Felietony

Najbardziej niedoceniany czynnik ryzyka 2021 r.

W sferze społecznej nadchodzący czas może okazać się burzliwy. Pandemia zrodzi licznych przegranych.

Andrzej Halesiak, ekonomista, członek TEP i Rady Programowej Kongresu Obywatelskiego

Foto: materiały prasowe

Skończył się rok 2020, rok pandemii i związanego z nią kryzysu gospodarczego, głębokiej globalnej recesji. Wielu z niecierpliwością oczekiwało, by zaczął się już nowy, 2021 rok. W powszechnym oczekiwaniu ma to być czas wychodzenia na prostą. Podstawę tych optymistycznych oczekiwań stanowią szczepionki – pierwsi pacjenci w niektórych krajach już ją otrzymali. W tym roku szczepienia mają się stać czymś powszechnym. Wraz z tym ograniczenia aktywności (edukacja, rozrywka, handel itd.) przejdą do historii, jeśli nie na wiosnę, to z pewnością w drugiej połowie roku. Nastroje gospodarstw i firm powinny się znacząco poprawić, a wraz z tym skłonność do wydawania pieniędzy. Ludzie, stęsknieni spotkań, podróżowania i nowości, powinni chętnie sięgać do portfeli, kupując różnego rodzaju dobra, wydając na wypoczynek i zabawę. Z kolei firmy powinny realizować odłożony popyt inwestycyjny. Wraz ze zwiększonymi wydatkami globalny PKB powinien odrobić poniesione w 2020 r. straty.

To możliwy scenariusz dla 2021 r. Ale niejedyny, nie można bowiem zapominać o ryzykach. O niektórych związanych z gospodarką pisałem nie tak dawno w „Droga pełna pułapek" („Parkiet", 1.09.2020). Tym razem chciałbym się skoncentrować na innym aspekcie, na kwestiach społecznych, które są moim zdaniem najbardziej niedocenianym czynnikiem ryzyka w kontekście 2021 r. Aspekty społeczne często umykają obserwacjom, a w standardowych modelach i analizach ekonomicznych nie są zupełnie brane pod uwagę.

Wspomniany ekonomiczny scenariusz silnego odbicia globalnej gospodarki w przyszłym roku milcząco zakłada, że ludzie, zmęczeni pandemią, z radością powrócą do swoich rutynowych aktywności, do tego, co było przed kryzysem. Że dominować będą optymizm i chęć wydawania pieniędzy. Tymczasem wychodzenie społeczeństwa z szoku, z jakim mamy obecnie do czynienia, wcale nie musi przebiegać łatwo, może być pełne paradoksów. Powodów jest co najmniej kilka.

Po pierwsze, zarówno na poziomie jednostek, jak i na poziomie całych społeczności zostaliśmy w minionym roku poddani olbrzymiej presji. Począwszy od kwestii zagrożenia życia (naszego i naszych bliskich), a więc tego, co dla większości stanowi największą wartość, poprzez obawy o sferę finansową (dochody, kredyty itd.), a na ograniczeniach różnorakich swobód skończywszy. O ile większość ludzi ceni sobie poczucie stabilności, o tyle 2020 r. był tego kompletnym zaprzeczeniem.

Po drugie, 2020 r. przyniósł nie tylko pandemię. W wielu krajach nastąpiło silne rozchwianie fundamentów, pewnych narracji, na których zbudowane były poszczególne społeczeństwa i które to narracje porządkowały ich funkcjonowanie. Wyraźnie widać to w naszym kraju: osłabienie autorytetu wielu istotnych instytucji, pogłębienie dysfunkcjonalności systemu politycznego, „wysadzenie" konsensusu aborcyjnego, ostateczny upadek mitu, że „państwo w każdych warunkach da radę". Gdy stare narracje przestają istnieć, rodzi się potrzeba nowych. I takowe – na nowo porządkujące funkcjonowanie społeczne – z pewnością prędzej czy później powstaną, niemniej zanim do tego dojdzie, będziemy przechodzili przez okres swego rodzaju anarchii, ścierania się różnych idei. Za tym będą szły bardzo silne emocje.

