Licząc od tegorocznego rekordu z 13 sierpnia S&P 500 zniżkuje już nieco ponad miesiąc, maksymalnie tracąc w tym czasie blisko 4 proc. Bilans drugiego i trzeciego kwartału pozostaje jednak wyraźnie dodatni, pozostając w bieżącym tygodniu powyżej granicy plus 15 proc. W tym kontekście warto przypomnieć, iż sąsiadujące ze sobą kwartały drugi i trzeci trwającego właśnie drugiego roku cyklu prezydenckiego w USA statystycznie wypadają zdecydowanie najsłabiej pośród wszystkich szesnastu kwartałów składających się na pełny 4-letni cykl. Dla drugiego kwartału przeciętny wynik S&P 500 liczony za ostatnich pełnych 11 kadencji (czyli od 1981 roku) wynosi minus 2.0 proc., natomiast kończący się niebawem kwartał trzeci wypada niewiele lepiej z przeciętnym wynikiem sięgającym minus 1.8 proc. Przy założeniu nawet jedynie częściowego równania do średniej potencjał spadkowy wynikający z czynników sezonowych jest więc nadal spory. Wracając do wspomnianej na wstępie ponad miesięcznej zniżki S&P 500 nie można wykluczyć, iż dłuższy epizod słabości akcji został już rozpoczęty. Jego kulminacja zazwyczaj następuje zaś nie później niż na przełomie kwartału trzeciego i czwartego. Mocno nietypowy przypadek pojawił się zaś w czasie… poprzedniej kadencji Donalda Trumpa. Najbardziej newralgiczny dla akcji okazał się wówczas kwartał czwarty, przy czym nie sposób nie zauważyć, że podobna co przed ośmioma laty sytuacja ma obecnie miejsce nie tylko w przypadku S&P500, ale także indeksu amerykańskiego dolara.