REKLAMA
REKLAMA

Akademia inwestycyjna

Oszczędności Polaków. Dużo dobrych chęci, ale liczy się wykonanie

Zwiększenie oszczędności długoterminowych – a temu ma służyć uruchomienie pracowniczych planów kapitałowych – powinno być korzystne dla wzrostu gospodarczego, inwestycji i dla Polaków obawiających się o swoje bezpieczeństwo finansowe. Jednak nie liczmy na to, że zadziała automat: ruszą PPK i wszystkie problemy zostaną rozwiązane. W krótkim czy średnim okresie nie ma bezpośredniego związku między oszczędnościami, inwestycjami i rozwojem.

Polacy obawiają się o stan swoich finansów na starość i mają niskie zaufanie do systemu emerytalnego. Mimo to za mało oszczędzają dobrowolnie, nie pracują dłużej, raczej przekazują nieruchomości w spadku niż spieniężają.

Foto: Adobestock

Wbrew dość powszechnemu przekonaniu z oszczędzaniem w naszym kraju ostatnio jest nie najgorzej. Przynajmniej według deklaracji Polaków, które niestety nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Od trzech lat ponad dwie trzecie z nas (ok. 70 proc.) twierdzi, że ma odłożone pieniądze. Tak wynika z tegorocznego międzynarodowego badania „Finansowy Barometr ING". W 2016 r. odsetek ten wynosił 68 proc., w następnym roku był o 1 pkt proc. wyższy, a w roku ubiegłym – o kolejne 2 pkt. Poprawa jest widoczna od 2015 r. Do tego czasu wskaźnik dochodził najwyżej do 50 proc. i należał do najniższych w Europie.

Gospodarka się rozwija, ludzie dostali pieniądze

Wzrost liczby ludzi deklarujących, że odkładają pieniądze, to w dużym stopniu efekt sytuacji gospodarczej oraz polityki rządu. Polska notuje wysoki wzrost gospodarczy (ok. 5 proc. w 2018 r.), sytuacja na rynku pracy jest bardzo dobra, rosną wynagrodzenia (ok. 7 proc. w ubiegłym roku). Do tego doszły transfery socjalne, przede wszystkim w ramach programu 500+. Za kilka miesięcy wypłaty obejmą też każde pierwsze dziecko. W wyniku tego na konta rodziców trafi dodatkowo ok. 20 mld zł rocznie. Część tych pieniędzy zapewne zostanie odłożona.

Pod względem odsetka oszczędzających obecnie nie odbiegamy specjalnie od średniej europejskiej. Najlepsi w tej kategorii są mieszkańcy Luksemburga. Aż 83 proc. z nich przyznaje, że zgromadziło jakieś oszczędności. I chyba nikogo to nie dziwi, biorąc pod uwagę zamożność obywateli tego kraju. Ogólna prawidłowość jest taka, że stopa oszczędzania jest wysoka w krajach o dużym udziale płac w PKB. W wielu innych państwach europejskich, takich jak Holandia, Czechy, Belgia, Włochy, Hiszpania, ze skłonnością do gromadzenia gotówki jest podobnie jak w Polsce; pozytywne deklaracje składa 71–74 proc. ankietowanych.

Zgromadziliśmy mniej niż zamożna Europa

Foto: GG Parkiet

Gdybyśmy jednak porównali wysokość oszczędności Polaków i mieszkańców innych krajów europejskich, powodów do zadowolenia byśmy nie mieli. Zgodnie z danymi Eurostatu przeciętna wartość aktywów finansowych gospodarstwa domowego w naszym kraju wynosi ok. 30 tys. euro; jest to o 80 proc. mniej niż średnia w Unii Europejskiej.

Foto: GG Parkiet

Wartości te nie są jednak w pełni porównywalne ze względu na niższe koszty życia w Polsce. Bardziej miarodajne jest odniesienie oszczędności do miesięcznych dochodów. W tym ujęciu zasoby finansowe naszych gospodarstw domowych zbliżają się do przeciętnej w Unii Europejskiej. Co prawda od kilku lat na pytanie: jaka jest wielkość oszczędności twojego gospodarstwa domowego, większość z nas odpowiada: jedna–trzy miesięczne pensje netto, ale stopniowo przybywa osób wskazujących, że jest to sześć, a nawet 12 pensji. Ci, którzy w ogóle nic nie odkładają, najczęściej usprawiedliwiają się brakiem wystarczających dochodów (68 proc. według badania ING) albo pojawieniem się spontanicznych czy nieoczekiwanych wydatków (w sumie 21 proc.).