Trzecia kwestia związana jest z długofalowymi napięciami widocznymi w społeczeństwach już przed pandemią. W różnych krajach związane one były z różnymi aspektami, w Polsce np. z niejednolitą oceną okresu transformacji, podziałem na wyraźnych beneficjentów tego procesu oraz tych postrzegających się jako ci, którzy na niej nie skorzystali. Teraz dojdą do tego nowe linie podziałów, w tym w szczególności na „młodych" i „starych". Dla wielu młodych ludzi to już drugi w krótkim okresie kryzys odciskający silne piętno na ich perspektywach: zawodowych i życia jako takiego. Coraz większa rzesza młodych ludzi przestaje wierzyć, że w ramach istniejącego systemu możliwe jest w ich przypadku powtórzenie ścieżki rodziców, tego, że ciężka praca będzie gwarantem stabilności finansowej (dorobienia się) i życiowej. To jeden z głównych powodów, dla którego młodzi ludzie po latach marazmu tak tłumnie wychodzą dziś na ulice. Oczekują zmiany systemu.

Czwarta kwestia odnosi się do oddziaływania pandemii na przebiegające w tle procesy strukturalne. Ponieważ koronawirus przyspieszył tempo automatyzacji i robotyzacji (pisałem o tym szerzej w „Pandemia, roboty i nowy system społeczno-gospodarczy", „Parkiet" 5.05.2020), pandemia wyostrzy problemy występujące na styku człowiek–technologia. W nadchodzących miesiącach wiele osób ze zdziwieniem przekona się, że ich praca została zautomatyzowana, a tym samym, że ich kompetencje straciły na wartości.

Już tylko ta – niepełna – lista pokazuje, że w sferze społecznej nadchodzący czas może się okazać burzliwy. Pandemia zrodzi licznych przegranych (to ci, którzy w ten czy w inny sposób na niej stracą), a poza tym trudno uwierzyć, że zakumulowane w jednostkach i społeczeństwach napięcie i emocje nie będą szukały ujścia. Wcale nie ma przy tym pewności, że podstawową jej formą będzie oddanie się szaleństwu zakupów. Tym bardziej że już w latach poprzedzających pandemię coraz częściej można było zaobserwować irracjonalność zachowań czy też narastającą skłonność popierania skrajności (chociażby w polityce) oraz otwierania coraz to nowych frontów i obszarów konfliktu.

Diagnozowanie i snucie scenariuszy w sferze społecznej utrudnia brak właściwej informacji; nie ma – jak w przypadku zagadnień ekonomicznych – publikowanych co miesiąc odpowiednich danych, nie ma nawet dobrych miar obrazujących to, co się w społeczeństwie dzieje. Poza tym z sytuacją społeczną jest jak z pływającą po oceanie górą lodową: to, co widać na zewnątrz (i co można jeszcze próbować opisywać i interpretować), to jedynie część, bo reszta skrywa się pod powierzchnią.

Opisane społeczne procesy dotykają najważniejszych dla każdego człowieka kwestii: poczucia godności oraz tożsamości. Nie można ich lekceważyć. Równowaga społeczna została zaburzona na tak wielu poziomach, że jej stabilność może przywrócić jedynie otwarty i prowadzony w dobrej wierze dialog społeczny pomiędzy państwem i obywatelami oraz pomiędzy różnymi grupami społecznymi. Potrzebna jest także nowa umowa społeczna dostosowująca relacje pomiędzy kapitałem i pracą do nowej rzeczywistości. Towarzyszyć temu muszą zmiany w polityce społeczno-gospodarczej, odzwierciedlające ten „nowy ład". Kraje, które powyższe kwestie dostrzegą i właściwie zaadresują, mają szansę przejść do postpandemicznej rzeczywistości w stosunkowo łagodny sposób. Te, które tego nie uczynią, czeka jeszcze bardzo burzliwa droga.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.