Generalnie na pozostałych rynkach bazowych do tego nie doszło. W średnim terminie zza Oceanu płynie więc na razie odosobnione wskazanie przemawiające za wejściem w poważniejszy ruch korygujący. Byłoby to zgodne z historycznym wzorcem 4-letniego cyklu prezydenckiego, w którym słabe zachowanie amerykańskiego rynku akcji jest wyróżnikiem pierwszych trzech kwartałów trwającego właśnie roku drugiego. Przy okazji, w kontekście bieżących wydarzeń na Bliskim Wschodzie, warto wspomnieć, iż próby wyjaśnienia tej zależności opierają się na założeniu, iż o ile w pierwszym roku kadencji amerykańscy prezydenci zazwyczaj w większym stopniu koncentrują się na realizacji mniej wymagających obietnic wyborczych, a w roku trzecim i czwartym bardziej na stymulacji gospodarki, to rok drugi stanowi okienko dla bardziej ryzykownych czy niepopularnych decyzji, w szczególności dotyczących polityki zagranicznej. Na krótką metę natomiast w bieżącym tygodniu pojawiły się wskazania przemawiające za odreagowaniem S&P 500 w górę, do których można zaliczyć zarówno najniższe od czasu cyklicznego dna z kwietnia ub.r. odczyty RSI, jak i wystarczająco schłodzone nastroje. Nawet z punktu widzenia wspominanego cyklu prezydenckiego odchylenie w dół od sezonowego wzorca jest na tyle znaczące, że mogłoby stać się powodem tymczasowej kontrakcji.