Cena dolara skoczyła z 3,78 zł do 3,87 zł, a frank szwajcarski znowu jest blisko psychologicznej bariery 4 zł (na początku roku kosztował około 3,90 zł). Skąd ta przecena naszej waluty?
Jak wskazuje Konrad Białas, główny ekonomista TMS Brokers, z jednej strony na początku roku złotemu zabrakło już argumentów do dalszego umocnienia, z drugiej zaś pojawiły się też czynniki, które zaczęły negatywnie wpływać na jego wycenę. Jest to m.in. wzrost globalnej awersji do ryzyka i ucieczka w kierunku bardziej bezpiecznych aktywów. Jak jednak wyjaśnia Białas, swoje piętno odcisnęły także czynniki lokalne.
– Ostatnio do globalnej awersji do ryzyka doszła popularyzacja w zagranicznych mediach chaosu w polskim sądownictwie, na który krytycznie reaguje Komisja Europejska. Osobiście uważam, że dopóki Unia Europejska nie postawi jasnego ultimatum z groźbą sankcji gospodarczych, wymiana listów między Brukselą i Warszawą nie powinna inwestorów zanadto niepokoić. Obecnie jednak obawy KE o praworządność w Polsce dolewają oliwy do ognia i dają dodatkowy pretekst, by oczekiwać większej zmienności – wskazuje Białas.
Przeciąganie liny z Unią Europejską w najbliższych dniach może jednak zejść na dalszy plan. Tematem numer jeden jest teraz rozprzestrzeniający się koronawirus, który w poniedziałek spowodował, że inwestorzy jeszcze łaskawszym okiem spojrzeli na bezpieczne przystanie. Ucierpiały na tym chociażby rynki akcji, ale również złoty, który tracił do głównych walut około 0,4 proc.
– Biorąc pod uwagę, że okres inkubacji koronawirusa wynosi dwa tygodnie, jeszcze przez klika dni należy się spodziewać wzrostu liczby przypadków zachorowań oraz zgonów. To będzie najtrudniejszy okres dla złotego i w zależności od skali paniki na rynkach zewnętrznych EUR/PLN może znaleźć się w każdym punkcie przedziału 4,28-4,32. Jednak nie spodziewam się, by wyskoki ponad 4,30 były do trwalszego utrzymania – twierdzi Białas.