Chemia

Paweł Łapiński: Azoty szukają synergii z Compo Expert na wielu poziomach

Kupując Compo Expert kupujemy przyszłość. Myślę, że z czasem analitycy zrozumieją, jaki to jest potencjał dla grupy – przekonuje Paweł Łapiński, wiceprezes Grupy Azoty.

Paweł Łapiński, wiceprezes Grupy Azoty

Azoty podpisały warunkową umowę zakupu producenta specjalistycznych nawozów Compo Expert za około 1 mld zł. Co zyska grupa dzięki tej akwizycji?

Przede wszystkim przyszłość, bo zyskujemy dostęp do gamy produktów, których dzisiaj nie posiadamy i do rynków, na których dzisiaj Grupy Azoty nie ma. Warto zwrócić uwagę, że nasi główni konkurenci już działają w tym segmencie. Cały rynek nawozowy zmierza w tym kierunku, więc to jest droga, która została wyznaczona już wcześniej przez naszą strategię. Oczywiście sposoby dojścia do celu są różne. Wejście w rynek nawozów specjalistycznych poprzez akwizycje jest najszybszym sposobem.

Gdzie szukacie synergii?

Synergie możemy osiągnąć na wielu poziomach. Jako pierwszą wymienię synergię finansową, którą powinniśmy uzyskać bardzo szybko. Siła Grupy Azoty w zakresie finansów jest znaczna i będziemy mogli podzielić się tym z drugą stroną. Innym obszarem jest możliwość wspólnych zakupów albo sprzedaż naszych wyrobów do Compo. Poza tym dzięki Compo zyskujemy dostęp do około 100 rynków, natomiast niemiecka spółka uzyskuje lepszy dostęp do rynku polskiego i naszych odbiorców. Jest też sfera badań i technologii. Compo ma technologie, których my nie mamy, a Azoty wiedzę, którą też mogą się podzielić. Grupa Azoty może zlikwidować część projektów, nad którymi pracowała, bo Compo już ma produkty z tych obszarów. Będziemy więc mogli wejść na wyższy poziom technologiczny i zamienić obecne programy badawcze na bardziej zaawansowane.

Kiedy możemy spodziewać się finalizacji transakcji?

Są jeszcze do spełnienia dwa warunki. Pierwszy to zgoda walnego zgromadzenia akcjonariuszy, a drugi to zgody urzędów antymonopolowych w trzech krajach. Spodziewamy się, że potrwa to nie dłużej niż do końca I kwartału 2019 r.

Tymczasem analitycy i inwestorzy bez entuzjazmu przyjęli informację o akwizycji. Notowania spółki dość mocno zanurkowały...

Przygotowując się do tej transakcji analizowaliśmy podobne zdarzenia na rynku kapitałowym. Praktycznie w większości przypadków kurs akcji właśnie tak reagował. Zazwyczaj cena akcji spada na początku, przy ogłoszeniu transakcji, a potem zaczyna spokojnie rosnąć. Kurs Azotów nie wyróżnił się więc niczym szczególnym. Myślę, że teraz przychodzi etap racjonalizacji, analizy, pogłębienia dotychczasowych informacji. Myślę, że z czasem analitycy zrozumieją, jaki to jest potencjał dla grupy.

To będzie dla spółki spory wydatek. Czy to oznacza, że zarząd Azotów nie zarekomenduje wypłaty dywidendy z zysku za 2018 r.?

Jeszcze się nad tym nie zastanawialiśmy.  Nasza polityka dywidendowa przewiduję wypłatę akcjonariuszom od 0 do 60 proc. zysku. Możliwość niewypłacenia dywidendy więc występuje. W tej chwil imamy też trudniejszą sytuację na rynku, dlatego musimy dbać o bezpieczeństwo firmy i jej zdrowie finansowe. Natomiast więcej informacji będziemy mieć w przyszłym roku i wtedy to przeanalizujemy.

A możliwa jest rewizja programu inwestycyjnego?

Na pewno zrezygnujemy z niektórych projektów badawczych, które pokrywają się z tym, co robi Compo. Jeśli zaś chodzi o inne inwestycje, to od początku traktowaliśmy je jako jedno z narzędzi zarządzania płynnością. To ogromne przepływy gotówki, którymi można sterować w zależności od sytuacji. Poza tym rynek się zmienia i przed uruchomieniem każdego projektu musimy jeszcze raz przeanalizować, czy one podtrzymują swoją rentowność. Zarządzanie inwestycjami to proces ciągły. Teraz rynek spowolnił, więc ubyła nam z planowanego portfela część pieniędzy i musimy mierzyć siły na zamiary.

Które inwestycje mogą być przesunięte lub zamrożone?

Jeszcze to analizujemy. Na razie nie widzę potrzeby istotnych zmian w naszym programie inwestycyjnym.

Czy pewna jest realizacja projektu budowy fabryki polipropylenu w Policach?

To bardzo dobry projekt, cechuje się bardzo dobrymi wynikami i nie wyobrażam sobie, żeby go zatrzymać. On ma naprawdę duży potencjał, co widać też po naszej konkurencji, która już zapowiada podobne projekty. Zaczynają więc pojawiać się naśladowcy. To świadczy o tym, że droga, którą wybraliśmy, jest trafna i tu nie widzę żadnego zagrożenia.

Tymczasem sytuacja na rynku nawozów podstawowych, w których specjalizują się Azoty, jest trudna. Analitycy przewidują, że w II półroczu biznes ten wyjdzie co najwyżej na zero albo przyniesie straty. Czy to uzasadnione obawy?

Ja w takich sytuacjach zawsze pytam analityków – po ile będzie gaz? Żaden z nich mi jeszcze nie odpowiedział. A jeśli by to zrobił, to moglibyśmy od razu oszacować, jaki będzie wynik. Więc prognozowanie wyników na kolejne okresy to tak naprawdę spekulacja, bo wiele zależy od cen surowca. Sytuacja jest oczywiście trudna, ale też ceny naszych produktów podążają za cenami surowców, a więc systematycznie rosną.

Polscy producenci nawozów mają dużą zagraniczną konkurencję, zwłaszcza ze Wschodu. Ten import nawozów  z Rosji udało się w ostatnich miesiącach przyhamować. Co o tym zadecydowało?

Zmieniliśmy naszą politykę handlową. Konkurenci wcześniej przyzwyczajeni byli do naszego sposobu działania, który był bardzo schematyczny, i wykorzystywali ten mechanizm. My go zmieniliśmy, jesteśmy nieprzewidywalni. Wprowadziliśmy element niepewności, dlatego dystrybutorom trudno przewidzieć jak się zachowamy i w efekcie importer, który musi zamówić towar na dwa – trzy miesiące wcześniej, nie ma pewności czy na tym zarobi czy nie. A w takich sytuacjach importerzy zazwyczaj rezygnują z zakupów albo je odkładają na później.

W przyszłym roku wygasają unijne cła antydumpingowe na import saletry amonowej z Rosji. Czy widzi pan szansę na przedłużenie tych ceł?

Widzę na to ogromną szansę. My już pracujemy nad tym tematem. Wniosek prawdopodobnie złożymy w połowie przyszłego roku, ale praktycznie już dziś jesteśmy do tego gotowi. Dodatkowo uruchomiliśmy jeszcze jeden proces, związany z wprowadzeniem unijnych ceł na import nawozu płynnego, tzw. RSM, z całego świata. Pracujemy właśnie nad tym z Komisją Europejską.

Jak to uzasadniacie?

Uzasadnienie jest ekonomiczne. Unia Europejska jest zieloną oazą na mapie świata, a takie mechanizmy jak koszty emisji CO2 czy konieczność dostosowania się do przepisów REACH powodują, że tracimy konkurencyjność. Mamy więc dodatkowe koszty i jeśli UE chce się dalej rozwijać i mieć czystą produkcję, to musi uwzględniać te różnice w kosztach.


Wideo komentarz

Powiązane artykuły