Reklama

Ludzkie wyzwania

Zarządzanie spółką giełdową jest trudniejsze niż w przypadku nienotowanych konkurentów praktycznie w każdym obszarze. Jako najbardziej oczywiste przychodzą nam do głowy kwestie bezpośrednio powiązane z raportowaniem, tj. identyfikacja informacji poufnej czy sporządzanie różnego rodzaju sprawozdań, ale w zasadzie każdy zwykły problem z perspektywy podmiotu poddanego wysokim standardom przejrzystości staje się problemem specyficznym.
Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych

Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych

Foto: parkiet.tv

Jednym z takich obszarów, które wprost nie są dotknięte wymogami giełdowymi, ale pośrednio – w wyniku otwartości informacyjnej spółki – stają się problematyczne, jest zarządzanie kadrami. Otwarte prezentowanie spodziewanych zysków, kreślenie inwestorom optymistycznych planów na przyszłość, czy pełna przejrzystość wynagrodzeń zarządu powodują, że inaczej należy podejść choćby do motywacji pracowników czy do komunikacji ze związkami zawodowymi. Dlatego rokrocznie organizujemy Kongres HR SEG, aby przybliżyć te problemy i zaproponować ich rozwiązania. Zajmiemy się głównie zagadnieniami prawnymi, technologicznymi, demograficznymi i – co za znak czasów – zapewnieniem bezpieczeństwa, bynajmniej nie w ujęciu materialnym czy psychologicznym, ale jak najbardziej w sensie czysto fizycznym.

Kwestie prawne obejmują przede wszystkim zmiany regulacji w zakresie równości i jawności płac. Spółki giełdowe przyzwyczajone już są do przejrzystości wynagrodzeń na szczeblu zarządów i rad nadzorczych, ale wprowadzenie jawności na niższym szczeblu będzie nie lada wyzwaniem. Zajmiemy się też zagadnieniami świadczenia pracy w oparciu o inne umowy niż ta o pracę, czyli np. zlecenia lub B2B. Nowe uprawnienia organu nadzoru mogą spowodować konieczność przekształcania niektórych relacji cywilnoprawnych na umowy o pracę, co może generować określone koszty i ryzyka.

Problemem z pogranicza prawa i psychologii jest kwestia wdrażania dyrektywy kompetencyjnej nazwanej niepotrzebnie i niesłusznie „Women on Boards”. Gdyby nie ta zwodnicza nieformalna nazwa, dużo prościej byłoby procedować implementację do polskiego porządku prawnego (mamy już ponad rok opóźnienia) oraz bezpośrednio wdrażać ją w spółkach. Wyciągnięcie na sztandary prostego przekazu, że chodzi o to, aby powołanie w poczet najwyższych władz korporacyjnych uzależnione było od kompetencji, prawdopodobnie nie generowałoby takiego oporu materii, z jakim mamy dziś do czynienia.

Drugi wątek to kwestia demografii – jest nas coraz mniej i musimy się nauczyć coraz lepiej korzystać z wiedzy tych, którzy chcą pracować. Możemy to robić starając się zatrzymać jak najdłużej na rynku pracy osoby doświadczone, które nie zawsze są w stanie angażować się w wymiarze pełnego etatu pracy stacjonarnej, ale mogą pomóc w przypadku zastosowania elastycznych form zatrudnienia. Ich etos pracy, sumienność, odpowiedzialność to atuty, które najczęściej są więcej niż rekompensatą za ich oczekiwania dotyczące formy pracy. Musimy też być bardziej konkurencyjni w łowieniu talentów, których przecież na rynku będzie coraz mniej. Przy czym nie chodzi o licytowanie się na wysokość wynagrodzenia czy sumę benefitów – kluczowe jest takie skomponowanie stanowiska pracy, aby było ono maksymalnie atrakcyjne.

Brak rąk i głów do pracy możemy częściowo zastąpić rozwojem technologii – zarówno w obszarze bezpośredniej substytucji, jak i wsparcia wielu procesów, aby wymagały jak najmniej pracy i przebiegały w maksymalnie efektywny sposób. Jeśli coraz trudniej o pracowników, zaprzęgnijmy do ich pozyskiwania sztuczną inteligencję. Jeśli musimy dbać o rozwój pracowników, wykorzystajmy najnowocześniejszą technologię do analizy potrzeb rozwojowych, a następnie do opracowania ścieżek adekwatnych dla poszczególnych osób. Osobom kreatywnym dajmy asystentów AI, żeby jak najlepiej wykorzystały swój potencjał.

Reklama
Reklama

Na koniec wspomnę o jeszcze jednym bardzo ważnym obszarze obowiązków pracodawcy – zadbanie o fizyczne bezpieczeństwo pracowników. Przy czym nie chodzi tu o BHP, tylko o zapewnienie bezpieczeństwa w przypadku fizycznego zagrożenia. Ważne tu są nie tyle regulacje, co czysta pragmatyka. Jeśli w okolicy pojawią się np. obce drony, naturalnym ludzkim zachowaniem pracowników będzie zadbanie o bezpieczeństwo swoje i najbliższych. Jeśli zatem chcemy utrzymać kontynuację produkcji, nasi pracownicy muszą się czuć bezpiecznie. Muszą mieć dostęp do wiarygodnych informacji, muszą wiedzieć, jak się zachować w sytuacji zagrożenia i muszą być przekonani, że ich rodziny też to wiedzą i sobie bez nich poradzą.

Dlatego bardzo ważne są prewencyjne szkolenia w zakresie obrony cywilnej dla pracowników i ich najbliższych, więc ten temat poruszymy bardzo szeroko. Tym bardziej, że coraz mniejsza część społeczeństwa pamięta, jak sobie radzić w przypadku niedoboru produktów i usług uznawanych dziś za oczywiste i niezbywalne. Przy czym zamiast robiącego ostatnio karierę „plecaka ewakuacyjnego” proponujemy „szafę stacjonarną”. Plecak ma sens wtedy, kiedy mamy dokąd się ewakuować. Tymczasem dla zdecydowanej większości społeczeństwa w sytuacji ewentualnego zagrożenia najbezpieczniejszym miejscem pozostanie ich miejsce zamieszkania, należy się jednak przygotować na brak prądu, wody, gazu i internetu. Mam nadzieję, że nagrodą będzie dla nas sam komfort świadomości, że wiemy, jak się zachować w sytuacjach ekstremalnych i że nigdy nie będziemy musieli sięgnąć po nagrodę właściwą, tj. po wykorzystanie tej wiedzy w praktyce.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama