Energetyka

Rozwód grupy z węglem konieczny w 2021 r.

Gościem Barbary Oksińskiej w Parkiet TV był Paweł Strączyński, wiceprezes PGE.
Foto: parkiet.com

Polska Grupa Energetyczna pokazała nową strategię i w 2050 r. chce osiągnąć neutralność klimatyczną. Które inwestycje są najpilniejsze, na czym spółka skupi się w najbliższych latach?

To, co zaproponowaliśmy w nowej strategii, to prawdziwy zielony zwrot. PGE, po wydzieleniu aktywów węglowych, chciałaby się rozwijać wyłącznie w zielonym kierunku. To droga przetarta już w Unii Europejskiej, wybrał ją też jeden z niemieckich koncernów. W perspektywie dziesięciu lat PGE ma do zrealizowania bardzo intensywny program budowy odnawialnych źródeł energii. Chcemy do 2030 r. oddać do komercyjnego użytku 2,5 GW mocy zainstalowanej w morskich farmach wiatrowych. Mamy nadzieję, że do końca roku podpiszemy finalne porozumienie współpracy z duńskim partnerem, z którym chcielibyśmy wybudować co najmniej pierwsze dwie farmy. Szacujemy że w 2026 r. będziemy w stanie uruchomić pierwszą z nich, a kolejną rok lub dwa lata później. Ponadto stawiamy na rozwój instalacji fotowoltaicznych – do 2030 r. chcemy mieć ich około 3 GW. Ważnym elementem strategii są też lądowe farmy wiatrowe i liczymy na szybkie złagodzenie tzw. ustawy odległościowej, która w tej chwili hamuje rozwój tych projektów.

A co z ciepłownictwem?

Idziemy w kierunku nowoczesnego ciepłownictwa, a więc transformacji gazowej wszystkich bloków ciepłowniczych. Będziemy stosować gaz jako paliwo przejściowe, ale mamy nadzieję, że w międzyczasie zostaną opracowane dla tej branży nowe technologie. Dziś pozostaje jedynie ogrzewanie prądem albo gazem, bo biomasy aż tyle nie wytworzymy. Ogromne nakłady planujemy też wydać na sieć energetyczną, bo nie ma szans na rozwój energetyki rozproszonej czy prosumenckiej bez nowoczesnych sieci i usług energetycznych. Na te wszystkie cele do 2030 r. wydamy ponad 75 mld zł. Chcemy jednocześnie, by w tym ogromnym programie inwestycyjnym brał udział jak największy odsetek polskich firm, byśmy przy okazji transformacji zadbali też o rozwój polskiej gospodarki.

Jak sfinansujecie tak duży program inwestycyjny?

Kluczowe jest wydzielenie aktywów węglowych do osobnego podmiotu kontrolowanego przez Skarb Państwa. To wydzielenie jest niezbędne z prostej przyczyny – już dzisiaj jest coraz mniej podmiotów finansujących jakiekolwiek projekty grup związanych z energetyką konwencjonalną. Dziś pozycją numer jeden w naszych kosztach są wydatki na prawa do emisji CO2, na które w 2020 r. wydaliśmy 6,5 mld zł. Na drugim miejscu są wydatki na inwestycje – niecałe 6 mld zł, a na trzecim wynagrodzenia pracowników, które pochłaniają ponad 5 mld zł. Jeśli projekt wydzielenia aktywów się powiedzie, to staniemy przed możliwością pozyskiwania znacznie większego finansowania niż obecnie. Dzisiaj PGE zadłużona jest na około 9 mld zł. Natomiast nasza strategia zakłada, że do 2030 r. średnioroczna EBITDA grupy będzie się plasowała na poziomie 5–6 mld zł. Oznacza to, że będziemy w stanie zaciągnąć około 30 mld zł długu. Około 25 proc. środków na inwestycje chcemy pozyskać ze źródeł pomocowych, takich jak Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Do Krajowego Programu Odbudowy zgłosiliśmy projekty rzędu kilkunastu miliardów złotych. Na inwestycje będziemy też kierować co najmniej 50 proc. zysków z działalności operacyjnej.

A co jeśli nie uda się szybko przeprowadzić operacji wydzielenia aktywów węglowych?

Musimy brać pod uwagę też czarne scenariusze. Mieliśmy niepokojące informacje, jeśli chodzi o rynek mocy. Jest złożona skarga na ten mechanizm i było bardzo duże niebezpieczeństwo, że rynek mocy w Polsce zostanie zawieszony. To spowodowałoby, że wszyscy uczestnicy zostaliby pozbawieni znaczących środków. PGE z rynku mocy dostanie w przyszłym roku 2,5 mld zł. Rozstrzygnięcie skargi zostało przesunięte, ale daje nam to tylko rok czy półtora roku dodatkowego czasu. Widzimy ciągły spadek EBITDA w sektorze aktywów konwencjonalnych, a do tego rosnący import energii elektrycznej i spadek zapotrzebowania na energię z powodu pandemii. Z takimi warunkami musimy się mierzyć. Obawiamy się, że w perspektywie kilku lat cena energii zrówna się z ceną uprawnień do emisji CO2 i to spowodowałoby bankructwo sektora energetyki konwencjonalnej, a pozostałe nasze biznesy z pewnością nie zdołałyby pokryć tych strat. Czas nagli – im później dojdzie do wydzielenia aktywów, tym później rozpoczniemy realizację zielonych inwestycji. Dla nas optymalnym rozwiązaniem na przeprowadzenie tej operacji byłby 2021 r. W 2022 r. w naszej ocenie może być już na to za późno.

Ruszają negocjacje z prezesem Urzędu Regulacji Energetyki w sprawie cen prądu dla gospodarstw domowych na przyszły rok. Jakie oczekiwania ma PGE?

Złożyliśmy już wniosek w tej sprawie do regulatora. Nie możemy udawać, że problemu nie ma, bo widać go w wynikach spółki obrotu, gdzie notujemy bardzo poważne problemy finansowe. Bez kompleksowego, systemowego rozwiązania tego problemu kłopoty spółek obrotu będą się pogłębiały. Oczekujemy podwyżki cen energii sięgającej kilkunastu procent. W obecnym otoczeniu rynkowym to jest niezbędne. Dla przeciętnego gospodarstwa domowego to będzie koszt około 10–15 zł. Wydaje nam się, że na takie podwyżki prezes URE wyrazi zgodę, a to bardzo poprawiłoby sytuację spółek obrotu. Proponujemy jednocześnie, by rozważyć odejście do taryfowania, z jednoczesnym wprowadzeniem taryf socjalnych.

PGE proponuje więc uwolnienie cen energii dla gospodarstw domowych?

To pewna idea, którą należy poddać debacie. Warto rozważyć wszystkie argumenty za i przeciw i podjąć decyzję. Mógłby być to jeden z elementów kompleksowego podejścia do rynku energii elektrycznej w Polsce.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.