Wyższe koszty kapitału i mniejsza płynność, które mają tłumić inflację, docelowo nie tylko mogą, ale mają też wywierać presję na ceny spółek. Na dzisiejszej sesji jednak obserwujemy, może nie hiperboliczne, ale jednak wzrosty.
Patrzeć można na to na kilka sposobów. Przede wszystkim, częściową kontrybucją do poprawy sentymentu jest niewątpliwie, wciąż jeszcze nie w pełni potwierdzona wiadomość o tym, jakoby administracja Donalda Trumpa miała „dogadać się” z jemeńskimi Huti w celu zabezpieczenia swobody żeglugi w rejonie cieśniny Bab al-Mandab. Nie jest i nie może być to jednak jedyny powód – do sedna sprawy wciąż prowadzi Fed.
W przewrotny sposób podwyżka stóp oraz wyraźnie wyceniane obecnie dalsze zacieśnianie polityki monetarnej mogą być interpretowane jako wyraz nadzwyczajnej siły gospodarki. Docelowo rynek może widzieć Fed, który nie boi się bardzo jastrzębiej retoryki (i domniemanych działań), co sygnalizuje, że kondycja gospodarki i konsumenta jest istotnie lepsza od rynkowej percepcji i może bardziej wspierać wyniki spółek, niż stopy procentowe mogą je redukować. Byłoby to jednak odwrócenie klasycznej zależności między działaniami Fed a reakcją rynku – i nie należy brać tego wytłumaczenia za najlepsze.
Bardziej prawdopodobne jest to, co obserwujemy jako ogromną, ale jednak niepisaną ulgę rynków finansowych, że niezależność Fed została zachowana. Wielu analityków i komentatorów w przeszłości (i często w dalszym ciągu) insynuuje, że Kevin Warsh oraz szereg innych członków Fed nie są niezależni od Donalda Trumpa. Taki stan rzeczy byłby gigantycznym ryzykiem dla całego światowego systemu finansowego, niezależność banku centralnego to jeden z filarów stabilności gospodarczej we współczesnym świecie, a Fed jest najważniejszym z nich.
Nie bez powodu można było dopatrywać się tu mechanizmu, który wycenia kolejne podwyżki stóp procentowych jako mniej dławiące dla gospodarki i rynku niż potencjalny wpływ, jaki D. Trump mógłby mieć na decyzje FOMC. Zależność czy niezależność nie jest obecnie faktem możliwym do zweryfikowania, jednak Kevin Warsh opowiedział się obecnie po stronie danych, a nie polityki – co dla rynków może być bardzo cenne.
Co więcej, taki obrót spraw może odwracać asymetrię ryzyka. Byłaby to część szerszej narracji. Przed decyzją Fed istniało ryzyko jeszcze bardziej jastrzębiego Fed lub mniej lub bardziej demonstracyjnej decyzji o charakterze doraźnym i/lub politycznym. Obecnie to ryzyko w znacznej części znika i pojawia się szansa, że inflacja może okazać się słabsza od oczekiwań.
Na fali niedrożności cieśniny Hormuz oraz ataków na infrastrukturę GCC inflacja rośnie i to globalnie, jednak należy zwrócić uwagę, że dynamika tego wzrostu jest dużo mniejsza niż np. w 2022 roku. Dzisiejsza gospodarka ma dużo mniej przestrzeni na wzrost cen, co może zakotwiczyć oczekiwania wobec stóp procentowych na (względnie) bardziej korzystnych poziomach, niż wskazuje na to „precedens”.
Kamil Szczepański Analityk Rynków Finansowych XTB