Reklama

Polska i Komisja Europejska inaczej definiują dług publiczny

Główna różnica to klasyfikacja funduszy pozabudżetowych w PFR i BGK, które według KE są częścią sektora finansów publicznych, a według metodologii PL – nie. Problem w tym, że te zobowiązania i tak musi spłacić państwo, niezależnie od tego, jak są traktowane.
Marcin Materna, CFA, doradca inwestycyjny, BM Banku Millennium

Marcin Materna, CFA, doradca inwestycyjny, BM Banku Millennium

Foto: materiały prasowe/D. Sobieski

Po co krajowa definicja długu, skoro jest unijna? Ano po to, aby zmniejszyć ryzyko przekroczenia progu dług/PKB=60 proc. i związanych z tym konsekwencji. Tak jak łatwiej zbić termometr niż się leczyć, prościej zmienić definicję długu do obliczania wskaźnika kontrolnego niż zacząć oszczędzać.

Warto zauważyć, że metodologia UE przewiduje, że już w 2026 r. przekroczymy konstytucyjny limit długu. Według krajowej mamy jeszcze sporo zapasu (na koniec 2025 r. około 50 proc.).

A oto czym grozi przekroczenie limitów:

¶ przy długu/PKB powyżej 55 proc. należy m.in. ograniczyć waloryzację np. emerytur/wynagrodzeń w budżetówce i przygotować budżet przy założeniu obniżonego wskaźnika dług/PKB,

¶ przekroczenie wskaźnika dług/PKB 60 proc. to większy kaliber: natychmiastowe przygotowanie budżetu bez deficytu, wdrożenie planu naprawczego, zakaz zaciągania nowych pożyczek zwiększających dług.

Reklama
Reklama

Używanie krajowej definicji długu jest od lat krytykowane. Prowadzi do niedoszacowania zobowiązań budżetu i spadku transparentności finansów publicznych. Dodatkowo sytuację komplikuje fakt, że zaciąganie części długu (via fundusze) jest poza kontrolą Sejmu.

I tu na scenę wkracza prezydent. Podpisanie przez niego budżetu uznano za sukces zdrowego rozsądku. Mało kto jednak zauważył, że głowa państwa, kierując potem ustawę do TK, zleciła m.in. zbadanie, czy jest zgodne z konstytucją:

¶ dopuszczenie do zaciągania przez budżet zobowiązań, które mogą doprowadzić do przekroczenia limitu dług/PKB=60 proc. wg metodologii unijnej,

¶ czy nie narusza ustawy zasadniczej pomijanie części zadłużenia w krajowej definicji długu.

W uproszczeniu prezydent pyta, czy bazowanie na krajowej, „elastycznej”, definicji długu jest zgodne z Konstytucją i czy nie jest czasem próbą niekonstytucyjnego obejścia progu dług/PKB=60 proc..

W zasadzie wszystkie strony politycznego sporu powinny wniosek pochwalić. Opozycja, gdyż pomysł wyszedł z jej środowiska, a koalicja z powodów, które wielokrotnie podnosiła w latach 2016–23 („buduje się równoległy budżet, ukrywa się dług poza jego ramami, omija limit 60 proc.”). Prezydent używa dziś argumentów obecnej koalicji, gdy ta była opozycją.

Reklama
Reklama

Trybunał Konstytucyjny może przychylić się do wniosku prezydenta. Wyroku można nie uznać. Jednak jest jeden mały problem – uzna go prezydent. W takim scenariuszu trudno będzie od niego oczekiwać, że podpisze ustawy wprowadzające wyższe wydatki budżetu, prowadzące do zwiększenia długu publicznego, chyba że wskazane zostaną inne środki na ich sfinansowanie. Zażąda też pewnie przedstawienia planu naprawczego. Może być ciekawie.

Czy wniosek prezydenta zapoczątkuje merytoryczną dyskusję o stanie finansów państwa? Wątpię. Ale 6 proc. deficytu raczej nie można utrzymywać w nieskończoność. A im później Sejm się tym zajmie, tym boleśniejsze będzie leczenie.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama