Analizy

W USA już hossa. Do Polski wkrótce przyjdzie

Konrad Łapiński, zarządzający funduszem Total FIZ, zdobywca Złotego Portfela „Parkietu”

Konrad Łapiński

Foto: Archiwum

Jak pan ocenia wyniki spółek po IV kwartale?

Umiarkowanie dobrze, kryzysu nie widać. Sądząc po wynikach – w dużym uogólnieniu – spółki nie potrzebują głębokiej restrukturyzacji, tak jak było np. w 2002 r. Od ostatniego kryzysu zarządom spółek ewidentnie nie udzielił się przesadny hurraoptymizm, dzięki czemu nie podejmowały żadnych irracjonalnych decyzji.

Jest pan umiarkowanym optymistą, jeżeli chodzi o perspektywy rynku kapitałowego na najbliższe miesiące. Może to pan rozwinąć?

Jeżeli chodzi o polski rynek, to ewidentnie brakuje nam świeżego kapitału i zainteresowania giełdą ze strony inwestorów detalicznych. Do TFI tak naprawdę wciąż nie płynie gotówka, sprzedaż jest symboliczna. Bessa, która zakończyła się w 2009 r., jest jeszcze zbyt świeżą sprawą – ludzie pamiętają, że giełda to nie tylko zyski, ale i duży stres. Tym, co ewidentnie broni obecnego ożywienia, są poziomy wycen, mierzone najprostszymi wskaźnikami typu cena/zysk. Dlatego inwestowanie w akcje jest obecnie uzasadnione, oczywiście w horyzoncie przynajmniej 2, 3 lat. Z dużym prawdopodobieństwem powinno przynieść zyski.

O atrakcyjnych wycenach słyszymy od września.

Tak, bo to jest w rzeczywistości cały czas ten sam poziom. Wzrost indeksu WIG z około 40 tys. pkt do 42 tys. pkt, nie jest prawdziwą różnicą. Dopiero przy przejściu z 40 tys. pkt na 70 tys. pkt możemy mówić o hossie.

Czy to już początek takiej hossy?

Nie można tego z całkowitą pewnością stwierdzić. W skali świata moim zdaniem można powiedzieć, że hossa się zaczyna. Wydaje mi się, że to, co widzimy w Stanach Zjednoczonych, to już jest prawdziwa hossa. Po roku, dwóch, może trzech hossy w USA pieniądze zaczną płynąć również na pozostałe rynki, takie jak m.in. Polska. Być może wtedy do nas też dotrze trend wzrostowy z prawdziwego zdarzenia.

Kryzys zadłużenia już nie straszy?

Kryzys zadłużenia nie dotyczy nadmiernie zadłużonych spółek, a więc rynku akcji, tylko nadmiernie zadłużonych państw i obligacji rządowych. Dziś chyba już nikt nie wierzy, że państwa będą spłacać długi. Gra toczy się o możliwość ich rolowania. Jeśli długu nie da się spłacić, to wydaje mi się, że ma on znikomą wartość fundamentalną. Jego wartość tkwi jedynie w wysokiej płynności. Za akcjami stoi prawdziwy majątek rzeczowy, organizacje skierowane na wypracowanie zysku i w końcu strumień dywidend. Przy obecnych poziomach cen wolę mieć akcje spółek zachodnioeuropejskich niż obligacje tamtych rządów.

Planowana sprzedaż pakietów akcji spółek należących do Skarbu Państwa i debiuty kolejnych firm szkodzą nastrojom na giełdzie? Większość ekspertów jest tego zdania, choć nie brakuje również opinii, którym nie można odmówić logiki, że – skoro inwestorzy zagraniczni na naszym rynku poszukują przede wszystkim dużych płynnych spółek – mogłoby to ich przyciągnąć na GPW.

Oba te czynniki mogą wystąpić i wzajemnie się znosić, choć moim zdaniem przeważy raczej negatywny wpływ na rynek. Duża podaż akcji zawsze ostatecznie działa na niekorzyść rynku. Zagraniczne fundusze mogą być zainteresowane zakupami, ale nie tak, żeby wywołać prawdziwy trend wzrostowy. To brak ofert na rynku pierwotnym skutkuje zwyżkami na rynku wtórnym. Duża podaż akcji ze strony Skarbu Państwa będzie hamować hossę, również wyprzedzająco. Dlaczego OFE miałyby teraz robić zakupy na rynku wtórnym, skoro wiedzą, że za pół roku będzie duża podaż państwowych akcji? Kapitał z zagranicy, który bez wątpienia podziałałby ożywczo na giełdę, potrzebuje dłuższego czasu zwyżek na tamtejszych rynkach, zanim trafi do Polski.

W takim razie jak będą się zachowywać warszawskie indeksy?

Moim zdaniem rozwój sytuacji na rynku kapitałowym w Polsce w ciągu najbliższych dwóch lat, do momentu rozpoczęcia prawdziwej hossy, będzie trochę przypominał to, co działo się w drugiej połowie lat 90. Wówczas Stany Zjednoczone były w silnym trendzie wzrostowym, a nasz rynek, szarpany różnymi kryzysami – najpierw azjatyckim, a potem rosyjskim, na tej hossie nie skorzystał. Powiedziałbym, że tylko przedreptaliśmy w miejscu całe pięć lat.

Jakie teraz ma pan inwestycje na oku? Domyślam się, że nazw spółek pan nie zdradzi, ale czy są jeszcze inne sektory czy branże, oprócz diagnostyki medycznej, na której fundusz tyle zarobił w zeszłym roku, którym warto się przyjrzeć?

W tym roku będziemy poszukiwać do portfela dużych przemysłowych spółek o prostych, logicznych biznesach, które wypłacają dywidendy. Będziemy się skłaniać ku aktywom bardzo „ogólnodostępnym". Oczywiście ta część portfela, do której udało nam się – w naszym wyobrażeniu – wyłowić perełki, pozostanie silnie skoncentrowana, bez drastycznych zmian. Do części zarządzanej aktywnie, z której również spodziewamy się dobrego zwrotu, trafią spółki zajmujące się wytwarzaniem dóbr przemysłowych – mówiąc w dużym uproszczeniu.

Wspomniał pan o dwóch częściach funduszu – jednej zarządzanej aktywnie, drugiej silnie skoncentrowanej na kilku wybranych przedsiębiorstwach. Fundusz Total FIZ jest chyba przykładem, jak w udany sposób łączyć strategię „kup i trzymaj" z aktywną alokacja. W tym drugim przypadku nie stronicie też od kontraktów terminowych i gry na spadki. Może pan przybliżyć pański sposób na inwestowanie?

Przepis jest prosty i wbrew pozorom powszechnie dostępny. W Total FIZ inwestujemy w pewnym sensie podręcznikowo, maksymalnie wykorzystując możliwości dywersyfikacji portfela. Ten fundusz jest kontynuacją filozofii inwestycyjnej mojego prywatnego portfela, cały mój majątek jest w nim ulokowany. Mamy spółki niepubliczne – w tym sensie fundusz ma niektóre cechy inwestycji private equity, spółki w których jesteśmy mniejszościowym akcjonariuszem i obejmujemy nie więcej niż 5 proc. udziałów, jest również kilka firm, w których objęliśmy ponad 20 proc. udziałów. Do tego dochodzi część zarządzana aktywnie, czyli spółki przede wszystkim z WIG20 i kontrakty terminowe. Zdarzały się okresy, gdy połowę aktywów funduszu stanowiła gotówka.

Jak się wyławia perełki?

Spotykamy się z zarządami najatrakcyjniejszych spółek i pytamy, czy nie byłoby dla nas miejsca w akcjonariacie. Czasami jest tak, że spółki same się do nas zgłaszają, żeby pozyskać inwestora.

Ma pan doświadczenie medyczne czy diagnostyczne, że bezbłędnie udawało się panu typować inwestycje w spółki z tej branży, takie jak PZ Cormay, Biomed Lublin czy Voxel?

Żona jednego ze wspólników jest lekarzem. To bardzo pomaga (śmiech).

Fundusz zarządzany przez pana i wspólników został zaoferowany dość wąskiemu gronu inwestorów, często zamożnym osobom, które już was znały. Czy nie rozważacie uruchomienia funduszu o podobnej polityce inwestycyjnej, dostępnego również dla mniej zamożnych klientów?

W 2009 r., kiedy zbieraliśmy kapitał, obiecaliśmy inwestorom, że skoncentrujemy się wyłącznie na funduszu Total FIZ. Musimy więc postępować tak, jak zadeklarowaliśmy. Mając takie wyniki – prawie 114 proc. zwrotu od momentu powstania funduszu, prawdopodobnie bez trudu zebralibyśmy kapitał do nowego produktu. To by było jednak nieuczciwe w stosunku do tych, którzy powierzyli nam swoje pieniądze na początku. Dopuszczamy możliwość przeprowadzenia dodatkowej emisji certyfikatów, jednak wyłącznie w interesie obecnych uczestników, np. gdyśmy potrzebowali dodatkowych pieniędzy, bo nadarzyłaby się niepowtarzalna okazja inwestycyjna. Zebraliśmy na początku ponad 160 mln zł, bo taką kwotą dobrze się zarządza – jest to na tyle mała kwota, żeby ją elastycznie inwestować, a na tyle duża, żeby być dopuszczanym do każdego stołu negocjacyjnego.

Jak długo będzie działał fundusz, w którym ulokował pan swoje oszczędności?

W statucie mamy określony koniec funduszu na rok 2015, ale możemy to przedłużyć, o ile będzie nam się dobrze pracowało w zespole. Na ten moment pracuje się bardzo dobrze. Większość inwestorów traktuje fundusz naprawdę długoterminowo. Dzisiaj aktywa Total FIZ to prawie 300 mln zł, a kwartalne obroty certyfikatami inwestycyjnymi na rynku wtórnym nie przekraczają kilku milionów złotych – to najlepiej pokazuje, że nasi inwestorzy nie chcą wychodzić z inwestycji. Powodem do dumy jest to, że w historii funduszu ani razu nie było umorzenia, choć są one możliwe raz do roku.

„Totalny" zarządzający

Konrad Łapiński zarządza od 2009 r. wraz ze wspólnikami – Michałem Błachem i Robertem Przytułą – autorskim funduszem Total FIZ. Za ubiegłoroczne wyniki – blisko 40 proc. stopy zwrotu – został wyróżniony Złotym Portfelem „Parkietu". Przy odbiorze nagrody podziękował za prezent na inwestycyjną „osiemnastkę" – od tylu lat inwestuje na GPW. Zaczął, gdy skończył osiemnaście lat i mógł założyć konto maklerskie. Zanim przeszedł na swoje, zarządzał funduszami w Skarbiec TFI, gdzie pracował od końca studiów na warszawskiej SGH. Jego hobby to – oprócz inwestowania – wędkarstwo i narty.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.