W 2025 r. przychody grupy wzrosły o blisko 20 proc. i wyniosły rekordowe 93 mln zł. Zysk na sprzedaży zwiększył się o 16 proc. do 46 mln zł. Ale inwestorów mogła zaniepokoić strata netto, która przekroczyła 10 mln zł. Podajecie też wynik skorygowany i tu jest już 3,4 mln zł zysku netto?
Rok 2025 był intensywny i bardzo udany dla spółki. Sprzedaż urosła nam prawie o 20 proc. To dlatego, że sporo zainwestowaliśmy w opracowanie nowych produktów i one zaczynają się sprzedawać. Zwłaszcza w przemyśle zbrojeniowym. Ale jest popyt także na tańsze wersje naszych detektorów, do takich bardziej powszechnych zastosowań. Co do samego wyniku finansowego to chciałbym uspokoić inwestorów. Ta raportowana strata wygląda gorzej niż faktyczny wynik, ponieważ zawiera podatek odroczony. Działamy w specjalnej strefie ekonomicznej. Z tego powodu nie płacimy żadnych podatków od kilkunastu lat. Zgodnie z międzynarodowymi standardami zawiązywaliśmy aktywo, żeby tę ulgę, korzyść jakoś mieć oszacowaną w sprawozdaniu finansowym. To były szacunki. W momencie, gdy uznajemy, że nie ma możliwości odzyskania w pełni tej ulgi, zrobiliśmy odpis. To ponad 8 mln zł. Dodatkowo mieliśmy w 2025 r. bardzo wysokie koszty jednorazowe, prawie 4,5 mln zł, związane z transakcją przejęcia w USA. Niestety akwizycje na rynku amerykańskim wymagają dużego wsparcia zarówno finansowego, jak i prawnego.
Do tej amerykańskiej akwizycji wrócimy. Spółka podała też szacunki sprzedaży za I kw. 2026 r. Przychody wyniosły 19,3 mln zł i spadły o 12,5 proc. rok do roku. Jaki jest trend?
Trend jest cały czas bardzo pozytywny. Nie patrzyłbym tylko i wyłącznie na wynik tego jednego kwartału. Ten spadek to kwestia przesunięć realizacji niektórych zamówień. Jeśli patrzymy na tempo zdobywania zamówień, to mamy bardzo mocny wzrost. W zeszłym roku przekroczyliśmy 100 mln zł w pozyskanych zamówieniach. Backlog też jest dużo mocniejszy niż był przed rokiem, czujemy się dużo bardziej komfortowo, jeśli chodzi o kolejne okresy. Po drugim kwartale już na pewno będziemy mieli dodatnią dynamikę wzrostu, tak porównując 6 miesięcy do tego samego okresu przed rokiem. I to bez uwzględnienia amerykańskiej akwizycji. Z przychodami przejętej spółki w USA wzrost po pierwszej połowie roku będzie znaczący.
Wasze produkty odbiera przemysł zbrojeniowy, trafiają do wojska. To około jednej trzeciej sprzedaży. Liczycie na dalszy wzrost tego segmentu?
Zeszły rok już przyniósł spore wzrosty na rynku zbrojeniowym. Przychody podskoczyły z dwudziestu kilku milionów do prawie trzydziestu milionów złotych. W tym roku jeszcze nie oczekujemy bardzo istotnej dynamiki wzrostu w tym sektorze. Ale w kolejnych latach to będzie jeden z naszych głównych segmentów. Tutaj kluczowym czynnikiem wzrostu będzie nowa linia produktowa, czyli matryce podczerwieni do kamer termowizyjnych. Ten projekt może nam przeskalować przychody Vigo w kolejnych latach, liczymy, że bardzo mocno przyspieszymy.
Macie już umowę z PCO na dostawy tych matryc…
Udało nam się w zeszłym roku po pięciu latach rozwoju tego produktu zdobyć kontrakt. To bardzo skomplikowana technologia. Dołączamy do elitarnego grona producentów na świecie. Umowa z PCO mówi o dostawach za minimum 200 mln zł w sześć lat. To nie wyczerpuje całego popytu krajowego. Liczymy, że te przychody będą większe w tym okresie i że potem będziemy kontynuować zamówienia. Widzimy też olbrzymie szanse na rynku europejskim.
Czytaj więcej
Vigo Photonics kupił aktywa amerykańskiego producenta detektorów podczerwieni InfraRed Associates. Wartość transakcji opiewa na 8,4 mln USD.
W marcu dopięliście przejęcie amerykańskiej firmy Infrared Associates za ponad 8,4 mld dol. Jej roczne przychody sięgają blisko 9 mln dol. Będą efekty synergii?
Pierwsze rozmowy z właścicielami Infrared Associates zaczęliśmy w 2019 r. Ta firma jest prawie 50 lat na rynku. To jeden z pionierów w produkcji detektorów podczerwieni. Specjalizuje się w detektorach chłodzonych kriogenicznie, a my robimy detektory działające w temperaturze pokojowej. Ta akwizycja daje nam wiele korzyści. Zwiększa naszą obecność na rynku amerykańskim. Możemy też bezpośrednio współpracować z dużymi klientami, zwłaszcza z branży zbrojeniowej, a to na rynku amerykańskim jest to bardzo istotne. To jest duży rynek. Firma ma 8-9 mln dol. rocznej sprzedaży i jest rentowna. Jest więc w stanie spłacić finansowanie, które zaciągnęliśmy na jej przejęcie. Widzimy spore szanse na rozwój biznesu. Obecnie nasz amerykański podmiot ma spore ograniczenia mocy produkcyjnych i nie jest w stanie zrealizować wszystkich zamówień. Dzięki temu, że będziemy mogli elastycznie zarządzać produkcją w Polsce i w USA, jesteśmy w stanie zwiększyć tempo produkcji i przyspieszyć dostawy do klientów.
Czyli inwestycje w fabrykę w USA nie wchodzą w grę, tylko elastyczne zarządzanie i zwiększanie produkcji w Ożarowie?
Tak. W Stanach Zjednoczonych nie mamy planów dodatkowych inwestycji w wyposażenie czy sprzęt produkcyjny. Prawdopodobnie będziemy inwestować w zespół. Potrzebujemy tam doświadczonych inżynierów, konstruktorów, którzy będą współpracować razem z klientami nad nowymi produktami, zwłaszcza dla branży zbrojeniowej.
A Infrared miał umowy z amerykańskimi firmami zbrojeniowymi?
Koszty współpracy z firmami zbrojeniowymi na rynku amerykańskim są bardzo duże. Trzeba mieć odpowiednie certyfikaty, rejestracje itp. Infrared nie zdecydował się na to. To my jako Vigo US przeszliśmy już tę ścieżkę i mamy odpowiednie certyfikacje, więc jesteśmy w stanie współpracować z firmami zbrojeniowymi. Mamy już kilka projektów otwartych z dużymi graczami. Mam nadzieję, że w przyszłym roku pierwszy projekt przejdzie do seryjnej produkcji, będziemy widzieć te wzrosty. Natomiast jeśli chcemy myśleć o kolejnych dużych klientach w USA, to potrzebujemy tam własnego zespołu, produkcji na miejscu.
Infrared działa globalnie?
Tak. Około 60 proc. sprzedaży to był rynek amerykański, ale 20 proc. było realizowane w Europie, a kolejne 20 proc. w Azji. To też daje nam dodatkowe szanse, bo mamy częściowo wspólnych klientów, jak choćby w Europie, ale konkurowaliśmy też o niektórych w Azji. Nie zawsze się pokrywaliśmy w pełni, więc jest możliwość zwiększenia sprzedaży, oferując dodatkowe produkty.
Transakcję finansujecie długiem. Są kredyty z Banku Pekao, ale jest też pożyczka do 5,5 mln dol. z Funduszu Ekspansji Zagranicznej, zarządzanego przez PFR TFI. Oprocentowanie tej pożyczki jest stałe w wysokości 8,5 proc. w skali roku. Nie jest niskie?
Tak, nie jest takie niskie. Ta transakcja była przygotowywana w momencie, kiedy nasze wyniki finansowe nie były najlepsze, w związku z tym nasza zdolność kredytowa też nie była najwyższa. Koszt tego finansowania jest lekko wyższy niż taki zwykły kredyt bankowy. Rentowność tej przejętej spółki jest na tyle wysoka, że jesteśmy w stanie obsłużyć całe to zadłużenie. Myślę, że w ciągu kilku lat będziemy w stanie pozbyć się tego zadłużenia i zredukować koszty finansowe. Współpraca z PFR-em była bardzo udana. Myślę, że to był jeden z czynników, który spowodował, że udało nam się przeprowadzić tę transakcję. Być może w przyszłości uda się również tak współpracować przy kolejnych przejęciach na rynku.
Będą takie?
Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale obecnie myślimy głównie o tym, jak zintegrować skutecznie ten zespół działający w USA. Jak zakończymy proces integracji, to będziemy myśleć o kolejnej akwizycji.
Czytaj więcej
Giełdowy producent detektorów i materiałów półprzewodnikowych w 2025 roku wypracował rekordowe ponad 93 mln zł przychodów ze sprzedaży, co jest wyn...
Jesteście zaangażowani w projekt HyperPIC, którego budżet sięga 880 mln zł. Połowa to granty, dofinansowanie. W raporcie rocznym zarząd pisze, że firma ma problem z zapewnieniem finansowania wkładu własnego do tego projektu i szukacie partnera strategicznego? Z kim rozmawiacie, uda się go pozyskać? Czy ten projekt ruszy?
Projekt jest obecnie realizowany w dosyć wolnym tempie. Dużym wyzwaniem są olbrzymie nakłady. Budżet 880 mln zł obejmuje obie fazy, czyli R&D i później fazę inwestycyjną, czyli budowę zakładu półprzewodnikowego. Teraz skupiamy się na fazie R&D, na którą budżet też jest bardzo wysoki. Musimy decydować, w które projekty chcemy inwestować, na które starczy nam zasobów. Realizujemy bardzo ambitną strategię, taką wielowątkową i na rynku zbrojeniowym, i na rynku cywilnym, bo projekt HyperPIC jest głównie adresowany na rynek cywilny. Jego celem jest opracowanie miniaturowych zintegrowanych sensorów, które mogą się zmieścić np. w smartwatchu czy smartfonie. Technologia rewolucyjna i dużo kosztuje. Branża półprzewodnikowa jest bardzo kapitałochłonna. W tej chwili koncentrujemy się na dokończeniu integracji z Infrared i na projekcie matrycowym, bo on przyniesie nam bardzo istotny wzrost przychodów już w 2027 r. W tej sytuacji projekt HyperPIC musi poczekać. Szukamy do jego realizacji partnera branżowego, bo to nie chodzi tylko i wyłącznie o finansowanie. Finansowanie byłoby stosunkowo jeszcze łatwo znaleźć, pomimo tego, że ten projekt jest bardzo ryzykowny, ale szukamy partnera, który pomoże nam też w przyspieszeniu rozwoju technologii, a później również w komercjalizacji tej technologii. Nie myślimy tutaj o pozyskaniu kapitału poprzez giełdę, czyli na pewno nie wchodzi w grę żadna emisja akcji do inwestorów finansowych. Jeśli chodzi o projekt HyperPIC, to myślimy o joint venture z dużym graczem branżowym, który już jest obecny na tym rynku. Rozmowy trwają. Mam nadzieję, że w stosunkowo niedługim czasie uda nam się przekazać pozytywne wiadomości i ten projekt będzie miał szansę na przyspieszenie rozwoju.
A czy do rozwoju projektu matryc podczerwieni też potrzebujecie partnera? Czy też potrzebujecie finansowania, to jest też nowy produkt?
Produkt jest zupełnie nowy i musieliśmy wdrożyć cały szereg nowych technologii, których wcześniej nie wykorzystywaliśmy do produkcji zwykłych pojedynczych detektorów. Częściowo też posiłkujemy się naszymi partnerami technologicznymi, którzy transferują do nas pewne wybrane elementy tej technologii. Potrzebujemy zainwestować jeszcze około 40 mln zł w nową linię produkcyjną.
Czy będzie finansowanie długiem, czy rozważana jest emisja akcji?
Mamy kilka opcji, jeśli chodzi o finansowanie tego projektu. Coś więcej będziemy w stanie powiedzieć w ciągu miesiąca czy dwóch miesięcy. Raczej nie myślimy o emisji akcji takiej publicznej na rynku.