne takie jak MiFID, MAR, dużo biurokracji, która nie jest zrozumiała dla inwestorów.

Powiązane artykuły