Dane te pokrywają się z wynikami badań Unum Insight przeprowadzonych w 2019 r. Według nich Polacy najczęściej mają odłożone pieniądze na pokrycie maksymalnie trzymiesięcznych zobowiązań – tak odpowiedziało 38 proc. ankietowanych. Aż 27 proc. zgromadziło środki wystarczające tylko na mniej niż miesiąc. Natomiast zaledwie 15 proc. badanych dysponuje oszczędnościami, które pokryłyby więcej niż sześć miesięcznych wydatków.

Foto: GG Parkiet

Skąd Polacy wzięliby pieniądze na czarną godzinę, gdyby rodzina znalazła się w bardzo trudnej sytuacji? Ankietowani przez Unum Insight wskazują najczęściej na oszczędności (28 proc.), potem na polisę na życie (25 proc.) oraz pożyczkę od przyjaciół lub krewnych (18 proc.). A jak to wygląda w Stanach Zjednoczonych? Amerykanie również sięgnęliby najpierw po oszczędności (45 proc.) i wypłatę z polisy na życie (43 proc.), ale trzecim źródłem finansowania w razie śmierci głównego żywiciela byłyby pieniądze zgromadzone na emeryturę (37 proc. wskazań). Pożyczka od bliskich i krewnych to za oceanem najmniej popularne rozwiązanie (8 proc.).

W banku na krótki termin

Oszczędności w mniemaniu przeciętnego mieszkańca naszego kraju to głównie pieniądze trzymane w banku. Z wyliczeń Expandera wynika, że na koniec stycznia 2019 r. w sumie Polacy mieli w bankach prawie o 11 proc. więcej środków niż przed rokiem. W całym 2018 r., według danych NBP, depozyty gospodarstw domowych wzrosły o 75 mld zł. W samym grudniu przybyło 13,4 mld zł. Z tej kwoty tylko 5,5 mld zł trafiło na lokaty terminowe.

Foto: GG Parkiet

Wciąż więcej oszczędności trzymamy na rachunkach bieżących niż na lokatach; to w dużym stopniu efekt utrzymującego się od dawna bardzo niskiego oprocentowania. Taka struktura oszczędności utrzymuje się od marca 2016 r. – wtedy wartość lokat zaczęła systematycznie spadać. Oznaki zmian pojawiły się w 2018 r. Początkowo wartość depozytów terminowych ustabilizowała się, a w grudniu wzrosła, najwięcej od trzech lat.

Ile wynoszą przeciętne oszczędności Polaka zbliżającego się do emerytury, czyli tego, który miał dość dużo czasu na gromadzenie pieniędzy? Sprawdził to ING Bank, analizując finanse swoich aktywnych klientów (123 tys.). Okazało się, że średnio klienci ci odłożyli 51 tys. zł, przy czym 90 proc. z nich ma mniej niż 108 tys. zł. Większość osób (83 proc.) lokuje pieniądze w banku, mniej niż co piąty zainwestował w fundusze. Takie zasoby nie wyglądają imponująco i mogą się skończyć po kilku latach życia na emeryturze. Z drugiej strony, z różnych badań wynika, że po zakończeniu aktywności zawodowej Polacy raczej ograniczają wydatki, niż korzystają z oszczędności lub zaciągają pożyczkę.

Dobre zamiary, gorzej z praktyką

Aż 58 proc. pracujących Polaków deklaruje, że chciałoby odkładać na emeryturę we własnym zakresie. Pod tym względem wypadamy lepiej niż mieszkańcy innych państw europejskich. Ale co z tego, skoro w rzeczywistości na dobrowolnych kontach emerytalnych Polaków (IKE, IKZE, PPE) znajduje się stosunkowo niewiele pieniędzy. Dane KNF pokazują, że w ubiegłym roku na IKE i IKZE wpłaciliśmy 2,1 mld zł, a łącznie mamy tam 11 mld zł (po doliczeniu PPE – 25 mld zł). Dla porównania, w publicznym systemie emerytalnym (konto i subkonto ZUS oraz OFE) łącznie zarejestrowano składki o wartości 2 bln zł. Tylko w ubiegłym roku wpłynęło tam 185 mld zł.

Co prawda liczba osób dobrowolnie oszczędzających na emeryturę rośnie (o 10 proc. rocznie), ale wciąż grupa ta jest stosunkowo niewielka. Pieniądze w miarę systematycznie odkłada 565 tys. osób, podczas gdy wszystkich tego typu kont emerytalnych założono 1,7 mln, a pracujących Polaków jest aż 11,5 mln.

