Felietony

Giełdowa echolokacja

Kreski (wykresy) mają to do siebie, że nie posiadają zmysłu mowy, węchu, słuchu, dotyku, smaku. Ale możliwe, że ta echolokacja jakoś tam działa

Piotr Neidek ekspert, DM mBanku

Foto: Archiwum

Obecnie dostępnych jest nieskończenie wiele podręczników i przewodników, pozwalających oprowadzić i wprowadzić w świat finansów nieopierzonych adeptów rynków finansowych. „Za moich czasów" były jedynie dostępne polskie przekłady zagranicznych książek za pośrednictwem WIG-Press. Podczas studiów korzystałem z programu Abakus, który potrafił w kilkanaście minut zassać dane z polskiej giełdy i wrzucić to na wykres. Normalnie bajka. Włos się jeżył na głowie, kiedy w piątunio zamiast wspólnych z kumplami swawoli na Piotrkowska Strasse, siedziało się w uniwersyteckiej kawiarence, czekając na podsumowanie wydarzeń na GPW. Meandry analizy technicznej były wówczas afrodyzjakiem znacznie mocniejszym niż dzisiejsza oferta pubów w moim mieście. Wprawdzie Boguś L. określił tę przystań jako Miasto Meneli, to i tak najkrótsze miasto w Polsce Uć nadal potrafi zaskakiwać. Tutaj chciałbym się przyznać, że „razem" z Bogusiem L. grałem w filmie „Reich". Zdjęcia były kręcone na placu budowy obecnej Filharmonii Łódzkiej. Pamiętam, że Mirosław Baka spóźnił się wtedy na zdjęcia i kierownik planu szukał osoby, która z tyłu nie odbiega posturą od Pana Mirosława. Padło na mnie. OK. Dla studenta zawsze była to okazja do mocniejszego zastrzyku gotówki. Udałem się do pobliskiej przyczepy w celach charakteryzacji. Klamka, drzwi do siebie, grzeczna alokacja na fotelu i szok. Z mojej lewej strony, siedział Pan Bogusław. Uśmiech nie ustępował z jego twarzy. Nad wyraz sympatyczna persona. Zero K, zero Ch., nie wspominając o S. Pełna kultura. Zamieniliśmy kilka słów, trwało to chwilkę i z chemią na głowie wyruszyłem na plan filmowy. Zdjęcia, akcja, dubelek, drugi, trzeci. Zakończyło się gdzieś przed 3:00.

Rano na uczelnię, a tam pełno wykładów, ciekawszych ćwiczeń jak na lekarstwo. Po południu azymut na kawiarenkę internetową, a później na zebranie Studenckiego Koła Naukowego Stratos przy UŁ. A tam dysputa z mgr. Janiszewskim o rynku, wykresach, sygnałach, predykcjach i pomysłach na jutro.

Wszystko to działo się dwie dekady temu. Obecnie rynek nie wygląda inaczej. Nadal nie rozpieszcza, edukuje, karze i podpowiada, co dalej. Pomimo 20 lat rozwoju komputerów, softu i algorytmów, nadal ludzkie oko jest kluczowe do wyłapania najważniejszych sygnałów płynących z wykresów. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że statystycznie każdy inwestor ma prawie dwoje oczu, to dlaczego tak wiele błędów nadal jest popełnianych? I czy do obserwacji, potrzebny jest wzrok?

James Holmes z UK był pasjonatem podróżowania. Lubił zmiany i wyzwania stawiane mu przez życie, niekoniecznie w kategoriach mu sprzyjających. W wieku dwudziestu paru lat stracił wzrok. Pech? Dla większości z nas zapewne tak, jednakże, jak się później okazało, było to zdarzenie, dzięki któremu odzyskał możliwość widzenia. Będąc osobą o znacznie ograniczonym polu widzenia, zwiedził Syberię, Australię, przebył oceany, odwiedził Seszele, Madagaskar, południową Europę. Został uznany za jednego z kluczowych podróżników UK i wstąpił do grona Royal Society. Przeszedł do historii nauki jako osoba o wyostrzonych zdolnościach echolokacji. Potrafił widzieć to, czego inni nie potrafili dostrzec gołym, zdrowym okiem. Posiadł zdolność definiowania otaczającego go świata za pomocą zmysłów innych niż wzrok. Ciekawe, jak wyglądałoby jego życie dzisiaj w świecie pełnym kubitów, algorytmów i podstępnych sygnałów na rynkach finansowych?

A może pośród inwestorów, analityków, techników czy też miłośników fundamentów, jest ktoś, kto potrafi dostrzec więcej niż widać na ekranach komputerów? Z jednej strony przeczucie, z drugiej zew, a z kolejnej strach. W które tony zagrać podczas jutrzejszej sesji? Z doświadczenia wiem, że zazwyczaj należy grać to, co widać i to, co wysyła w naszą stronę wykres, a nie to, co chcielibyśmy ujrzeć. Kreski (wykresy) mają to do siebie, że nie posiadają zmysłu mowy, węchu, słuchu, dotyku, smaku. Ale możliwe, że ta echolokacja jakoś tam działa i kiedy z wielu stron docierają sygnały, analiza techniczna potrafi wymuskać te właściwe, najbardziej zyskowne. Dlaczego to działa? A dlaczego bitcoin kwotowany był nie tak dawno po 60 000 USD, skoro nadal nikt nie widział go na oczy? I jak to się stało, że w kilka tygodni jego kurs został przepołowiony? Dlaczego? Odpowiedź jest nad wyraz prosta: Bo mógł to zrobić. Prawa ekonomii wynikają z ustalonych oczekiwań nas wszystkich, a nie z twardych zasad nauk ścisłych. Ekonomia jest częścią nauk humanistycznych, a to oznacza, że kreowanie nowych zasad jest kwestią czasu, no i potrzebą społecznej akceptacji.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.