W czwartek około godz. 16 dolar kosztował nieco ponad 4,99 zł. Formalnie był o około 1,1 proc. droższy niż dzień wcześniej, ale tylko dlatego, że w środę po południu wyraźnie potaniał. Wcześniej po raz pierwszy w historii kurs dolara przebił granicę 5 zł. W czwartek również przez część dnia był wyżej, ale środowego szczytu w okolicy 5,05 zł nie sięgnął. Powyżej tej psychologicznej bariery utrzymywał się frank szwajcarski, ale i ta waluta nie była wobec złotego wyraźnie silniejsza niż dzień wcześniej. Dość konsekwentnie w górę piął się jedynie kurs euro, który w czwartek osiągnął nowy najwyższy od marca poziom 4,87 zł.

Gra przeciw funtowi

Sytuację na rynku walutowym determinowały w czwartek te same czynniki co w poprzednich dniach. – Wiele uwagi w komentarzach poświęca się funtowi brytyjskiemu, ale tak naprawdę liczy się ciągle to samo: gospodarcze konsekwencje wojny w Ukrainie, czyli wolniejszy wzrost gospodarczy i wyższa inflacja – komentuje Kit Juckes, główny strateg walutowy w Societe Generale. Te konsekwencje są bardziej odczuwalne w Europie niż w USA, co sprawia, że Fed jest bardziej wiarygodny w deklaracjach, że będzie za wszelką cenę walczył z inflacją, niż Europejski Bank Centralny, który musi liczyć się z głęboką recesją z powodu kryzysu energetycznego. Czwartkowe dane, wedle których inflacja w Niemczech skoczyła we wrześniu do 10 proc. rok do roku z 7,9 proc. w sierpniu, doprowadziły wprawdzie do pewnego umocnienia euro wobec dolara, ale nie był to gwałtowny ruch. – To, że kurs euro wobec dolara pogłębi jeszcze cykliczny dołek, wydaje się niemal pewne – uważa Juckes. Według niego kurs ten znajdzie się poniżej 0,95 euro za dolara, czyli minimum z środy, podczas gdy w czwartek po południu wynosił ponad 0,97. Główny strateg walutowy Societe Generale zauważa, że część krótkich pozycji na parze EUR/USD została zamknięta, bo inwestorzy skupili się na grze przeciw funtowi. – To oznacza, że tych krótkich pozycji na euro może przybyć – tłumaczy.

W prognozach stabilizacja

Zwykle gdy euro zyskuje wobec dolara, złoty zyskuje wobec euro. W czwartek tak jednak nie było. W stosunku do euro złoty konsekwentnie się akurat osłabiał. Analitycy tłumaczą to kilkoma czynnikami. Po pierwsze, polskiej walucie wciąż szkodzą doniesienia na temat wojny w Ukrainie, jak te, że bliska zaangażowania się w konflikt jest Białoruś. Po drugie, czwartkowe dane Niemiec zwiększają ryzyko, że także w Polsce we wrześniu inflacja mocno przyśpieszyła. Wstępny szacunek wskaźnika cen konsumpcyjnych (CPI) w mijającym miesiącu GUS opublikuje w piątek. Ekonomiści przeciętnie szacują, że wzrósł on o 16,6 proc., po 16,1 proc. w sierpniu. Jednocześnie NBP sygnalizuje, że cykl podwyżek stóp procentowych dobiega już końca, a to, że taka decyzja zapadła już na Węgrzech i w Czechach, sprawia, że inwestorzy dają tym sygnałom wiarę.

Źródeł presji na złotego część analityków upatruje też w tym, że w projekcie ustawy o ochronie odbiorców energii, opublikowanym w środę, pojawił się zapis zmieniający zakres podmiotów, które objęte są stabilizującą regułą wydatkową. „Takie działanie, sygnalizujące szykowanie miejsca pod dalsze luzowanie fiskalne, może być groźne dla złotego i polskich obligacji” – zauważyli w czwartkowym komentarzu ekonomiści z Santander BP.

Mimo to ekonomiści w większości nie zakładają, że złoty będzie konsekwentnie tracił na wartości. Przeciętne prognozy 21 ankietowanych przez „Parkiet” zespołów ekonomistów sugerują, że w październiku dolar będzie kosztował 5 zł, a euro 4,83 zł.