Rośnie niepokój rynków finansowych związany z sytuacją na Bliskim Wschodzie, choć nie jest to jedyny powód. Poniedziałkowa sesja miała charakter typowo wyczekujący, nie zabrakło jednak nerwowości.

Uwaga inwestorów koncentruje się na zbliżającej się środowej decyzji Fedu, a nastawienie zmieniło się tu radykalnie od końca sierpnia. W piątek atmosferę podgrzał sierpniowy odczyt CPI w USA, który nie dał argumentów „gołębiej” części rynku i jednocześnie podbił oczekiwania co do podwyżki stóp, a wyceniane prawdopodobieństwo ruchu o 25 pb wzrosło w okolice 92 proc. (wobec 64 proc. tuż po Jackson Hole). Środowa podwyżka byłaby pierwszą podwyżką stóp Fedu od 2023 r., przy czym rynek zaczyna już rozważać, czy będzie ona jednorazowa, stąd w środę równie ważne co sama decyzja będą nowe projekcje i konferencja K. Warsha.

EBC swoje zrobił już w ubiegłym tygodniu, kiedy to 10 września jednogłośnie podniósł stopę depozytową do 2,50 proc., co było zresztą drugą podwyżką w tym roku po czerwcowej.

W Polsce z kolei stopy procentowe nie zostały zmienione i mocno zasygnalizowana została ich długotrwała stabilizacja, rynek obligacji jest jednak wyraźnie bardziej „jastrzębi” niż Rada i widać to przede wszystkim na długim końcu krzywej SPW, gdzie rentowność 10-latki w poniedziałek kontynuowała wzrost i sięgnęła poziomu 6,35 proc.. Krzywa konsekwentnie się stromi. Przy osuwaniu się w dół w poniedziałek pary EUR/USD (poniżej 1,1540) towarzyszyło temu osłabienie złotego: kurs EUR/PLN wzrósł w okolice 4,3450. Na rynkach bazowych rentowności obligacji także w poniedziałek rosły: w USA o około 1–3 pb, w Niemczech zaś o 3–10 pb.