Kończyłem pisząc między innymi, że warto chyba poczekać z poważnym zaangażowaniem kapitału na wyjaśnienie kwestii Iranu (myślę, że maksimum jeden miesiąc) oraz ceł. Problemy związane z zastosowaniami AI z nami pozostaną na zawsze i trzeba się z tym pogodzić.
Nadal (według mnie) to zalecenie (nie rekomendacja) jest aktualne. Reakcja na atak Izraela i USA na Iran jest bardzo umiarkowana. Owszem, ropa mocno zdrożała – od czasu sprzed wojny, kiedy rynek się już szykował do nieuniknionego ataku zdrożała o około 70 proc. do okolic 96 USD (amerykańska WTI). Oczywiście to cena w dniu pisania komentarza (17.03), chociaż powinno się też chyba podawać godzinę.
Iran de facto zablokował Cieśninę Ormuz przepuszczając jedynie tankowce chińskie i chyba te z flagą Indii. Iran szykował się do wojny od dawna, co (jak widać było w drugiej połowie marca) zaskoczyło USA. Kuriozalna była wypowiedź prezydenta Donalda Trumpa przytaczana przez agencję Reutera. Powiedział, że „Oni (Iran) nie mieli atakować wszystkich innych krajów na Bliskim Wschodzie”. „Nikt się tego nie spodziewał. Byliśmy w szoku”. W szoku? Przecież Iran to zapowiadał...
Generalnie wypowiedzi prezydenta USA pokazywały, że ich Epicka Furia zamienia się powoli na epickie zamieszanie (określenie zapożyczone od pani Patrycji Sasnal). Trump codziennie zapewniał, że USA już na początku ataku wygrały tę wojnę, ale jak sardonicznie pisze agencja Reutera „wygląda na to, że Iranowi nikt o tym nie powiedział”. Poza tym USA najwyraźniej nie dają sobie rady z odblokowaniem Cieśniny Ormuz.
A jest jeszcze możliwość zablokowania cieśniny Bab al-Mandab (Brama Łez), co zablokowałoby drogę z Morza Czerwonego. USA zażądały wręcz udziału innych krajów NATO w odblokowaniu drogi dla tankowców, ale nikt do tego się nie pali. W końcu przecież USA jednostronnie, bez najmniejszych konsultacji (pozorując rozmowy z Iranem) dały się wciągnąć premierowi Izraela w tę wojnę.