I to właśnie jest obecnie nasz największy problem – nie tyle wielkość oszczędności, ile ich struktura. W Polsce dominują lokaty krótkoterminowe. Jest to niekorzystne praktycznie z każdego punktu widzenia. Brak długoterminowych depozytów utrudnia bankom finansowanie projektów inwestycyjnych. Muszą do tego wykorzystywać regularnie odnawiane lokaty krótkoterminowe. Taka forma zasilania inwestycji jest możliwa, ale zwiększa ryzyko. Z kolei niski przyrost inwestycji negatywnie odbija się na potencjalnym wzroście całej gospodarki. Rzecz jasna małe oszczędności, brak wystarczającej poduszki bezpieczeństwa finansowego to także problem polskich gospodarstw domowych. I nie chodzi tu o pieniądze odłożone na najbliższe wakacje, lecz o te, które są pomnażane z myślą o potrzebach, jakie pojawią się za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

Nie był to czynnik ograniczający

Ale czy zwiększenie oszczędności sprawi, że potencjał wzrostu inwestycji i polskiego PKB będzie wyższy? Żaden automat z pewnością tu nie zadziała.

– Praktyka pokazuje, że w ostatnich trzech dekadach oszczędności nie były czynnikiem ograniczającym rozwój Polski – przekonuje Paweł Dobrowolski, główny ekonomista Polskiego Funduszu Rozwoju, w analizie „Oszczędności długoterminowe – bufor stabilnego rozwoju" opublikowanej w serwisie internetowym PFR. – Gdyby były za niskie w stosunku do liczby opłacalnych projektów inwestycyjnych, to widzielibyśmy wysoki koszt kapitału, mierzony wysokimi stopami procentowymi. A jest niski. Widzielibyśmy wysoką elastyczność inwestycji w stosunku do kosztu kapitału, tj. podczas spadku stóp procentowych, mocno by rosły inwestycje. Nie ma takiej zależności. Widzielibyśmy wysoki napływ kapitału zagranicznego. Jest niski. Wśród krajowych przedsiębiorstw widzielibyśmy wysokie użycie środków własnych na inwestycje. Widzimy raczej skłonność do trzymania wysokiego salda gotówki przez rodzimych przedsiębiorców.

Zdaniem Pawła Dobrowolskiego w Polsce inwestycje są niskie, ponieważ brakuje opłacalnych projektów inwestycyjnych. Jedną z przyczyn jest np. skomplikowany system podatkowy, który zwiększa ryzyko związane z działalnością gospodarczą.

Poduszka pozwala na miękkie lądowanie

W krótkim czy średnim okresie nie ma bezpośredniego związku między oszczędnościami, inwestycjami i rozwojem, ale to nie znaczy, że oszczędności są zupełnie bez znaczenia. Po pierwsze, jak przekonuje Paweł Dobrowolski, w okresach podwyższonego ryzyka, kiedy rośnie cena pieniądza w centrach światowej gospodarki, takie rynki jak polski są narażone na odpływ kapitału, zmniejszenie zamówień na produkty i usługi. Duża poduszka własnych oszczędności (tak jest w bogatych państwach) pozwala przeczekać trudne czasy.

Po drugie, niskie oszczędności przekładają się na mniejszą skłonność Polaków do ryzyka. Trudniej zdecydować się na przykład na porzucenie pracy w korporacji i założenie innowacyjnej firmy, skoro wiadomo, że na początku startup nie będzie przynosił zysków i będzie niełatwo o pozyskanie zewnętrznego finansowania. Zatem właściciel takiej firmy musi w pierwszym okresie wydawać własne wcześniej zgromadzone pieniądze.

Zatem z punktu widzenia bezpieczeństwa polskiej gospodarki i Polaków bardzo ważna jest zmiana struktury oszczędzania, zachęcenie ludzi do odkładania pieniędzy w długim terminie. Temu celowi mają służyć pracownicze plany kapitałowe. Program przewiduje automatyczny zapis uczestników (ale można zrezygnować z udziału), składki opłacane nie tylko przez pracowników, ale też pracodawców oraz dofinansowanie z budżetu państwa. Trudno jednak na razie przesądzić, czy zachęty okażą się wystarczające, żeby przyciągnąć do PPE większość zatrudnionych. A dopiero wtedy program może spełnić pokładane w nim nadzieje. ¶

Wiemy, że może być źle, ale niewiele robimy, by temu zapobiec

Do świadomości Polaków coraz bardziej przebija się informacja, że w przyszłości emerytury będą niskie w relacji do pensji. ?Ale większość ludzi nie potrafi się zmobilizować do podjęcia skutecznych działań zapobiegawczych, choćby do systematycznego odkładania nadwyżek przez cały czas aktywności zawodowej. Nie brakuje więc opinii, że oszczędzanie na emeryturę powinno być obowiązkowe jak samochodowe OC. Rząd nie zdecydował się na tak radykalne rozwiązanie. Do tworzonych od lipca PPE pracownicy będą zapisywani automatycznie, ale będą mieli prawo do rezygnacji z udziału w programie.

Powiązane artykuły

REKLAMA
REKLAMA

Wideo komentarz

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA