REKLAMA
REKLAMA

Biznes i sport

Vive – klub wszystkich Polaków

WYWIAD | Bertus Servaas z holenderskim prezesem zarządu Vive PGE Kielce o biznesowych aspektach piłki ręcznej i współpracy z miastem, którego prezydentem jest Bogdan Wenta, rozmawia Łukasz Majchrzyk
Foto: Archiwum

Trudniej było wejść na szczyt czy się na nim przez 10 lat utrzymać?

Zawsze jest trudniej utrzymać się na szczycie. Kiedy go zdobywasz, to wszyscy klaszczą i pokazują, że jest dobrze, ale potem zaczynają wymagać, by sukces powtarzać co roku, a trzeba się mierzyć z życiem. Jeśli raz wygraliśmy Ligę Mistrzów, to nie znaczy, że co roku będziemy choćby awansować do Final Four. Ile jest takich klubów w Europie, które w ostatnich pięciu latach trzy razy grały na tym poziomie? Nie ma ich wielu. My też chcemy coraz więcej, ale bądźmy realistami. Mamy 18.–19. budżet w Europie, więc myślę, że jak na nasze możliwości finansowe, to wyniki są niezłe. Kiedy wygraliśmy Ligę Mistrzów, mieliśmy jedną z najstarszych drużyn w stawce, więc musieliśmy zacząć przebudowę, ale to trwa, po drodze zdarzają się błędy, które trzeba naprawiać. To wszystko jest częścią sportu, nikt nie podejmuje samych dobrych decyzji. Myślę, że za dwa lata wejdziemy z powrotem na taki poziom, by realnie myśleć o zwycięstwie w Final Four, choć oczywiście teraz też broni nie składamy.

Po transferach najlepiej widać, jaką drogę przeszliście. Kiedyś wydarzeniem było, jeśli przychodził zawodnik, który rozegrał w kadrze Danii dwa mecze, a teraz wygrywacie walkę o gwiazdorów...

Mamy doskonale rozpracowany rynek zawodników oraz menedżerów, a do tego potrafimy szybko podejmować decyzje. Budowaliśmy naszą markę długo. Trzeba pamiętać, że ostatni rok był dla nas finansowo ciężki. Zawodnicy już się pogodzili z sytuacją, obniżkami pensji, rany się powoli zabliźniają. Jesteśmy drużyną, która chce się bić o wszystko.

Kilka miesięcy temu wspominał pan, że co miesiąc musieliście walczyć o to, by wypłacić pensje zawodnikom. Na czym te problemy polegały?

Tak było, ale nie o wszystkim mogę mówić. W skrócie: zaufałem nieodpowiednim ludziom. Biorę odpowiedzialność na siebie, bo jestem prezesem zarządu. Nauczyliśmy się jednak na błędach. Próbujemy zbudować jeszcze mocniejszy fundament finansowy i mam nadzieję, że już za kilka miesięcy będziemy się mogli pochwalić konkretnymi osiągnięciami.

Wydawało się, że pana firmy, PGE, mniejsi sponsorzy, wpływy z biletów to gwarancja pomyślności Vive...

Ale spójrzmy też na drugą stronę medalu. Co roku budżet rośnie, coraz więcej musimy płacić zawodnikom. Jeśli się popełni jeden, dwa błędy, to mogą się pojawić kłopoty. Dzisiaj już bym takich decyzji jak rok temu nie podjął, ale myślę, że na moim miejscu, w tamtej sytuacji 95 proc. ludzi postąpiłoby tak samo jak ja, więc nie mam do siebie wielkich pretensji. Stałem się ostrożniejszy, bo nie chcę drugi raz rozmawiać z piłkarzami o obniżkach pensji. Jeszcze raz dziękuję wszystkim zawodnikom, że to zrozumieli i nie odeszli. Wyjątkiem był Dean Bombac, który miał bardzo dobre relacje w węgierskim Pick Szeged, więc tam wrócił. Wszyscy dostali wolną rękę i oprócz niego wszyscy zostali. To też nas wzmacnia, długi są uregulowane i wypełniamy swoje zobowiązania.

Jeśli budżet ma rosnąć, to gdzie szukać pieniędzy, województwo świętokrzyskie to ograniczony rynek...

Dlatego szukamy dalej. Nie mogę za dużo powiedzieć, bo chcemy wszystko ogłosić we właściwym momencie, dogodnym dla naszego partnera, żeby jak najwięcej skorzystał medialnie. Widzę, że mój zespół marketingowy idzie do przodu. Zatrudniliśmy Dominika Niehoffa, chłopaka z Niemiec, który wcześniej był w Koronie Kielce.

Chcecie otworzyć się na rynek niemiecki?

Dobrze mieć w zespole ludzi z różnych krajów, bo wtedy jest on bardziej elastyczny, dochodzi znajomość języków, zwyczajów. Ja jestem Holendrem, pracuje u nas wielu Polaków, teraz doszedł Niemiec. Kiedy ludzie z różnych kultur ze sobą rozmawiają, to znajdą lepsze pomysły.

Moglibyście być atrakcyjnym partnerem dla firm z Niemiec?

Będzie u nas grał Andreas Wolff, więc na pewno zwiększamy swój potencjał na tym rynku. Rozmawialiśmy z firmami hiszpańskimi, bo mamy w składzie wielu Hiszpanów. Są u nas zawodnicy z Bałkanów, za rok przyjdzie Francuz Nicolas Tournat – próbujemy wykorzystać te atuty. Patrzymy, kto działa na polskim rynku i próbujemy rozmawiać. Zobaczymy, jakie będą wyniki, na razie wygląda to obiecująco. Mam nadzieję, że za miesiąc zorganizujemy konferencję prasową i podamy konkrety.

Podobno lokalni sponsorzy mieli do was pretensje, że koncentrując się na większych sponsorach, ich trochę zaniedbaliście?

Dla nas każdy sponsor jest ważny, jedynie przez brak czasu nie mogliśmy tak wiele uwagi poświęcać wszystkim firmom. Chcemy wybudować nową strefę VIP obok Hali Legionów, gdzie będziemy mieli 300–400 metrów luksusowej powierzchni. Jesteśmy blisko porozumienia z dużą, polską firmą, która nam pomoże w tej inwestycji. Mając taką przestrzeń, moglibyśmy łatwiej organizować spotkania biznesowe, spotkania naszego Klubu 100, zapraszać sponsorów zagranicznych. Część karnetów VIP przeznaczylibyśmy też dla zwykłych kibiców. Zależy nam na integracji środowiska. Przez ostatnie lata nie byłem tak mocno zaangażowany w Vive, byłem zajęty w swoich firmach i choć klub funkcjonował dobrze, to obecność prezesa bywa potrzebna.

Lokalni sponsorzy chcieliby mieć z panem osobisty kontakt?

Moim największym darem od Boga jest umiejętność integrowania ludzi. Tak działam w firmie, teraz chcę wrócić do tego mocniej w klubie. Trzeba pamiętać o małych gestach, dzięki temu nasi partnerzy czują się szczęśliwsi. Kiedy sponsorowi rodzi się dziecko, to czemu nie zrobić prezentu? Jeśli ktoś ma urodziny, to czemu zawodnik nie mógłby się pojawić tego dnia i wręczyć koszulki? Nikt nie lubi dostawać tylko faktur. Kiedy firma wpada w drobne kłopoty, to co na pierwszym miejscu wykreśla? Koszty marketingowe. Rozumiem to, bo robię tak samo, jako pierwsze obcinam koszty marketingowe, z wyjątkiem klubu. Czasem mały gest, jeden telefon może wiele zdziałać. Mieliśmy kiedyś platformę do komunikacji ze sponsorami, niestety, nie wykorzystaliśmy do końca tego kanału. W ciągu dwóch lat odbudujemy ten potencjał.

Skoro prezydentem Kielc został Bogdan Wenta, to liczy pan na to, że współpraca z władzami miasta będzie łatwiejsza?

Bogdan świetnie rozumie piłkę ręczną i Vive, w którym spędził pięć lat. Znam go, to jest facet, który pilnuje zasad i chce być w porządku we wszystkim, co robi, a ma taki budżet, jaki ma. Kiedy pieniędzy na sport będzie więcej, to nam pomoże, ale w taki sposób, by miasto miało z tego korzyść. My musimy pokazać, co możemy zrobić dla Kielc. Bogdan tak działa, ale ja nie mam z tym problemu. Od wielu lat mówię, że Vive to świetna promocja i powinniśmy to wspólnie wykorzystać. Jestem bardzo szczęśliwy, że w tym roku dotacja nie jest mniejsza niż w poprzednim i za to dziękuję. Kiedy Bogdan poukłada wszystkie sprawy w urzędzie, to zastanowimy się, jak pomóc klubowi z korzyścią dla miasta.

Był pan rozżalony, kiedy trzeba było prosić miasto o dodatkowe pieniądze?

Jesteśmy tutaj już 17 lat i jeśli ktoś mówi, że to jest prywatny klub Bertusa Servaasa, to mu odpowiadam, że to jest chore podejście. Trzeba patrzeć na to biznesowo: co my dajemy, co daje miasto, ile za to płaci i czy to Kielcom się opłaca. Radni powinni patrzeć na to, jaki jest zwrot pieniędzy z inwestycji marketingowych. Weźmy nawet profesjonalną agencję, która bada zyski wizerunkowe. Brak jest też odpowiedniego komunikatu dla mieszkańców. Klub nie jest dla mnie, ale dla Kielc, regionu, dla Polski. Nie może być podejścia: Servaas ma pieniądze, więc niech płaci.

Przyciągacie kibiców z innych miast, którzy zostawiają tu pieniądze?

Oczywiście, że tak. Ostatnio, na mecz z Veszprem przyjechało 400 kibiców z Węgier. Gdzieś musieli spać, jeść, kupili pamiątki. Przyjechali fani z Montpellier, nie mówiąc już o kibicach z Płocka, którzy zawsze podróżują z Wisłą. Na mecze przyjeżdżają też rodziny zawodników. Oni też odwiedzają restauracje, hotele. Pamiętajmy, że piłkarze płacą podatki w Kielcach, a to rocznie niemal milion złotych. Za halę też płacimy, więc te 2 miliony, które dostajemy z kasy miasta, już nie wyglądają tak strasznie, prawda? Dużo dostajemy, ale dużo do Kielc wraca. Vive to klub dla wszystkich Polaków. Kiedy gramy w Lidze Mistrzów, to wspierają nas fani z różnych miast. Jesteśmy znani za granicą, więc może Kielce nawiążą stosunki partnerskie z jednym z miast, które mają silną drużynę piłki ręcznej? Bogdan takie szanse dobrze widzi i je rozumie.

Łatwiej by wam było, gdyby Kielce nie miały innych, silnych drużyn z tradycjami: Korony, siatkarskiej Buskowianki?

W kieleckim sporcie rzeczywiście dużo się dzieje. Konkurencja jest dobra, bo każdy się musi starać. Cieszę się, że istnieje biznes klub Korony, bo dzięki temu do miasta przychodzą sponsorzy. Musimy pokazać, że jesteśmy lepsi, może wtedy przyjdą do nas? Nie patrzę w kategoriach: trudniej albo łatwiej dla nas. Miasto ma pewną pulę środków, które musi podzielić. Jakby był jeden klub, to można byłoby przeznaczyć na niego 6–7 milionów i wszyscy byliby zadowoleni.

Magia piłki nożnej jest wielka. Korona zajęła piąte miejsce w tabeli i została drużyną roku 2017 w województwie świętokrzyskim. Vive w tym samym roku zdobyło mistrzostwo i Puchar Polski...

Piłka nożna jest wyjątkowa i zawsze będzie popularniejsza niż piłka ręczna. Jednak niewiele polskich klubów osiągnęło za granicą tak wiele jak Vive. Potrzebujemy hali, infrastruktury, można pokazać za granicą, jak bardzo zmieniliśmy się jako kraj. Moim marzeniem jest hala na 8200 widzów, z dobrą strefą VIP, żeby można było podejmować godnie sponsorów i rywali z zagranicy. Zawsze trochę zazdroszczę drużynie Veszprem, bo mają fantastyczną halę, co daje duże możliwości biznesowe.

Mówiło się, że już na Euro 2016 hala w Kielcach może powstać, a tymczasem jest cisza.

Ja już przestaję liczyć na to, że cokolwiek się kiedyś zmieni, chyba że Pan Bóg mi pomoże. Bez pomocy miasta oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki nie mamy szans.

Toczą się na ten temat jakieś rozmowy?

Były rozmowy, ale Bogdan Wenta chciałby rozbudować obecny obiekt. Mam nadzieję, że powstanie jednak nowa hala. Jestem w klubie już od 17 lat, wyrobiliśmy sobie markę, ale musimy inwestować, iść do przodu. Może warto pieniądze ministerialne lokować w budowę infrastruktury w takim mieście, gdzie dobry klub już jest, a nie trzeba budować go od podstaw. Spójrzmy na siatkarską Stocznię Szczecin, która musiała wycofać się z PlusLigi. Na razie koncentrujemy się na pozyskaniu inwestorów, choć jeśli pojawią się jakieś konkrety, to z radością przyjadę do Warszawy na rozmowę.

Najlepiej, gdyby budowę wzięło na siebie miasto?

Kielce część kosztów mogą pokryć, ale większość pieniędzy musi dać ministerstwo. Zawsze jest szansa, że Kielce przekażą nam działkę, ale pieniądze na budowę to inna sprawa. Jestem za tym, żeby wybudować halę na terenie Targów. Wtedy można ją wykorzystywać częściowo jako halę wystawienniczą, a częściowo na potrzeby klubu. Można by tam robić koncerty. Mam wszystkie projekty i nawet kosztorysy. W Kielcach mało się dzieje pod tym względem. Możemy się dogadać z siatkarzami. Grają teraz w pierwszej lidze, ale może kiedyś wrócą do PlusLigi? Razem jesteśmy mocni. My chcielibyśmy w nowej hali trenować, rozgrywać mecze oraz mieć strefę VIP.

Byłby pan za zmniejszeniem PGNiG Superligi?

Zdecydowanie tak. Przeciwnicy powiedzą, że młodzież nie będzie miała gdzie grać. Wolę jednak, żebyśmy wzorem piłki nożnej zorganizowali centralną ligę juniorów i ewentualnie wprowadzili przepis o obowiązkowych występach jednego, dwóch juniorów w meczach ligowych. Poziom ekstraklasy musi być wyższy. Zdarza się wiele meczów, gdzie wynik jest z góry znany i jak wtedy ściągnąć kibiców na trybuny?

Młodych Polaków rzadko ostatnio sprowadzacie do klubu...

To też jest problem. Obserwujemy każdego młodego, polskiego zawodnika, ale on musi się nadawać do Ligi Mistrzów. Arkadiusz Moryto i Paweł Paczkowski ten poziom prezentują, ale innych trudno wskazać.

Bertus Jan-Willem Servaas (56 lat) – Holender mieszkający w Polsce od roku 1991, większościowy właściciel spółek wchodzących w skład VIVE Group, prezes zarządu Vive Textile Recycling, przedsiębiorstwa branży recyklingu tekstyliów. W 2012 r. złożył wniosek o nadanie polskiego obywatelstwa, które otrzymał w roku 2014.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA