W poniedziałek na GPW zadebiutuje Onde, generalny wykonawca farm wiatrowych i fotowoltaicznych. 215 mln zł z nowej emisji ma rozwinąć działalność deweloperską. W IPO akcje sprzedawał też Erbud, który zainkasuje 200 mln zł.

– Spotkałem się z opiniami, że Onde i rynek OZE mają przed sobą kilka lat wzrostu, ale to nieprawda – mówi Dariusz Grzeszczak, prezes Erbudu. – Potencjał jest gigantyczny, jest kwestia dobrego zorganizowania, by z niego skorzystać, a mamy zasoby kadrowe. Dziś Polska nadgania Zachód, jeśli chodzi o udział OZE w miksie energetycznym, a przecież zużycie prądu na świecie w najbliższych latach ma się podwoić. Farm fotowoltaicznych i wiatrowych będziemy więc w Polsce potrzebowali mnóstwo, liczymy że w tym roku dojdzie do nowelizacji ustawy odległościowej i rynek wiatraków mocno odbije – dodaje.

Kolejna kwestia to konieczność budowy magazynów na energię wyprodukowaną przez farmy słoneczne. Tu też Onde mogłoby mieć swój udział.

– Po trzecie, są rynki zagraniczne, gdzie wiatraki buduje się od dwóch dekad, ale wiele instalacji będzie musiało być wymienionych na mocniejsze. Inwestorami są ci sami klienci, dla których budujemy w Polsce, zakładamy więc, że uda się może nam pozyskać zlecenia poza Polską – mówi Grzeszczak.

Jak Erbud wykorzysta pieniądze? – Chcemy je dobrze zainwestować. Stawiamy fabrykę drewnianych modułów dla budownictwa kubaturowego za 100 mln zł, częściowo z wykorzystaniem kredytów. Linia została zamówiona i ruszy na początku 2022 r., a wstępna produkcja rozpocznie się po wakacjach. Ten rynek na Zachodzie bardzo mocno się rozwija. Będziemy prowadzić sprzedaż przez własnych handlowców, zakładamy, że trzy lata po rozpoczęciu produkcji uzyskamy przychody rzędu 500 mln zł rocznie – mówi Grzeszczak. – Po drugie, będziemy rozwijać usługi dla przemysłu, by docelowo mieć z tego tytułu 1 mld zł przychodów. W 2018 r. przejęliśmy w Niemczech spółkę IVT, w tym roku dołączyła do nas spółka IKR – to kolejne 300 pracowników – teraz rozglądamy się za znacznie większym podmiotem, z przychodami rzędu 400–500 mln zł. Potencjalnych celów jest kilkadziesiąt, okazje zakupu pojawiają się np. kiedy w danej firmie jest problem z sukcesją – dodaje. Trudno powiedzieć, czy akwizycja byłaby możliwa już w przyszły mroku.

Największy udział w przychodach grupy ma budownictwo kubaturowe. Jak firma zapatruje się na skokowy wzrost kosztów materiałów?

– Rok temu nikt nie miał pewności, jak pandemia wpłynie na rynek budowlany i cieszyliśmy się z każdego kontraktu. Wzrost cen materiałów obniży rentowność zleceń, ale nie będzie to miało dramatycznego wymiaru. W obecnych postępowaniach kalkulujemy bieżące ceny materiałów i nie widzimy, żeby przekładało się to na spadek aktywności inwestorów. Może w Niemczech część inwestorów wstrzymuje plany, chcąc przeczekać cenową górkę, ale nie mam wątpliwości, że w perspektywie roku sytuacja się unormuje – mówi Grzeszczak. ar