Analizy

Ujemne oprocentowanie depozytów także u Kowalskiego

Jeden z czołowych polskich banków przymierza się do wprowadzenia ujemnego oprocentowania lub prowizji od depozytów klientów indywidualnych. To może zapoczątkować podobne ruchy u innych dużych polskich kredytodawców.
Foto: Adobestock

Z nieoficjalnych informacji „Parkietu" wynika, że czołowy polski bank szykuje się do wprowadzenia ujemnej stawki depozytów lub prowizji także w przypadku klientów indywidualnych. To by oznaczało, że już nie tylko oszczędności firm, ale teraz także przeciętnego Kowalskiego będą obciążone nową daniną.

Pierwsze opłaty już są

Referencyjna stopa procentowa spadła wiosną 2020 r. z 1,5 proc. do 0,1 proc., przez co mocno ucierpiała rentowność sektora bankowego. Negatywny wpływ cięcia stóp był większy niż zwykle, bo o ile aktywa zostały przecenione w mniej więcej takim samym stopniu jak zmalały stopy, o tyle bankom nie udało się zneutralizować tego zjawiska cięciem kosztów finansowania, bo już wcześniej były one niewiele wyższe od zera, a to bariera powstrzymująca przed odpowiednio głębokim cięciem. Jako że już przed pandemią polski sektor bankowy był nadpłynny, a teraz nadwyżka jest jeszcze wyższa, banki mogą sobie pozwolić na odpływ depozytów, dlatego dość odważnie wprowadziły opłaty od pieniędzy zgromadzonych przez firmy.

Są trzy główne prowizje tego typu. Pierwsza to istniejące już wcześniej i pobierane co miesiąc od depozytów w euro, odpowiadające ujemnemu oprocentowaniu w tej walucie. Druga to wprowadzone w 2020 r. opłaty miesięczne od depozytów w złotych, które przekraczają 3–5 mln zł w zależności od banku. Trzecia wreszcie to opłata od dużych depozytów na koniec roku, która wprowadzana była już w poprzednich latach – służy ona pokryciu kosztów składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny (wynika to z metodologii ich obliczania – depozyty firm nie są objęte gwarancjami BFG).

Foto: GG Parkiet

Nie wiadomo jeszcze, czy wspomniany czołowy polski bank, szykujący się do wprowadzenia ujemnego oprocentowania oszczędności klientów indywidualnych, zrobi to dla wszystkich z nich. Najbardziej prawdopodobne jest rozwiązanie, w którym objęte takim obciążeniem byłyby depozyty o dużej wartości, ale być może dotyczyć to będzie wszystkich kwot.

Taka decyzja jednego z liderów sektora może spowodować, że na podobny ruch zdecydują się kolejne banki. Mogą sobie pozwolić nawet na spory odpływ oszczędności, bo wskaźnik kredyty/depozyty, obrazujący płynność sektora, spadł w styczniu do 82 proc. (jeszcze rok temu było to 95 proc.). Na razie banki testują odporność oszczędzających w inny sposób: tnąc oprocentowanie lokat. W styczniu średnia stawka wyniosła 0,42 proc. w porównaniu z 1,25 proc. przed pandemią i de facto lokaty w dużych bankach przestały istnieć. Mimo tego i inflacji sięgającej ponad 3 proc. Polacy nadal trzymają w bankach pieniądze. Wprawdzie z lokat wycofali przez rok 94 mld zł (do 202 mld zł na koniec stycznia), ale w tym samym czasie depozyty bieżące urosły o blisko 190 mld zł (do 793 mld zł). Nie widać zatem zniechęcenia do banków mimo realnych strat, jakie ponoszą w nich deponenci.

Banki na razie ostrożne

Ankietowane przez nas banki ostrożnie odnoszą się do pomysłu wprowadzania ujemnego oprocentowania lub prowizji od depozytów gospodarstw domowych. – Moim zdaniem każdy duży bank zastanawia się nad tym rozwiązaniem i je analizuje, ale to raczej jeszcze nie czas na jego wprowadzenie. Prace nad nim nie powinny dziwić, biorąc pod uwagę niemal zerowe stopy procentowe, duże obciążenia regulacyjne, fiskalne i kapitałowe banków oraz podwyższone rezerwy kredytowe z powodu pandemii. Do tego dochodzą koszty frankowe – mówi jeden z bankowców.

Foto: GG Parkiet

– Póki nominalne stopy procentowe są w Polsce na plusie, nie będzie zmian w zakresie opłat od depozytów klientów indywidualnych – mówi Kinga Wojciechowska-Rulka z biura prasowego mBanku. W podobnym tonie wypowiada się Piotr Utrata, rzecznik ING BSK. – Nie podjęliśmy decyzji w tej sprawie – ucina.

– W tej chwili nie mamy takich planów, ale na bieżąco analizujemy sytuację rynkową, w tym działania konkurencji. O wdrożeniach zmian informujemy zawsze z odpowiednim wyprzedzeniem – mówi Paweł Jurek, rzecznik Pekao.

– My nic nie robimy w tym zakresie. Uważamy, że to za duże ryzyko reputacyjne. Jeśli będą dalsze obniżki stóp procentowych, zaczniemy o tym myśleć – mówi członek zarządu jednego z polskich banków.

– Opłaty od pieniędzy gospodarstw domowych w bankach stają się standardem w Europie Zachodniej. Rentowność sektora bankowego w naszym kraju mocno spadła, stopy są niskie, a nadpłynność duża, więc prawdopodobnie i u nas będą wprowadzane ujemne stawki depozytów klientów indywidualnych. Spodziewam się jednak, że będą dotyczyć tylko wąskiej grupy klientów, czyli tych mających kwoty w okolicach 1 mln zł i więcej – dodaje przedstawiciel jednego z dużych banków. Niektórzy nasi rozmówcy zwracają uwagę, że systemy bankowe mogą nie być technicznie gotowe do ujemnego oprocentowania. Może zamiast tego prowizja? Ale tu może zainterweniować mocno prokonsumencki UOKiK, bo banki muszą uzasadniać zmiany w tabelach opłat.

Ujemne stawki pewnikiem?

Bankowcy zwracają uwagę, że branża ma mniej tradycyjnych źródeł dochodów, głównie ze względu na cięcie stóp procentowych. – Więcej szans na odbudowę wyniku odsetkowego widzimy we wzroście aktywów, bo trudno poprawiać marżę odsetkową dzięki dalszemu cięciu kosztów finansowania, ono bowiem już jest niemożliwe. W 2020 r. banki wprowadzały opłaty od większych depozytów firm. Znacznie większym wyzwaniem będzie wprowadzanie tego rodzaju opłat dla klientów detalicznych, ale myślę, że i to będzie się musiało wydarzyć. Obecne czasy są wyzwaniem dla sektora bankowego i bardzo zmieni się jego obraz w najbliższych trzech–pięciu latach – mówiła Bożena Graczyk, wiceprezes ING BSK, podczas piątkowej konferencji EKF.

Przemysław Szczygielski z Deloitte w Polsce zwrócił podczas tej dyskusji uwagę, że sam fakt trzymania na koncie określonej kwoty, dając klientowi komfort w dysponowaniu pieniędzmi, zaczyna kosztować, co pokazują kraje zachodnioeuropejskie. – Mam wrażenie, że niestety sytuacja ograniczenia przychodów i rentowności spowoduje, że zamiast powoli przyzwyczajać klientów w Polsce do takich opłat, możemy mieć do czynienia z szybkim, być może nawet „szokowym" oswajaniem z tym, że bankowość kosztuje, a depozyt, który kiedyś przynosił zyski, już tego nie robi – mówił Szczygielski.

– Musimy liczyć się z tym, że presja na przychody odsetkowe, biorąc pod uwagę doświadczenia strefy euro, potrwa. Należy się przygotować do tego, że środowisko niskich stóp utrzyma się na dłużej, niż się wydaje. Dlatego zmiana modelu wynagradzania opłat za usługi bankowe w Polsce musi nastąpić. Nie może się to jednak odbyć szokowo, ale stopniowo – mówił Zbigniew Bętkowski, członek zarządu Deutsche Banku Polska. Wskazywał, że przychody nieodsetkowe w niemieckim Deutsche Banku dziesięć lat temu wynosiły 30 proc. przychodów. Teraz to już ponad 40 proc.

Komentarz na ten temat Andrzeja Steca w "Rzeczpospolitej":

https://www.rp.pl/Komentarze-ekonomiczne/303089902-Andrzej-Stec-Masz-pieniadze-w-banku-Placz-i-plac.html

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.