Od tamtego momentu ceny wzrosły o ok. 15 proc., a od początku roku już o niemal 40 proc. Te liczby mogą jeszcze nie oddawać powagi sytuacji. Jeśli blokada cieśniny potrwa dłużej niż kilka dni, skutki dla gospodarki będą ogromne. Czy rynek nie dostrzega tego zagrożenia?
Obecnie różnice między najbliższymi kontraktami na ropę Brent wynoszą około 4 USD za baryłkę (na WTI mniej niż 2 USD). Dla porównania, w 2022 r. po inwazji Rosji na Ukrainę, tzw. spread sięgał 4–6 USD, co obrazowało skalę niepewności co do dostaw. Dziś, mimo zagrożenia dla 20 proc. dziennej światowej podaży, rynek wydaje się spokojniejszy niż dwa lata temu. Wynika to z dwóch faktów: mamy obecnie dużą nadpodaż surowca, a Rosja pozostaje dla rynków ważniejszym graczem niż Iran. Dodatkowo USA są przekonane, że prędzej czy później przywrócą drożność cieśniny.
Mimo tego spokoju Iran w każdej chwili może przekroczyć „czerwoną linię” i realnie zaatakować tankowiec. Dotychczasowe incydenty miały charakter ostrzegawczy lub przypadkowy, ale jeden skuteczny atak może całkowicie wstrzymać ruch innych statków. O ile ropa posiada alternatywne drogi przesyłu (głównie przez Arabię Saudyjską i ZEA poprzez ropociągi), o tyle transport LNG, oleju napędowego czy paliwa lotniczego jest od nich odcięty. Dlatego szczyty cen na giełdach i pylonach stacji paliw mogą być wciąż przed nami, co stwarza ogromne ryzyko powrotu wyższej inflacji, oczywiście nie tylko w Polsce, ale na całym świecie.