Felietony

Ekologia i rozwój

Współcześnie Polska stała się pariasem zatruwającym planetę. Dotkliwie brakuje nam masowego ruchu społecznego dążącego do wykorzystania ekologii na rzecz rozwoju

Andrzej S. Nartowski, ekspert corporate governance

Foto: Fotorzepa, Małgorzata Pstrągowska

Zdarza się, że nie zwraca się uwagi na pozornie błahe wydarzenia, które uruchamiają wielkie procesy dziejowe. 3 grudnia 1968 r. Zgromadzenie Ogólne Narodów Zjednoczonych przyjęło rezolucję 2398 (XXIII) dotyczącą związku między sytuacją biosfery a warunkami życia ludzkiego. Prawdą jest, że Zgromadzenie Ogólne podejmuje wiele rezolucji, że często kończy się na pięknych słowach, dobrych chęciach i rozczarowaniu – tym razem wszakże sprawy potoczyły się szybko i znacznie dalej, niż się spodziewano. Projekt zgłosiła Szwecja, poparły ją 54 państwa, rezolucję przyjęto bez sprzeciwu. Przewidywała ona m.in., że sekretarz generalny przedłoży niebawem raport o możliwości rozwoju współpracy międzynarodowej w dziedzinie ochrony środowiska.

Sekretarz generalny ONZ często bywa wzywany do przedkładania rozmaitych raportów. Dysponuje on aparatem administracyjnym, powołuje zespoły ekspertów, powierza im zadania i ogłasza efekty ich prac. Często zanim zamówiony raport ujrzy światło dzienne, społeczność międzynarodowa zapomni już o sprawie. Lecz dokument pod nazwą „Raport o problemach środowiska człowieka" (potocznie nazwany „Raportem U Thanta"), ogłoszony 26 maja 1969 r., natychmiast przykuł uwagę światowej opinii. Prawdopodobnie niewielu przeczytało to opracowanie, lecz media zręcznie wyłowiły zeń smaczne fragmenty i poniosły je w świat. Oświecona część ludzkości rychło uległa romantyce Statku Kosmicznego Ziemia – samotnego błękitnego punkciku we wszechświecie, wymagającego wspólnego wysiłku na rzecz ocalenia przed zagładą.

Przed 50 laty sporo pisałem na temat potrzeby ochrony środowiska traktowanej jako jedno z podstawowych praw człowieka. Nie wywołało to szerszego echa. Inicjatywy dotyczące środowiska rozwijane były poza Polską, bez jej udziału, wkładu, zainteresowania. Lecz społeczność międzynarodowa zmierzała, krok po kroku, do utrwalenia powszechnej świadomości, że bez poszanowania środowiska nie dojdzie do postępu społecznego i rozwoju. Współcześnie Polska stała się pariasem zatruwającym planetę. Dotkliwie brakuje nam masowego ruchu społecznego dążącego do wykorzystania ekologii na rzecz rozwoju. Świat nabył wystarczającą świadomość ekologiczną, by wznieść się ponad słuszne slogany. Jesteśmy w stanie obliczyć, w jakim stopniu kraje, branże, nawet indywidualne podmioty gospodarcze wpływają na środowisko oraz jakie są konsekwencje tego wpływu w biosferze i w sferze finansów.

Odchodzimy od słów w stronę liczb. Świat wprowadza surowe rygory sprawozdawania o oddziaływaniu na środowisko. Finansiści blokują kredyty na inwestycje antyekologiczne. Fundusze inwestycyjne odstępują od inwestowania w brudne dziedziny gospodarki i brudne spółki. My konsekwentnie zmierzamy na przekór.

Następstwa będą dwojakie. Koszty niszczenia biosfery z czasem przerosną nasze możliwości. Jako kraj niechętny środowisku stracimy dostęp do finansowania. Nie zdajemy sobie sprawy, że ekologia staje się motorem rozwoju gospodarczego.

Niechęć do środowiska jest w Polsce wszechobecna. Jak Don Kichot rząd podjął szaleńczą walkę z wiatrakami. Lasy Państwowe tną drzewostan na potęgę dla krótkoterminowych korzyści finansowych. Polska nie tylko uporczywie trwa przy górnictwie węgla kamiennego i brunatnego, ale także ślepo wierzy w jego przyszłość: górnikom obiecano zatrudnienie do 2049 r., kontrowersyjnej kopalni Turów przedłużono koncesję do 2044 r., co wpędziło Polskę w beznadziejny spór z Czechami – tym groźniejszy, że rozpędzono zawodowych dyplomatów. Energetyka działa na granicy wydolności, kosztuje sporo, wymaga reform, których nie ma kto opracować, sfinansować, przeprowadzić. Bezsporne argumenty ekologów w sprawach górnictwa i energetyki przegrywają z uporem związkowców broniących wygodnego dla nich stanu rzeczy. Wszak ekolodzy nie pójdą z łomami na Warszawę. Szkoda.

Zamiast podejmować racjonalne działania, rząd snuje absurdalne wizje wyprodukowania w Polsce miliona samochodów elektrycznych; zanim (jeżeli w ogóle!) pierwszy z nich zjedzie z taśmy, udusimy się spalinami: wszak corocznie sprowadzamy z Zachodu milion starych diesli, wielu z nich tam odmówiono już przedłużenia rejestracji. Lokalne samorządy walczą z LGBT zamiast z trującymi wyziewami skorodowanych rur. Nie mamy racjonalnej gospodarki odpadami, nie istnieją systemy skupu opakowań szklanych i plastikowych. Energia rządzących została skierowana na Narodowy Przekop Mierzei Wiślanej. Przekop kosztowny, dla rozwoju bezużyteczny, dla ekologii (w najlepszym razie!) neutralny.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.