Witold Kowalski, były prezes polskiego oddziału Nike, w książce „Finanse dla niefinansistów w praktyce” podjął się próby wytłumaczenia laikom w przystępny sposób zasad, którymi się rządzą finanse spółek. Zrobił to, bo uznał, że kwestie finansowe są wciąż dla wielu polskich przedsiębiorców „prawdziwą piętą achillesową”. „W innej mojej książce »Świadomy lider«, poświęcam sporo stron na wytłumaczenie niektórych aspektów finansowych w firmie. Mam wiernych czytelników i zarazem klientów moich usług doradczych, którzy stosują zawartą w niej wiedzę w swojej codziennej pracy. Jednak część z nich złapałem na tym, że strona finansowa jej treści jest jedynie omieciona przez nich wzrokiem, bez wgryzania się w szczegóły. Gdy tłumaczę im na konsultacjach np. kwestie rachunku zysków i strat na ich własnych danych, otwierają oczy ze zdumienia, jak dobrze mogliby tę wiedzę wykorzystać, tak jakby nigdy nie przeczytali mojej książki” – przyznał Kowalski.
W „Finansach dla niefinansistów” zaczyna więc swój „wykład” od kwestii ceny – skąd się ona bierze, co na nią wpływa, czy da się ją kontrolować i zamknąć w matematycznych wzorach. Następnie opisuje dokumenty finansowe, z jakimi stykają się firmy i jak narzędzia oraz procesy finansowe mogą wykorzystywać przedsiębiorstwa. Jego wywód jest przystępny i zrozumiały, tak więc każdy, kto czuje, że „nie rozumie finansów” może sięgnąć po tę książkę, by uzupełnić braki w wiedzy. Autor zajmuje się też kwestią finansów osobistych i gospodarstwa domowego. Jak układać budżet rodzinny? Jaką przyjąć strategię inwestowania? Na tę ostatnią kwestię Kowalski poświęca nieco ponad 30 stron. Nie jest to więc pełny kurs inwestowania na giełdzie, ale zaledwie jego podstawy. O podstawach jednak czasem zapominają nawet rynkowi weterani, o czym przekonuje podrozdział dotyczący baniek spekulacyjnych. „Jeżeli pokazywane w tej książce wskaźniki P/E, P/S, EV/EBITDA są ekstremalnie wysokie w porównaniu do branży i historii spółki, a firma, w którą chce się zainwestować, nie notuje wzrostu przychodów, zysków czy przepływów pieniężnych proporcjonalnych do wzrostu ceny akcji, to jest to oderwanie oczekiwań od rzeczywistości. Należy włączyć krytyczne myślenie, jeśli kurs akcji danej firmy rośnie nagle, jak przyspieszenie startującej rakiety, a w jej zbiornikach nie widać za dużo paliwa. Drobnym inwestorom trudno jest zauważyć moment, w którym smart money czy właściciele nadmuchanych firm sprzedają swoje akcje, przewidując pęknięcie bańki spekulacyjnej” – radzi Kowalski.