Pożar tlił się już od ponad roku, ale pod koniec listopada wybuchł z całą mocą. Prokuratorzy i pracujący dla nich biegli przeglądali księgi rachunkowe jednego z największych włoskich klubów piłkarskich. Podobno mają też w ręku podsłuchy, z których wynika, że transfery dokonywane przez Juventus w ostatnich latach nie były kryształowo uczciwe. Klub, złapany przez włoskich obrońców prawa za obie ręce, twierdzi zgodnie z dobrze znaną zasadą, że to nie jego ręce i wszystko, co wpisywał w tabele excelowe, było zgodne z zasadami rachunkowości. Jednak do dymisji podał się cały zarząd z prezesem Andreą Agnellim, wiceprezesem Pavlem Nedvedem i dyrektorem generalnym Maurizio Arrivabene. Zwłaszcza dwa pierwsze nazwiska są głośne i mocno kojarzone z Juventusem.